- I hodujesz tam niuchacze? – oczywiście, że teraz po prostu się z nim droczyła, jednocześnie gładko ciągnąc go za język. Jakoś nie wyglądał jej na człowieka, który założył hodowlę niuchaczy. Ależ miałby wtedy młyn na głowie, jeden potrafił zrobić zamieszanie (jak widać na załączonym obrazku), a co dopiero kilkoro z nich. - Wymaga to sporo czasu, to prawda. I talentu zresztą też – albo predyspozycji… a może jednego i drugiego. - Wiem, że w Hogwarcie nie ma na to czasu i inaczej patrzy się na nauczanie, ale w Uagadou kładzie się nacisk na… hmm… magię pochodząca z wnętrza, w swojej pierwotnej formie. Zmianę w zwierzę ćwiczą tam wszystkie dzieci, ale nie każdemu się udaje, to nadal mały odsetek. To taki swojego rodzaju test. I kiedy się uda, to dzieciak dostaje indywidualne nauczanie, już nie z resztą klasy. Z tego co mówiła ciocia Minerwa, to w Hogwarcie w ogóle tego nie ćwiczycie? W sensie zamiany w zwierzę – zderzenie dwóch światów i dwóch podejść do nauczania zawsze było ciekawe. W Wielkiej Brytanii robiono całą listę animagów, trzeba było być wpisanym na listę, cuda na kiju (o tym akurat wiedziała, Minerwa ją uczuliła, i to była pierwsza rzecz jaką zrobiła po przyjeździe do Anglii – zgłoszenie, że jest animagiem)... - Więc ja się nauczyłam kiedy jeszcze miałam na to dużo czasu. A na pewno więcej niż teraz. Jednak, mój drogi Laurencie, dla chcącego nic trudnego. Tylko trzeba zwolnić – zwolnić tempo życia. Albo sobie ustalić że każdego dnia i tej i o tej godzinie się ćwiczy, i nie robić od tego odstępstw. Chodziło o dyscyplinę. - To fakt. To bardzo fascynująca dziedzina magii, żeby dało się zmienić cechy nie tylko przedmiotów, ale i organizmów żywych – ale nie zamierzała tego podważać. Magia była najwyraźniej mądrzejsza niż ludzie i sama wiedziała co ma zostać zrobione i w jaki sposób. - To kot rasy abisyńskiej, występują w Egipcie. Wiedziałeś, że starożytni Egipcjanie czcili koty? Każdy, kto skrzywdził kota, był karany, czasami nawet śmiercią. Nie ważne z jakiej był kasty, jakie miał wpływy, ile pieniędzy… koty były bogami i mogły robić co tylko chciały – ot… miejsce na ciekawostkę. Nie wiedziała jaka Laurent miał wiedzę o Egipcie, a już zwłaszcza tym starożytnym. Ona z kolei jako archeolog wiele razy natknęła się na ślady czci okazywane tym dumnym zwierzeciom.
Uśmiechnęła się delikatnie do Laurenta. Teraz właśnie wychodziło jak bardzo słabo się znali.
- Tak. Jestem magimedykiem – stwierdziła pogodnie. Ludzi zawsze to dziwiło, wyobrażali sobie, że archeolog koniecznie musi się znać na starożytnych runach, na klątwołamaniu… a nie na tym, by leczyć ludzi, albo być w stanie ich opatrzeć. Ale paradoksalnie starożytni lubili zastawiać różne zmyślne i paskudne pułapki… albo ktoś nadział się na narzędzia, bo nie posłuchał przestrogi wyczytanej a filiżanki kawy. Ale być historykiem i magimedykiem na raz? A do tego wróżbitą – to dopiero było szalone połączenie. Ale działało. Ludzie w zamierzchłych czasach częściej polegali na wróżbach i przepowiedniach niż teraz. Symbolika była skryta wszędzie. - Pewnie trudno w to uwierzyć, ale naprawdę jestem lekarzem – powiedziała po chwili pauzy i roześmiała się przy tym. - Ginevra McGonagall, lekarz, historyk, wróżbita – biznesmen, przedsiębiorca, filantrop. Ginny parsknęła, bo doskonale wiedziała jak absurdalnie to brzmi, a przy tym była bardzo serio ze wszystkim co robiła, była poważnym człowiekiem na poważnym stanowisku. Również poważnie wróżbiarskim! - No wiem. Przekazałam ci prawdę życiową, a prawda jest taka, że choć lekarz da ci zalecenia, to najpewniej sam się do nich stosować nie będzie – a byli tylko ludźmi. Sama kiedy wpadała w ciągu pracy to robiła sobie małe przerwy, nie umiała się oderwać. - To taki paradoks. Ale uważam, że najlepiej jest słuchać siebie, nie swojego rozumu tylko swojego organizmu. Bo on nam przekazuje różne rzeczy tylko trzeba się wsłuchać – bo czasami da się radę wycisnąć więcej, a czasami zupełnie mniej od normy. Zaś psychika… mocno wpływała na kondycję fizyczną – to były połączone ze sobą sprawy.
- Jesień… nooo… najbardziej się boję zimy. Czasami przyjeżdżaliśmy w okresie Yule i to nie było łatwe – ale ludzie tak żyli, znaczy że można się było przyzwyczaić… A później roześmiała się jeszcze bardziej. - Och Laurent, mnóstwo ludzi by chciało – się od niej odczepić. Nie żeby była jakas upierdliwa, po prostu nie dało się lubić wszystkich i nie dało się być lubianym przez wszystkich. Charakterna Guinevere nie każdemu musiała przypaść do gustu. - Ale uroda to nie wszystko. I nie muszę się podobać wszystkim – nie była tak próżna by uważać że jest pięknością, która musi być wielbiona przez wszystkich. Wręcz sądziła, że ma znacznie więcej do zaoferowania niż przemijająca uroda.