- Nie dziwi mnie ten Hufflepuff, tam trafiają wszyscy, których nie chce żaden dom. - Wcale nie ukrywała, że czuje się lepsza od tych, którzy trafili do domu Helgi. Jej zdaniem tak naprawdę jedynym odpowiednim miejscem dla czarodziejów, którzy mieli coś osiągnąć był Slytherin. Tam ceniono najważniejsze wartości czarodziejów. Jego założyciel już dawno temu zauważył wyższość tych, których rodzice byli magami nad całą resztą. Uważała, że było to bardzo słuszne.
- Nasze miejsce pod podłogą było dużo bardziej atrakcyjne. - Lubiła klimat, jaki miało ich dormitorium. Było zimne, nie powodowało uczucia przytulności. Dzięki temu można było się skupić na tym, co naprawdę było istotne - na nauce. Nie było szans na żadne rozpraszacze.
Ogromny uśmiech pojawił się na jej twarzy, gdy usłyszała kolejne słowa Rabastana. Dobrze było wiedzieć, że tak o niej myśli. Skoro on miał takie zdanie, to zapewne inni myśleli podobnie. Zależało jej na tym, aby być traktowanym z należytym szacunkiem, ważna była dla niej pozycja w hierarchii. Lubiła czuć władzę, wcale się z tym nie ukrywała. - To miód na moje serce Rabastanie, mam nadzieję, iż te słowa są szczere. - Dodała jeszcze, chociaż wiedziała, że z nią nie pogrywa. Był jedną z nielicznych osób, którym faktycznie ufała. Znali się już dosyć długo, ich ścieżki skrzyżowały się już w Hogwarcie i tak zostało. Dobrze było mieć taką osobę obok siebie.
Ceniła sobie przyjaźń z rodziną Lestrange. Wiedziała, że ich rody od wielu lat współpracują na wielu płaszczyznach, zamierzała kontynuować tę tradycję. Sojuszników, szczególnie takich nigdy zbyt wielu. Mogli liczyć na wsparcie Blacków, gdy tylko tego potrzebowali.
Bellatrix nie miała problemu z tym, aby stać na przedzie, kiedy przychodził moment, w którym trzeba było się wykazać. Zawsze była chętna, aby realizować plany Czarnego Pana. Zależało jej na tym, aby wreszcie przejął władzę nad czarodziejskim światem. Mogliby się pozbyć wtedy całego plugastwa. Szczerze wierzyła, że już niedługo uda im się osiągnąć cel, szczególnie, że miała obok siebie naprawdę wspaniałych czarodziejów, zdolnych, wykształconych na odpowiednich pozycjach. Prędzej, czy później osiągną cel.
- Oczywiście mój drogi, będę cię informować. - Nie mogłoby być inaczej, w końcu byli w tym wszystkim razem.
Już ona zadba o to, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Jeśli już się w coś angażowała, to starała się, aby wszystko było załatwione idealnie - zależało jej na tym, nie znosiła półśrodków. Tak samo miało być i tym razem.
W zakładzie fotograficznym było dosyć pusto. Najwyraźniej nikt nie był zainteresowany robieniem zdjęć deszczową porą. Lepiej dla nich - będą mogli szybciej załatwić sprawę. Podążała za Rabastanem niczym cień. - Dowodowe przede wszystkim, chyba, że chcesz jeszcze ze mną sesję jak ta. - Pokazała palcem zdjęcie jakiejś młodej pary, zdecydowanie byli w sobie zakochani. Nie po to jednak tutaj przyszli, musieli jedynie zadbać o nowe dokumenty.
- Masz rację, fascynujące. - Odpowiedziała oglądając zdjęcie na które jej towarzysz zwrócił uwagę. Magia faktycznie umiała zdziałać cuda.
- Nie mam żadnych, siadamy na krzesełku, robimy zdjęcia i stąd znikamy. - Powiedziała jeszcze szybko, bo właściciel zakładu pojawił się tuż przed nimi. Trixie wytłumaczyła mu, że znaleźli się tutaj po najzwyklejsze zdjęcia dowodowe, próbował ich jeszcze namówić na coś dodatkowego, jednak udało jej się go skutecznie spławić. Po paru minutach byli gotowi do wyjścia, trzymając w dłoniach zdjęcia, na których im tak bardzo zależało. Mogli stąd wyjść i udać się do domów.