Zaśmiał się pod nosem na komplement od Geraldine. Brzmiał on co najmniej jakby mówiła to jakaś ciotka czy inna babcia na rodzinnym spotkaniu do niego - Wiesz jak to mówią... Za mundurem panny sznurem. Szkoda tylko, że nikt nie wspomniał, że to chodziło o mundur Aurorski, a nie brygadzisty - pokręcił głową - Dzięki, to jest właśnie to czego mi było trzeba. Nie ważne co nas spotka w tym lesie, będę pewny, że chociaż dobrze się prezentuje - dodał, również starając się nieco rozluźnić atmosferę. Wszyscy dookoła zdawali się być co najmniej spięci zaistniałą sytuacją - Dobrze, że chociaż Ty się z naszej dwójki nie boisz - przyznał bez zawahania. Sam Stanley bał się co nie miara, że znowu spotka te przeklęte "potwory" z Beltane. Nie zamierzał jednak nic o nich wspominać, aby jeszcze bardziej nie psuć i tak już napiętej atmosfery.
To, a raczej kogo zastali w miejscu chłopca było dosyć nie spotykanym widokiem. Borgin nie był pewien co wolał ujrzeć - trupa czy "to". Teraz to nawet nie był pewien jak się powinien do niego zwracać. Powinien powiedzieć "proszę pana" czy "dziecko"? Pierwsza niewiadoma, która przyszła mu do głowy w tej chwili. Drugą oczywiście był fakt, że zadziało tu się coś dziwnego... Chociaż czy po Beltane to jeszcze kogoś dziwiło?
- No proszę... Napaść na funkcjonariusza na służbie? - zapytał, posyłając jej zaciekawione spojrzenie. Nie miał problemu, żeby się poczęstowała, chociaż znał dużo bardziej cywilizowane sposoby na poproszenie o papierosa. Może od tego zżycia z lasem już tak miała? Stanley poszedł w ślady Geraldine i również odpalił swoją fajkę, pozwalając sobie na chwilę zadumy nad tą sprawą - Nie wiem jeszcze. Chciałem rozejrzeć się po okolicy, może uda nam się coś znaleźć. Ale możemy spróbować najpierw wyciągnąć coś z... - odwrócił wzrok w kierunku Charliego, kiwając na niego głową - Młodego? - stwierdził dosyć niepewnie - Bo lepiej, aby zabrali go do matki - dodał, kiwając głową na zgodę. Stanley podszedł za kuzynką, nie odzywając się, aby nie przerywać.
- J-J-Ja nie wiem - pociągnął nosem, a następnie wytarł go w rękaw rozciągniętej koszuli - One... One miały oczy... Chliip... - łzy napływały mu do oczu niczym woda w wodospadzie - Obserwowały mnie... Nie chciałem na nie patrzeć... Proszę... Ja chcę do mamy - przyznał wręcz błagalnym głosem, nie podnosząc jednak wzroku na nikogo z zebranych tutaj osób. Nadal siedział z twarzą wbitą w dłonie opierając się na swoich kolanach.
- Charlie. Musisz nam powiedzieć coś więcej. Wszyscy chcemy twojego dobra. Zastanów się dobrze? A ja w tym czasie załatwię Ci coś do nakrycia - Borgin rzekł do chłopaka - Jakiś koc lub inny sweter - odszedł na kilka kroków w bok gdzie dobył swojej różdżki. Miał zamiar transmutować swoją chustkę w koc, a następnie okryć chłopaka, aby poczuł się chociaż lekko lepiej.
Dwie próby rzutu na przemianę chusteczki w koc, który będzie w stanie objąć całego "chłopaka". Korzystam z transmutacji
Slaby sukces...
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972