Sebastian nie urodził się wczoraj i wiedział aż za dobrze, że bogacze mają swoje przywary i za jedną można było uznać chadzanie do podejrzanych przybytków oraz zaprzeczanie dopuszczaniu się podobnych ekscesów. Najgorsi pod tym względem byli arystokraci. W przeciwieństwie do nich, do wszystkiego doszedł dzięki własnej zaradności, żyłce do interesów i swojej ciężkiej pracy. Owszem, zamierzał wydać swoją córkę za arystokratę po to aby zapewnić jej odpowiednią pozycję w świecie, jaką gwarantował tytuł hrabiny.
— Proszę z tym długo nie zwlekać, panie Rossi. Mój czas jest cenny. — Poinformował tego mężczyznę na odchodne.
Odbywające się poniżej tego pokładu zamieszanie nie powinno ich interesować. W szczególności to dotyczyło jego żony i córki, które powinny cieszyć się urokami tego rejsu i perspektywami, które stworzy dla nich awans społeczny jego córki. Jako rodzice hrabiny będą mieli wstęp na salony arystokratów.
— To właśnie próbuję ustalić... na razie mogę powiedzieć tyle, że doszło do jakieś kłótni. Przyjdę do Was jak najszybciej. — Poinformował swoją żonę i córkę, które właśnie odsyłał do ich kajuty.
Sebastian spojrzał na kobietę w średnim w wieku i towarzyszących jej trzech mężczyzn - Młodszego Oficera Pembertona oraz dwóch pasażerów drugiej klasy. Zapewne posłałby im jedynie przelotne wrażenie, gdyby nie to uczucie, że z całą trójką było coś nie w porządku, przez to - jak spostrzegł - że mężczyźni mają puste spojrzenia i wykazywali się ślepym posłuszeństwem. Jeszcze dziwniejsza i bardziej niepokojąca była myśl, że mężczyźni znajdowali się pod wpływem magii. Przecież nie istniało nic takiego jak magia!
W zupełnie normalnej sytuacji Sebastian powinien przyjąć te gratulacje i podziękować w imieniu swojej córki, gdyby nie to... wrażenie, to, że dotarło do niego, że ta kobieta zamierza ich przekląć jak wiedźma. Brzmiało to zgoła irracjonalnie. Niezależnie od tego, słowa kobiety bardzo mu się nie spodobały. Ta kobieta powinna zostać usunięta z tego pokładu, tak aby nie musieli jej oglądać i słuchać.
— Nie ma prawa mówić w ten sposób do mojej córki! — Sebastian niejako zawtórował panu Rossi, tak szczycącemu się posiadaniem przynoszących szczęście pereł. Tych, które tak bardzo chciał obejrzeć i wejść w ich posiadanie.
Arrow, który najwyraźniej nie zamierzał zostawić w spokoju jego rodziny, zaczął wygadywać głupoty jak niespełna rozumu. Bo jak inaczej określić to, że usilnie stara się wmówić się jego żonie i córce, że nie noszą jego nazwiska, że są zupełnie innymi osobami, że nie łączą ich więzy krwi i są czarownicami.
— Arrow, czy Ty już do reszty postradałeś rozum?! — Warknął na niego ze złością, nie zamierzając dać wiary tym wszystkim bredniom, które opuszczały usta tego mężczyzny. — Od początku tylko mącisz, latasz za moją córką jak natrętna mucha i teraz jeszcze mieszasz w głowie jej oraz jej matce! — Należało postawić sprawę jasno. Nie zamierzał dłużej tolerować zuchwalstwa Arrowa, który teraz zachowywał się jakby pozjadał wszystkie rozumy. Nie pozwoli mu zmarnować szansy, jaka nadarzyła się Avelinie.