Yaxley siedziała w kuchni dopijając zawartość swojej szklanki. Lubiła whisky i często się nią raczyła. Relaksowała się w ten sposób. Męczyło ją to, co działo się po Beltane. Czuła, że coś jest nie tak. Nigdy bowiem nie spoglądała na Jonathana w ten sposób. Nie sądziła, że mogło się to zmienić w jedną noc, musiało wydarzyć się coś więcej. Tym bardziej, że przecież ostatnio jej serce zaczęło bić mocniej na widok zupełnie innej osoby. Ktoś namieszał i to bardzo mocno. Na całe szczęście nie tylko w jej życiu, ale i innych czarodziejów. Inaczej zapewne miałaby do siebie pretensje, że nie była specjalnie uważna.
Florence była jej pierwszym wyborem. Dlaczego? Kojarzyła ją jeszcze z czasów nauki w Hogwarcie. Była od niej straszna, bardzo zdystansowana, sprawiała wrażenie zimnej suki. Ger się to podobało. Ceniła sobie jeszcze jej doświadczenie i umiejętności, dawno temu zaczęła korzystać z jej pomocy, oczywiście odpłatnie. Były sąsiadkami, a w przypadku Yaxley naprawdę wygodne było mieć medyka w swojej okolicy. Nie miała problemu z tym, żeby obudzić ją w środku nocy, jeśli wymagała tego sytuacja. Bulstrode wzbudzała w niej zaufanie - nie sądziła, aby przekazała dalej, że Geraldine bywała jej pacjentką.
Usłyszała pukanie do drzwi. Zerwała się z krzesła upijając jeszcze resztkę alkoholu, która znajdowała się w szklance. W kilka sekund znalazła się przy wejściu i otworzyła drzwi, aby wpuścić Flo. Wiedziała, że to będzie ona. Rzadko kiedy miewała gości. - Cześć Florence, ogromnie się cieszę, że znalazłaś dla mnie czas. - Mówiła szczerze, bo męczyłą ją to wszystko i miała nadzieję, że wreszcie się skończy, a ona znowu będzie wolnym człowiekiem.
Otworzyła drzwi na oścież, aby wpuścić Bulstrode do środka. Yaxley wyglądała zwyczajnie. Nie przywiązywała specjalnej wagi do swojej aparycji. Włosy zwinęła w kok, który opadał jej na lewę ramię, kilka pasm jasnych włosów wymykało się z niego i plątało po twarzy. Ubrana była w krótkie szorty i lnianą koszulę, zdecydowanie na nią za dużą.
Ruszyła powoli w stronę salonu. Florence wiedziała dokąd się kierują, była już w jej mieszkaniu nieraz. - Tak, udało mi się dostać te świecie. Salon jest w porządku? - Wydawało jej się być najodpowiedniejszym miejscem do wykonania rytuału. - Nie potrzebuję gwarancji. Możesz na mnie testować ten rytuał do skutku, bylebym się pozbyła tego uczucia. - Zgarnęła torbę ze świecami, które stały na stole. - Jak duży ma być ten okrąg? - Zupełnie nie znała się na takich rytuałach, wolała więc się upewnić.