Mistrz Dagur jak co dzień spędzał czas w swojej kuźni, którą prowadził ze swoim jedynym synem, Hjalmarem. Jak zawsze mieli pełne ręce roboty i nieraz nie wiedzieli w co je włożyć. Nawet teraz z wnętrza kuźni dobiegały rytmiczne uderzenia kowalskiego młota o spoczywający na kowadle rozgrzany metal. Zarówno ojciec, jak i syn swoje miejsce pracy opuszczali wyłącznie podczas zasłużonych przerw i po zakończeniu swojej pracy. Zdarzały się wyjątki od tej zasady, gdyż nierzadko jadali po prostu na terenie kuźni.
Przez odgłosy towarzyszące ich pracy przebiły się kroki oraz męski głos, świadczący o tym że najwyraźniej ktoś zamierzał skorzystać z ich usług. Dagur nie odłożył młota, jednak zamierzał poświęcić swoją uwagę potencjalnemu klientowi zaraz po tym, jak zwrócił się do syna.
— Synu, wygląda na to, że mamy klienta — Stwierdził pomiędzy jednym uderzeniem kowalskiego młota, a drugim.
— Dzień dobry! Jest pan we właściwym miejscu! Wejdźże Pan, tylko zostaw tego psa przed kuźnią! — Zakrzyknął po chwili do przybysza, który powinien wejść do środka sąsiadującej z ich domostwem kuźni. Jeśli to zrobi to jego oczom ukaże się zarządzającym tym miejscem Mistrz Dagur oraz jego syn, Hjalmar. Dagur to trzymetrowy, potężny mężczyzna w założonym na roboczą koszulę fartuchu ze smoczej skóry, z dłońmi okrytymi rękawicami z tego samego materiału stojący nad naprawdę ogromnym kowadłem.
Sama kuźnia była wystarczająco ogromnym budynkiem aby zmieścił się bez problemu i był w stanie się swobodnie się poruszać po warsztacie, bez siania spustoszenia. Temu budynkowi było daleko do ogólnej stabilności, ale nad tym skrupulatnie pracował. Tak samo jak pracował nad wyplenieniem stąd szczurów, którym najwyraźniej bardzo odpowiadało to miejsce. Jedynie czego nie zamierzał zmieniać to panującego tutaj zapachu ciężkiej pracy.