Zapewnienie swojej córce świetlanej przyszłości u boku hrabiego to jedno, ale on również był w stanie posunąć naprawdę daleko aby zapewnić swojej rodzinie wszystko, co najlepsze oraz bezpieczeństwo. Nie będzie również pozwalać na to, aby ktoś w ten sposób odnosił się do jego rodziny (zwłaszcza to dotyczyło jego prawdziwej rodziny, której przy nim w tym momencie nie było). W obliczu czyhającego na jego bliskich zagrożenia potrafił posunąć się znacznie dalej, niż inni ludzie - wziąć sprawy w swoje ręce i odebrać życie. Na jawie istniała osoba, którą chciał zabić za krzywdy wyrządzone jego rodzinie i gdy dopadnie już tego skurwysyna we właściwym czasie i miejscu to nie czekała go szybka śmierć, tylko powolna i bardzo bolesna.
— Nie, nie ma Pani takiego prawa. — W towarzystwie kobiet nie wypadało mu używać znacznie bardziej dosadnego języka, którym posługiwanie się przeczyłoby kreowaniu swojego wizerunku i mogłoby świadczyć o jego pochodzeniu. Ono nie było żadną tajemnicą i nie zapomniał o tym, z jakiego środowiska się wywodzi. Świat również nie dałby mu o tym zapomnieć. Zamierzał zrobić wszystko, aby zachować wszystko, co osiągnął własnym uporem, ambicją i ciężką pracą. Mierzył znacznie wyżej, pragnąć dołączyć do elit. To była wymierna korzyść, którą miało zagwarantować wydanie Aveliny za Sir Howarda.
Poczuł, że zrobiło mu się słabo i miał wrażenie jakby świat ucichł na chwilę. Rozpoznawał przestrzeń, w której się znajdował. Restauracja. Zmieniła się jedynie pora dnia, gdyż była noc. Tym, co najbardziej w niego uderzyło, było to że czołgał się ku leżącej na posadzce żonie i córce. To, że chciał je ocucić, sprawić, żeby się obudziły i by uciekali z tego przeklętego statku. Widział podłogę usłaną ludzkimi ciałami. Ten makabryczny obraz rozpłynął się, gdy zamrugał. Nie zaszło jeszcze słońce. Nie oznaczało to, że to, co ujrzał był w stanie wyrzucić z pamięci. W końcu chodziło o niego, jego rodzinę i pozostałych pasażerów.
— Jakie to małostkowe zachowanie ze pani strony... — Stwierdził jedynie. Stawiając się przez moment w sytuacji kobiety byłby w stanie ją zrozumieć, gdyby jej złość skupiała się wyłącznie na Sir Howardzie i gdyby nie były to głoszone przez nią kalumnie, którym nie dawał wiary. Do tego właśnie chciał się odnieść w tym momencie. Jeśli natomiast to była prawda to tego typu wydarzenia kształtowały charakter. Głupia i naiwna dziewczyna przepłacze wiele nocy, ale to minie.
Nie doszło do tego, ponieważ zobaczył na własne oczy coś, co zmieniło jego perspektywę. Ujrzenie magii na własne oczy sprawiło, że uwierzył, że przebudził się z tego koszmarnego snu i odkrył to, że przez pewien czas nie żył własnym życiem. Nic go nie łączyło z tymi dwoma kobietami, które postrzegał jako swoją żonę i córkę. Nawet ich nie znał. Ale czy to miało jakieś znaczenie? Siedzieli w tym razem. Doświadczył przebłysków tego, co stało się... co stanie się w nocy. Trudno było to jednoznacznie mu określić. Po raz pierwszy nie zaprotestował na słowa Arrowa... Rookwooda. Nie miał powodu aby go już uciszać ani nakazywać mu trzymać się z daleka od kobiety, którą postrzegał jako swoją córkę. Znowu był sobą.
Zarejestrował to, że magiczny korzeń zacisnął się na szyi Persefony Fawley, która na oczach ich wszystkich zamieniła się w morską wodę. Podobnie jak Anne Bishop. Spostrzegł również jak Pemberton kierował się w stronę Sir Howarda... z którym było coś nie tak. Stwierdził to po tym jak dostrzegł, że ten mężczyzna wygląda jak odziany w garnitur kościotrup, z błyszczącymi od magii oczodołami. Z kolei dwa szkielety zmierzały w stronę Aveliny. Pieprzeni Fawleyowie.
— To ich tylko spowolni! Spalenie ich to najlepsze wyjście... czemu to zawsze musi być drewniana konstrukcja, kiedy trzeba użyć ognia? — Zawołał głośno do Rookwooda, skoro już dostrzegł z czym mają do czynienia. Ożywione mroczną magią trupy to ten rodzaj potworów, na które natrafiał podczas przemierzania katakumb w ramach wykonywania swojej pracy. W ich wnętrzu było znacznie łatwiej wyczarować płomienie. W przeciwieństwie do tego okrętu, dlatego też nie mogło zabraknąć z jego strony dygresji na ten temat.
Pozostawił Rookwoodowi wolną rękę co zastosowania się do jego sugestii albo zupełnego ich zignorowania, samemu zwracając się ku kościotrupowi zmierzającego ku Sir Howardowi. Nie czując potrzeby sięgnięcia po różdżkę, własnymi rękami kształtował magię w ten sposób aby spleść grube liny i wykorzystać je do spętania obu mężczyzn, tak aby unieruchomić im poruszanie się. Było to rozwiązanie tymczasowe, dopóki nie upewni się co do tego, co jest prawdziwe, a co jeszcze nosi znamiona tego snu.
Rzucam 2k100 na wykształtowanie lin i spętanie Pembertona i Howarda
Sukces!
Sukces!