Gdyby miał do czynienia z kolejnym znajomym albo nawet przyjacielem to na taką odmowę powiedziałby pół żartem, pół serio, że jego skrzat domowy, Błysk, byłby niepocieszony tym, że goście jego pana odmawiają napicia się herbaty i poczęstowania się ciasteczkami. Skrzaty domowe pełniły rolę służby, jednak dobrze traktowane to pracowały chętniej dla swoich panów. Błysk należał do niego od lat i przez ten czas okazał się niezawodny.
— Rozumiem. — Odpowiedział jedynie, spodziewając się takiej odpowiedzi ze strony kobiety. W dobrym tonie było o to zapytać.
— Jeśli będę musiał pilnie wyjść w ciągu tych dwudziestu czterech godzin to polecę Błyskowi znaleźć rękawiczki. — Odparł z cichym westchnięciem. Pozostając jeszcze w temacie rękawiczek to gdyby był w stanie przewidzieć to, że otrzyma przedmiot obłożony klątwą to odpakowałby go właśnie w rękawiczkach i być może przez to nie musiałby wzywać uzdrowiciela i klątwołamacza do uwolnienia go od objawów klątwy, tylko właśnie do przełamania klątwy, którą obłożono ten przedmiot.
— Bardzo miło z Twojej strony, kuzynie. Przekażę Ci potem receptę i pieniądze. — Zwrócił się do Kaydena z dozą wdzięczności. To była jednorazowa przysługa. Potem będzie radzić sobie sam, zgodnie z sugestią pani Bulstrode odnośnie noszenia rękawiczek.
— Jestem przygotowany na pokaźny rachunek. — Odpowiedział poważnie, mówiąc wyłącznie za siebie. Zamierzał uregulować swój własny rachunek za uwolnienie go od klątwy i pozbycie się tego przekleństwa z posążka. Jego hojność miała swoje granice i niestety nie zapłaciłby za uwolnienie od klątwy swojego kuzyna. W jego przypadku to było zupełnie niespodziewane, natomiast Kayden został dobrze poinformowany przez panią Bulstrode o tym, czym grozi dotknięcie tego posążku.
Być może nie powinien patrzeć kobiecie na ręce, jednak ciekawiło go jak wygląda proces łamania klątwy ciążącej na danym przedmiocie. To, co robiła kobieta, wydawało mu się naprawdę złożonym procesem i to było jedyne, co mógłby stwierdzić jako osoba, która nie miała większego pojęcia o klątwach. Gdyby było inaczej to nie potrzebowałby pomocy specjalistki, którą okazała się pani Bulstrode, tylko sam przełamałby tę klątwę.
— Nie ma Pani pewności co do tego? Przekonałem się o tym, jak bardzo złośliwa. Poziomem nieszczególnie odstawała od żartów, wykonywanych przez uczniów Hogwartu. Na całe szczęście. Byłoby wtedy znacznie gorzej. Prawdopodobnie poprzednia właścicielka, która zmarła w tym miesiącu. Jej rodzina wystawiła część kolekcji zmarłej na aukcję. — Jako ktoś, kto zamierzał pokryć naprawdę wysoki rachunek, chciał aby ludzie zajmujący się łamaniem klątw byli pewni co do efektów swojej pracy zamiast dzielili się z nim swoimi przypuszczeniami. Podobnych wybryków to on dopuszczał się w Hogwarcie. Rozsądnie było założyć, że to poprzednia właścicielka odpowiada za tę całą sytuację. Przeprowadzona aukcja została naprawdę starannie przygotowana i nie budziła żadnych zastrzeżeń. Nie zapuszczał się na Nokturn po to aby u Borgina & Burkesa kupować przeklęte albo czarnomagiczne przedmioty.
— Oczywiście. W razie problemów skontaktuję się z Panią. Dziękuję. Do widzenia Pani. — Odpowiedział jedynie. Nie zamierzał zatrzymywać dłużej kobiety, która opuściła jego dom za pośrednictwem podłączonego do Sieci Fiuu kominka. Rachunek z pewnością otrzyma pocztą.
— I co o tym myślisz, kuzynie? Pytam głównie o posążek. — Philip skierował te słowa do Kaydena, siadając na kanapie. Błysk postawił na stoliku do kawy tacę z dwoma filiżankami, dzbankiem herbaty, dzbanuszkiem mleka, cukiernicą i talerzem cytrynowych ciasteczek.
— Czy Pan będzie jeszcze potrzebować Błyska? — Stojący pomiędzy salonem a kuchnią skrzat oczekiwał na dalsze polecenia albo pozwolenie na oddalenie się.
— Poradzimy sobie. Dziękuję, Błysku. — Pozwolił skrzatowi odejść, wiedząc, że ten i tak znajdzie sobie jakieś zajęcie w postaci następnych obowiązków domowych do wypełnienia.