12.09.2023, 21:24 ✶
Christopher, znając jej myśli, powiedziałby, że dodawały sobie blasku nawzajem. Kobieta w jego oczach wymagała właściwej oprawy, ale suknię powinna nosić też właściwa kobieta. Źle dobrany krój, materiał, kolor, psuły efekt. A brak pewnej iskry u damy sprawiał, że suknia stawała się tylko kawałkiem materiału.
– Nie chciałaś? A zdajesz się kim, kto kocha zadawać takie rany i potem śmiać się, gdy leje się krew – powiedział, a uśmiech wciąż błąkał się po jego wąskich wargach. – Dobrze, że masz dziś na sobie szkarłatną suknię, Piękna. Nie będzie widać czerwonych plam.
Do pewnego stopnia Christopher był sztywny, przynajmniej wedle kryteriów półkrwi czy mugolaków. Ale był też młody, chętny do podążania za instynktem, do szukania przyjemności i rozrywek, bardzo pewny siebie, a konwenanse interesowały go o tyle, o ile wprowadzały pewien porządek i odróżniały ich od mieszańców. Nie był na pewno jedynym, który do pewnego stopnia je łamał, chociaż balansował jeszcze na tej linii, gdzie uznawano go po prostu za ekscentrycznego artystę, wybaczając większość grzeszków.
– Droga bez odwrotu, panno Black? Doskonale – oświadczył, ujmując znowu jej dłoń, tym razem w inny sposób, bo zagrała melodia znacznie szybszego tańca. Wykonał pierwsze kroki z wprawą kogoś, kto na takie bankiety chadzał często, a jako nastolatek w wakacje odbierał regularne lekcje. – [b] A kogóż obchodzą nudne zawody w piłce mugoli, czy to że Minister machał na nich różdżką? To przecież tylko mugole, jeżeli miałby ochotę, niech i sprawi, że wygrają je kanarki – skomentował, trochę wyzywająco, jakby chciał, aby Bellatrix zaczęła się kłócić. Obrócił ją, raz, drugi, w tym tańcu, znacznie bardziej dynamicznym od wcześniejszego, klasycznego walca. – Wiesz, w czym tkwi problem, Piękna? Że pozwolił, aby rozeszły się plotki o jego poczynaniach. Właśnie to doskonale dowodzi jego niekompetencji – dodał, przechylając ją w kolejnej figurze. Może na moment ich twarze znalazły się nieco bliżej niż taniec tego wymagał, ale była to ledwo sekunda czy dwie. Równie dobrze mógł być to przypadek, jak swego rodzaju gra, jaką Christopher po prawdzie podejmował dość często, bo… zwyczajnie był kimś, kto chętnie flirtował ze swoimi klientkami. Przynajmniej tymi młodszymi. W końcu, gdyby się mu nie spodobały, nie zapraszałby ich do pracowni.
– Nie chciałaś? A zdajesz się kim, kto kocha zadawać takie rany i potem śmiać się, gdy leje się krew – powiedział, a uśmiech wciąż błąkał się po jego wąskich wargach. – Dobrze, że masz dziś na sobie szkarłatną suknię, Piękna. Nie będzie widać czerwonych plam.
Do pewnego stopnia Christopher był sztywny, przynajmniej wedle kryteriów półkrwi czy mugolaków. Ale był też młody, chętny do podążania za instynktem, do szukania przyjemności i rozrywek, bardzo pewny siebie, a konwenanse interesowały go o tyle, o ile wprowadzały pewien porządek i odróżniały ich od mieszańców. Nie był na pewno jedynym, który do pewnego stopnia je łamał, chociaż balansował jeszcze na tej linii, gdzie uznawano go po prostu za ekscentrycznego artystę, wybaczając większość grzeszków.
– Droga bez odwrotu, panno Black? Doskonale – oświadczył, ujmując znowu jej dłoń, tym razem w inny sposób, bo zagrała melodia znacznie szybszego tańca. Wykonał pierwsze kroki z wprawą kogoś, kto na takie bankiety chadzał często, a jako nastolatek w wakacje odbierał regularne lekcje. – [b] A kogóż obchodzą nudne zawody w piłce mugoli, czy to że Minister machał na nich różdżką? To przecież tylko mugole, jeżeli miałby ochotę, niech i sprawi, że wygrają je kanarki – skomentował, trochę wyzywająco, jakby chciał, aby Bellatrix zaczęła się kłócić. Obrócił ją, raz, drugi, w tym tańcu, znacznie bardziej dynamicznym od wcześniejszego, klasycznego walca. – Wiesz, w czym tkwi problem, Piękna? Że pozwolił, aby rozeszły się plotki o jego poczynaniach. Właśnie to doskonale dowodzi jego niekompetencji – dodał, przechylając ją w kolejnej figurze. Może na moment ich twarze znalazły się nieco bliżej niż taniec tego wymagał, ale była to ledwo sekunda czy dwie. Równie dobrze mógł być to przypadek, jak swego rodzaju gra, jaką Christopher po prawdzie podejmował dość często, bo… zwyczajnie był kimś, kto chętnie flirtował ze swoimi klientkami. Przynajmniej tymi młodszymi. W końcu, gdyby się mu nie spodobały, nie zapraszałby ich do pracowni.