Trixie starała się w każdej sytuacji wyglądać dobrze. Było to dla niej dosyć istotne. Bycie idealnym nie było wcale takie proste, wymagało sporo nakładu pracy. Wiedziała, że nie zawsze może pozwolić sobie na te wspaniałe stroje, które nosiła podczas bali, w codziennym życiu jednak również starała się mieć dopracowany nawet najdrobniejszy szczegół. Nie umiała opanować jedynie swoich niesfornych kosmyków włosów, zawsze chociaż jeden jakoś jej umykał i pozwalał sobie na niedyspozycję, okropnie ją to irytowało. Dzisiaj jednak miała czapkę, co pozwoliło jej ukryć te drobne mankamenty.
Spotkanie z Anthonym wzbudziło w niej ekscytację. Szczególnie, że mogli spędzić ten czas sami. Ostatnio mieli jedynie krótką chwilę, aby wymienić się swoimi spostrzeżeniami z dala od oczu gapiów. Tym razem miało być inaczej, a fascynował ją swoją osobą, tak jak jeszcze nikt do tej pory. Była dosyć młoda, nie miała szansy przeżyć zbyt wiele, szczególnie jeśli chodzi o jakiekolwiek relacje z mężczyznami. Obracała się w odpowiednim towarzystwie, jednak mało kto, z kim uczęszczała do Hogwartu był w stanie zrobić na niej wrażenie. Traktowała ich raczej jako chłopców, którzy niewiele wiedzieli o życiu i przechwalali się, czego to nie osiągną, dzięki kontaktom ich rodziców. Nie przykładali odpowiedniej wag do spraw istotnych, do nauki, liczyli jedynie na układy. To też było ważne, ale Trixie uważała, że każdy czystokrwisty czarodziej powinien reprezentować sobą odpowiedni poziom.
Przyglądał się jej, nie umknęło to pannie Black, bo sama robiła to samo. Chciała na niego patrzeć, podobała się jej jego twarz, miała zamiar bardzo dokładnie zapamiętać jej wyraz, nie mogło jej nic umknąć, żadna blizna, nawet ta najmniejsza. Nawet na moment nie uciekała spojrzeniem.
- Próbujesz mi zawrócić w głowie komplementami? - Starała się wziąć go pod włos, żeby nie wydawało mu się, że to działa, chociaż faktycznie nie mogłaby zaprzeczyć, że jest inaczej. Rumieńce nie chciały opuścić jej policzków, chociaż wiele by dała, żeby zniknęły. Nie lubiła nie panować nad swoim ciałem. Zdradzało to, co czuje. - To zależy, co właściwie oznacza często. - Droczyła się z nim nadal, bo taką miała chęć.
- W każdej legendzie jest odrobina prawdy. Możemy sprawdzić, czy faktycznie. - Nie miała pojęcia, jak potoczy się ta historia, pozostawało jedynie dać losowi robić swoje. Chciała ten jeden raz dać się ponieść i zrobić coś, czego raczej nie miała w zwyczaju. Panna Black nie należała do dziewcząt, które szlajały się po nocach z nieznajomymi. Dla Anthony'ego zrobiła wyjątek, miała nadzieję, że to doceni. Wzięła sprawy w swoje ręce, wymyśliła bajeczkę dla rodziców, więc może nie była to jedynie sprawa losowa? Gdyby tego nie zrobiła to by się tutaj nie spotkali. W dzień jak ten chciała jednak wierzyć w cuda. Był to odpowiedni moment, bo kiedy jak nie w Yule mogły się faktycznie przydarzyć?
Stała przed nim w tym kasku, nadal nie odrywając od niego wzroku. Czy miała wszystko? Wydawało jej się, że tak, ale czy można mieć wszystko? Zawsze znajdzie się coś jeszcze, co możemy posiadać. - W tym momencie? W tej chwili myślę, że mam wszystko, zobaczymy, jak będzie jutro. - Teraz stał tutaj przed nią. Nie potrzebowała nic więcej do szczęścia, noc jednak kiedyś się skończy, nie miała pojęcia więc, jak sytuacja będzie się miała w dzień.
- Czyli reakcja jest odpowiednia? - Upewniła się, że tego właśnie oczekiwał. - Mam nadzieję, że sprostam temu, co sobie założyłeś. - Na pewno o tym myślał. Musiał zastanawiać, jak potoczy się sytuacja. Liczyła na to, że spełni jego oczekiwania, że da mu to, czego pragnął. Chciała tego, nie miała pojęcia dlaczego, skoro znali się tak krótko. Coś ją zamroczyło podczas ich pierwszego spotkania i nie chciało przestać tego robić.
Bella zapewne i tak nie byłaby specjalnie skora do rozmowy. Pierwszy raz poruszała się takim pojazdem. Mocno ściskała Borgina, żeby jej czasem nie zgubił gdzieś po drodze. Bała się, że będzie jej zimno, nie czuła jednak wcale chłodu. Po kilku minutach udało jej się nawet rozluźnić, skupiła się na podziwianiu widoków, gdy lecieli. Szkoda, że dopiero teraz spróbowała takich podróży, naprawdę sporo straciła przez te wszystkie lata. Dobrze, że pojawił się ktoś, kto zechciał jej to pokazać.
Wreszcie udało im się dotrzeć na miejsce, a przynajmniej tak się jej wydawało, bo Tony się zatrzymał. Zeskoczyła zgrabnie z pojazdu gdy podał jej dłoń. Nie wiedziała gdzie jest, dopóki nie uderzyła jej morska bryza i szum fal. Był głośny, niezbyt spokojny. Wiatr był dosyć silny, wiadomo, jak to nad morzem, tutaj zawsze bardziej jest to odczuwalne.
- Świetny pomysł. - Lubiła naturę, chociaż zima nad morzem była dosyć nieprzyjemna. Zimne powietrze uderzało w twarz z każdej strony. Zdjął jej kask, przetarła delikatnie podbródek w miejscu, w którym znajdowało się jeszcze chwilę wcześniej zapięcie. Jej uwagę zwróciły pochodnie wbite w ziemie. Spojrzała na nie, i dostrzegła, że znajduje się tam ścieżka. Mężczyzna sięgnął jeszcze po coś, po czym złapał ją za rękę. Nie zabrała swojej, odpowiadała jej taka sytuacja.
Szli przed siebie, tak naprawdę Bella nie wiedziała dokąd. - Szkoda, że o tej porze nie do końca widać ich barwy. - Światło trochę zakłamywało kolory, miała wrażenie, że w dzień naprawdę może być pięknie w tym miejscu. - Skorzystamy? - Powtórzyła jeszcze, cokolwiek miało to znaczyć. Nie miała pojęcia, czy jakoś to załatwił, czy miało być to włamanie, ważne, że w środku nie wiało i było cieplej.