11.09.2023, 21:16 ✶
Do panienki zdecydowanie było jej daleko, o ile nie mówiono o jej stanie cywilnym. Damą tym bardziej i w sumie to nie pamiętała, kiedy ostatnio chociażby obok jakiejś stała.
Zmarszczyła też brwi, wyraźnie zirytowana. Nie była pewna jak właściwie wyglądał, ale na pewno widziała go pierwszy raz na oczy, a to znaczyło, że mogła się spodziewać po nim absolutnie wszystkiego. Równie dobrze mogłaby mu się odszczeknąć, że czy ona mu nie wyglądała, ale mogłoby to zasiać odrobinę niepotrzebnej nieufności, a nawet nie miała wyczyścić mu sakiewki.
- Na pewno na kogoś, kto lubi zaułki - odpowiedziała z pewną dozą zniesmaczenia. Kiedy jednak się przedstawił, wyraźnie wybiło ją to z rytmu. Do tego bowiem nie przywykła. Do tego, ze ktoś w ponurym zaułku z miejsca jej się przedstawia, kiedy chwilę temu sugestywnie pytał, czy wygląda podejrzanie. Sugerowało to chociaż odrobinę dobrych intencji, albo to że absolutnie chce ją wybić z rytmu i oskubać. Albo zrobić coś o wiele gorszego.
Nachmurzyła się jeszcze bardziej, kiedy ten ni to się ukłonił, ni to dygnął. Co to w ogóle było? Jakaś kulawa prezentacja? Kto w tych czasach w ten sposób się witał. I kto właściwie mówił, że odbywa spacer? Odbywać to można było stosunek, a na spacery się chodziło, przynajmniej z tego, co wiedziała Bell. A prawdę powiedziawszy, wcale tak wiele nie wiedziała.
- Nie - fuknęła, podciągając nogi, żeby powoli spróbować się podnieść, jednocześnie dłonią łapiąc się zimnej ściany, dla lepszego zachowania równowagi. - Nie czuje się dobrze. Jakiś kretyn postanowił palić sobie zdecydowanie nielegalne smakołyki w tym zasranym zaułku. - stęknęła, zbierając się w sobie i napinając mięśnie, by w tragiczny wręcz sposób, jakimś dziwnym chyba tylko cudem, prześlizgnąć się po ścianie do pozycji w miarę poziomej. Znaczy... przynajmniej znalazła się na wyprostowanych nogach, ale zgięta w pół, bo kiedy tylko ciało załapało co chce zrobić, zrobiło jej się niedobrze i znowu nieco słabo. - Nie czujesz tego? Tego zapachu? - spojrzała na Ururu jak na wariata. Aromat może i zdążył rozwiać się nieco i nie był aż tak intensywny jak w obszarze alejki, który już przeszła, ale wciąż dało się wyczuć jego subtelny posmak w powietrzu. Dziwne echo, które jakby ociągało się, przylepiając do wilgoci kamiennych ścian.
Zmarszczyła też brwi, wyraźnie zirytowana. Nie była pewna jak właściwie wyglądał, ale na pewno widziała go pierwszy raz na oczy, a to znaczyło, że mogła się spodziewać po nim absolutnie wszystkiego. Równie dobrze mogłaby mu się odszczeknąć, że czy ona mu nie wyglądała, ale mogłoby to zasiać odrobinę niepotrzebnej nieufności, a nawet nie miała wyczyścić mu sakiewki.
- Na pewno na kogoś, kto lubi zaułki - odpowiedziała z pewną dozą zniesmaczenia. Kiedy jednak się przedstawił, wyraźnie wybiło ją to z rytmu. Do tego bowiem nie przywykła. Do tego, ze ktoś w ponurym zaułku z miejsca jej się przedstawia, kiedy chwilę temu sugestywnie pytał, czy wygląda podejrzanie. Sugerowało to chociaż odrobinę dobrych intencji, albo to że absolutnie chce ją wybić z rytmu i oskubać. Albo zrobić coś o wiele gorszego.
Nachmurzyła się jeszcze bardziej, kiedy ten ni to się ukłonił, ni to dygnął. Co to w ogóle było? Jakaś kulawa prezentacja? Kto w tych czasach w ten sposób się witał. I kto właściwie mówił, że odbywa spacer? Odbywać to można było stosunek, a na spacery się chodziło, przynajmniej z tego, co wiedziała Bell. A prawdę powiedziawszy, wcale tak wiele nie wiedziała.
- Nie - fuknęła, podciągając nogi, żeby powoli spróbować się podnieść, jednocześnie dłonią łapiąc się zimnej ściany, dla lepszego zachowania równowagi. - Nie czuje się dobrze. Jakiś kretyn postanowił palić sobie zdecydowanie nielegalne smakołyki w tym zasranym zaułku. - stęknęła, zbierając się w sobie i napinając mięśnie, by w tragiczny wręcz sposób, jakimś dziwnym chyba tylko cudem, prześlizgnąć się po ścianie do pozycji w miarę poziomej. Znaczy... przynajmniej znalazła się na wyprostowanych nogach, ale zgięta w pół, bo kiedy tylko ciało załapało co chce zrobić, zrobiło jej się niedobrze i znowu nieco słabo. - Nie czujesz tego? Tego zapachu? - spojrzała na Ururu jak na wariata. Aromat może i zdążył rozwiać się nieco i nie był aż tak intensywny jak w obszarze alejki, który już przeszła, ale wciąż dało się wyczuć jego subtelny posmak w powietrzu. Dziwne echo, które jakby ociągało się, przylepiając do wilgoci kamiennych ścian.