08.11.2022, 05:22 ✶
- Mógłbym zapytać cię o to samo - odparł, próbując wysunąć podbródek z jej palców z miną jakby na prawdę nie rozumiał, czemu w ogóle musiała go dotykać. Każdemu swojemu pacjentowi patrzyła tak urokliwie w oczy, czy tylko on zyskiwał takie względy? Liczyła na to, że zgodnie z powiedzeniem, jakoby były one zwierciadłami duszy, wyczyta nagle całą historię tego, jak właściwie oberwał? - Dawno nie widziałem cię takiej nieuczesanej. Przysnęłaś na dyżurze czy może przybiegłaś na złamanie karku, żeby mnie ratować? Jeśli to drugie, to czuję się na prawdę ujęty za serce - rzekł nieco obruszony. Uderzył się? Sam?! Może jeszcze powinna go zapytać, czy coś przypadkiem własnej różdżki w oko nie wsadził. Może i dostał jakąś średnią klątwą w bok (a przynajmniej tak podejrzewał) i ktoś próbował go znokautować ręcznie, od czego bolała go szczęka, ale to jeszcze nie znaczyło, że sam sobie miał coś zrobić.
Wyglądał nieco jak naburmuszone dziecko, które wiedziało że nie ma drogi fizycznej ucieczki z zaistniałej sytuacji, ale nie znaczyło to, że miało zamiar nie okazywać niezadowolenia. Do całego obrazka brakowało jeszcze, żeby mu nogi nie sięgały do podłogi i dyndały z kozetki. Na szczęście jednak, matka natura dała mu trochę centymetrów, które uchroniły go od takiego losu.
Burknął coś niezrozumiałego pod nosem, najprawdopodobniej mląc brzydkie słówka, które same cisnęły się na język, ale nie wypadało rzucać ich tak prosto w twarz siostrze. Niewątpliwie winna była temu klątwa, czy inne cholerstwo, na równi jednak z niewyparzoną gębą, którą otrzymywało się z urodzenia w stosunku do potomków tych samych rodziców. Spojrzenie jednak posłusznie powędrowało za światłem różdżki. Po drodze jednak zrobił uciemiężonego zeza i wywrócił oczami.
- Nic mi nie jest. Daj mi jakiś syrop na ból i będę się zwijał, na prawdę nie ma co zajmować miejsca innym. To wszystko to w sumie nieporozumienie - rzucił. Wykręty były w tym przypadku jak najbardziej spodziewane. Florence nie pierwszy raz musiała się nim zajmować i za każdym razem bronił bardziej lub mniej przed tym, żeby mogła mu jak najlepiej pomóc. Wizyta u uzdrowiciela była dla niego zwykle synonimem porażki, a przecież nie mógł sobie na takowe pozwalać. Nie jego zdaniem. W poważnym stanie był tylko wtedy, kiedy nie mógł się jakkolwiek ruszać, a aktualnie, jeśli tylko zacisnął zęby, był w stanie udać się chociażby na nonszalancki spacer korytarzami szpitala. Najpewniej tylko po to, żeby wywrócić się przy drzwiach wyjściowych.
Wyglądał nieco jak naburmuszone dziecko, które wiedziało że nie ma drogi fizycznej ucieczki z zaistniałej sytuacji, ale nie znaczyło to, że miało zamiar nie okazywać niezadowolenia. Do całego obrazka brakowało jeszcze, żeby mu nogi nie sięgały do podłogi i dyndały z kozetki. Na szczęście jednak, matka natura dała mu trochę centymetrów, które uchroniły go od takiego losu.
Burknął coś niezrozumiałego pod nosem, najprawdopodobniej mląc brzydkie słówka, które same cisnęły się na język, ale nie wypadało rzucać ich tak prosto w twarz siostrze. Niewątpliwie winna była temu klątwa, czy inne cholerstwo, na równi jednak z niewyparzoną gębą, którą otrzymywało się z urodzenia w stosunku do potomków tych samych rodziców. Spojrzenie jednak posłusznie powędrowało za światłem różdżki. Po drodze jednak zrobił uciemiężonego zeza i wywrócił oczami.
- Nic mi nie jest. Daj mi jakiś syrop na ból i będę się zwijał, na prawdę nie ma co zajmować miejsca innym. To wszystko to w sumie nieporozumienie - rzucił. Wykręty były w tym przypadku jak najbardziej spodziewane. Florence nie pierwszy raz musiała się nim zajmować i za każdym razem bronił bardziej lub mniej przed tym, żeby mogła mu jak najlepiej pomóc. Wizyta u uzdrowiciela była dla niego zwykle synonimem porażki, a przecież nie mógł sobie na takowe pozwalać. Nie jego zdaniem. W poważnym stanie był tylko wtedy, kiedy nie mógł się jakkolwiek ruszać, a aktualnie, jeśli tylko zacisnął zęby, był w stanie udać się chociażby na nonszalancki spacer korytarzami szpitala. Najpewniej tylko po to, żeby wywrócić się przy drzwiach wyjściowych.