12.09.2023, 00:01 ✶
Patrick zmarszczył brwi, teraz już naprawdę zastanawiając się, czy Alanna rzeczywiście miała po prostu bardzo zły dzień w pracy, w Ministerstwie Magii i przegrała jakiś parszywy zakład, czy też z jakiegoś nieznanego mu powodu wrócili do sytuacji sprzed feralnego molo, gdy całą swoją osobą udowadniała mu, że go nie lubi.
- No nie bardzo – odpowiedział powoli. – Przecież nie pytam dosłownie. Wydawało mi się, że pracujesz w ministerstwie – ostatnie słowo wypowiedział trochę ciszej, żeby przypadkiem nikt, poza Alanną, go nie usłyszał. – Nie miałem pojęcia, że sobie dorabiasz wieczorami w pubie. Jakbym wiedział, pewnie przychodziłbym tu częściej – ostatnie zdanie nawet nie było żartem.
Patrick chyba naprawdę przychodziłby wtedy częściej. Choćby po to, by na nią popatrzeć i po cichu ją rysować. Była śliczna i nie chodziło tylko o to, że miała najbardziej rude włosy jakie kiedykolwiek widział. Po prostu było w niej coś interesującego. Mimowolnie kojarzyła mu się z Clare i… pewnie właśnie przez te skojarzenia trochę ciągnęło go do niej.
- Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że jesteś jędzą? – zapytał po chwili zastanowienia. – Tak. Przepraszam, że nie odezwałem się w sprawie tej herbaty. Po prostu dużo się ostatnio działo dookoła mnie i w pracy – usprawiedliwił się. Bo Patrick nie pomyślał o tym, że mogła widzieć jak oświadczał się Florence podczas Beltane. Owszem, zrobił to i pamiętał o tych oświadczynach, ale w jego oczach była to tylko sprawa między nim a Florence. W dodatku wyjaśniona, bo uzdrowicielka dała mu kosza. I pewnie słusznie, bo też pewnie dałby kosza człowiekowi, który próbowałby mu się oświadczać pierścionkiem za sykla. Dla Stewarda Alanna złościła się, bo… w sumie nawet nie miał pojęcia czemu.
Sięgnął po kufel z piwem i z zadowoleniem odkrył, że przynajmniej gust w sprawie piwa musieli mieć podobny.
- O, uwielbiam ciemne piwo – przyznał. Chwilę unikał patrzenia na Alannę, pełną uwagę skupiając właściwie na alkoholu. A jednak nie podniósł kufla i nie upił nawet łyka. Trochę dlatego, że zawsze bardziej udawał picie alkoholu, niż żeby rzeczywiście pił alkohol. A trochę, bo nie chciał dawać jej pretekstu do ucieknięcia od niego. – To dobrze. Nic ciekawego później się tam nie działo.
- No nie bardzo – odpowiedział powoli. – Przecież nie pytam dosłownie. Wydawało mi się, że pracujesz w ministerstwie – ostatnie słowo wypowiedział trochę ciszej, żeby przypadkiem nikt, poza Alanną, go nie usłyszał. – Nie miałem pojęcia, że sobie dorabiasz wieczorami w pubie. Jakbym wiedział, pewnie przychodziłbym tu częściej – ostatnie zdanie nawet nie było żartem.
Patrick chyba naprawdę przychodziłby wtedy częściej. Choćby po to, by na nią popatrzeć i po cichu ją rysować. Była śliczna i nie chodziło tylko o to, że miała najbardziej rude włosy jakie kiedykolwiek widział. Po prostu było w niej coś interesującego. Mimowolnie kojarzyła mu się z Clare i… pewnie właśnie przez te skojarzenia trochę ciągnęło go do niej.
- Czy ktoś ci kiedyś powiedział, że jesteś jędzą? – zapytał po chwili zastanowienia. – Tak. Przepraszam, że nie odezwałem się w sprawie tej herbaty. Po prostu dużo się ostatnio działo dookoła mnie i w pracy – usprawiedliwił się. Bo Patrick nie pomyślał o tym, że mogła widzieć jak oświadczał się Florence podczas Beltane. Owszem, zrobił to i pamiętał o tych oświadczynach, ale w jego oczach była to tylko sprawa między nim a Florence. W dodatku wyjaśniona, bo uzdrowicielka dała mu kosza. I pewnie słusznie, bo też pewnie dałby kosza człowiekowi, który próbowałby mu się oświadczać pierścionkiem za sykla. Dla Stewarda Alanna złościła się, bo… w sumie nawet nie miał pojęcia czemu.
Sięgnął po kufel z piwem i z zadowoleniem odkrył, że przynajmniej gust w sprawie piwa musieli mieć podobny.
- O, uwielbiam ciemne piwo – przyznał. Chwilę unikał patrzenia na Alannę, pełną uwagę skupiając właściwie na alkoholu. A jednak nie podniósł kufla i nie upił nawet łyka. Trochę dlatego, że zawsze bardziej udawał picie alkoholu, niż żeby rzeczywiście pił alkohol. A trochę, bo nie chciał dawać jej pretekstu do ucieknięcia od niego. – To dobrze. Nic ciekawego później się tam nie działo.