08.11.2022, 11:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2022, 11:40 przez Florence Bulstrode.)
- Siedziałam właśnie w schowku, z bardzo przystojnym uzdrowicielem i on mnie tak rozczochrał, ale mi przerwano dobijając się do drzwi i krzycząc, że mój brat trafił na oddział i jest tak złośliwy, że żaden inny magomedyk nie chce do niego podejść – odparowała Florence, zacieśniając chwyt i ani myśląc pozwolić najmłodszemu Bulstrodowi wyrywać się z jej jakże czułego uścisku. Zachowywał się w miarę normalnie, doskonale, to znaczyło, że nie umierał. Gdyby przypadkiem był dla niej miły albo, o zgrozo, pozwolił się obejrzeć bez żadnych protestów i złośliwych uwag, Florence już wołałaby tutaj dwóch kolejnych uzdrowicieli i zabierała go na salę zabiegową, szepcąc pod nosem zaklęcia z tej jaśniejszej strony nekromanckiej magii, mające za zadanie utrzymać pacjenta przy życiu, zanim otrzyma profesjonalne wsparcie.
– Och, nie, skarbie, ten zez to jak nic objaw szczególnie paskudnej klątwy, teraz nie mogę cię stąd wypuścić do następnego czwartku – oświadczyła, pochylając się jeszcze bardziej, bo reakcja źrenic wcale się jej nie podobała. Atreus nie raczył odpowiedzieć na pytanie, czy mu niedobrze, próbowała więc wywnioskować coś z jego postawy i oczu właśnie.
– Sam jesteś nieporozumienie – mruknęła, zanim jeszcze zdołał wypowiedzieć to zdanie osobiście. Florence nie korzystała ze swojego talentu jasnowidza zbyt często, teraz jednak „uruchomiła go”, absolutnie celowo, sięgając w przyszłość Atreusa i za nic mając jego prywatność. Do tego też pewnie przywykł, skoro oboje starszego rodzeństwa dysponowało tym talentem, w młodości nie zawsze nad nim panując.
Tak czy inaczej, wychodziło jej niezbicie, z wiedzy jasnowidza oraz uzdrowiciela: jak go stąd puści, padnie trzy kroki przed wyjściem ze świętego Munga.
Może i lepiej? Może powinna po prostu pójść za nim, poczekać, zebrać go nieprzytomnego i zafundować mu pełną diagnostykę, gdy nie będzie mógł protestować.
– Coś ty robił na tym marszu? Wezwano cię do tłumienia zamieszek? Chyba nie miałeś go dziś obstawiać. Bo rozumiem, że byłeś tam, a nie pobiłeś się z Orionem albo z kimś w kasynie? – powiedziała, prostując się i machając różdżką, wykonując nią całą serię gestów. Skupiła się w tej chwili na rzucaniu czarów, które miały złamać ewentualne efekty słabszych zaklęć, jakimi Atreus mógł oberwać w tłumie. Środek przeciwbólowy? Chyba śnił. Syropek na ból dostanie w ostatniej kolejności, gdy już Florence upewni się, że nie ciążą na nim żadne klątwy, wyleczy wszystkie rany i każe mu godzinę posiedzieć na tym miejscu, na którym plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Nie wcześniej. Bo w tym przypadku nie potrzebowała umiejętności jasnowidza, by wiedzieć jedno: ledwo dostarczy bratu środek przeciwbólowy, a on już będzie stąd uciekał, jakby się kurzyło.
Była równie uparta jak on i nie zamierzała na to pozwolić.
– Och, nie, skarbie, ten zez to jak nic objaw szczególnie paskudnej klątwy, teraz nie mogę cię stąd wypuścić do następnego czwartku – oświadczyła, pochylając się jeszcze bardziej, bo reakcja źrenic wcale się jej nie podobała. Atreus nie raczył odpowiedzieć na pytanie, czy mu niedobrze, próbowała więc wywnioskować coś z jego postawy i oczu właśnie.
– Sam jesteś nieporozumienie – mruknęła, zanim jeszcze zdołał wypowiedzieć to zdanie osobiście. Florence nie korzystała ze swojego talentu jasnowidza zbyt często, teraz jednak „uruchomiła go”, absolutnie celowo, sięgając w przyszłość Atreusa i za nic mając jego prywatność. Do tego też pewnie przywykł, skoro oboje starszego rodzeństwa dysponowało tym talentem, w młodości nie zawsze nad nim panując.
Tak czy inaczej, wychodziło jej niezbicie, z wiedzy jasnowidza oraz uzdrowiciela: jak go stąd puści, padnie trzy kroki przed wyjściem ze świętego Munga.
Może i lepiej? Może powinna po prostu pójść za nim, poczekać, zebrać go nieprzytomnego i zafundować mu pełną diagnostykę, gdy nie będzie mógł protestować.
– Coś ty robił na tym marszu? Wezwano cię do tłumienia zamieszek? Chyba nie miałeś go dziś obstawiać. Bo rozumiem, że byłeś tam, a nie pobiłeś się z Orionem albo z kimś w kasynie? – powiedziała, prostując się i machając różdżką, wykonując nią całą serię gestów. Skupiła się w tej chwili na rzucaniu czarów, które miały złamać ewentualne efekty słabszych zaklęć, jakimi Atreus mógł oberwać w tłumie. Środek przeciwbólowy? Chyba śnił. Syropek na ból dostanie w ostatniej kolejności, gdy już Florence upewni się, że nie ciążą na nim żadne klątwy, wyleczy wszystkie rany i każe mu godzinę posiedzieć na tym miejscu, na którym plecy kończą swoją szlachetną nazwę. Nie wcześniej. Bo w tym przypadku nie potrzebowała umiejętności jasnowidza, by wiedzieć jedno: ledwo dostarczy bratu środek przeciwbólowy, a on już będzie stąd uciekał, jakby się kurzyło.
Była równie uparta jak on i nie zamierzała na to pozwolić.