- Niby tak. Mimo wszystko mi głupio. Mam wrażenie, że ostatnio każdy za czymś goni i nie ma czasu na spotkania towarzyskie. Nie powinno tak być. - Faktycznie tak czuła. Nie chciała być kojarzona jedynie jako pacjent. Miała może dosyć ryzykowny zawód, który powodował, że zdecydowanie częściej potrzebowała medyka, mimo wszystko powinna się kiedyś umówić z Florence po prostu na kawę, chociaż właściwie przy szyciu, czy opatrywaniu ran też mogły porozmawiać...
- Powiem Ci szczerze, że długo się zastanawiałam o co w tym wszystkim chodzi. Jak pewnie wiesz, przyjaźnię się z Urquartem od lat. Standardowo pokazujemy się razem na tych publicznych wydarzeniach, bo naprawdę lubimy swoje towarzystwo. Tyle, że po tym Beltane... Jakby mnie ktoś uderzył obuchem w łeb, gdzie jeszcze dzień wcześniej... - Nie dokończyła, nie sądziła, że musi. Florence miała szansę poznać aktualnego partnera Ger na początku kwietnia, miała nadzieję, że nie uzna jej za rozwiązłą przez ten durny rytuał. - Z Giovannim to tylko przyjaźń, wiesz, żeby nie było. - Dodała trochę niepewnie.
Kiwnęła głową na znak, że dotarły do niej słowa Bulstrode. Wolała jednak się nie ruszać, żeby nie narobić jakiejś szkody. Przykmnęła oczy, oczyściła umysł, tak jak na medyctacji w tybetańskiej wiosce. To będzie musiało pomóc. Yaxley wierzyła w to z całej siły.
Do jej uszu dochodził stukot butów Florence, która musiała zacząć zapalać świece. Ger nie musiała długo czekać, po chwili do jej nozdrzy doszedł ich zapach. Oddychała powoli, mocno zaciągając się ztym dymem. Nie miała pojęcia, jakie zaklęcia rzuca Florence, istotne było to, że jeszcze chwila, jeszcze moment i wszystko minie.
Otworzyła oczy, gdy poczuła, że wokół niej pojawiło się więcej dymu. Była zaskoczona, że ułożył się na kształt Jonathana. To były dopiero cuda. Uśmiech Jo, wianek, który umieściła na palu. Po chwili już tego nie było. Wszystko zniknęło. Siedziała w tym kręgu jak zaczarowana.
Przeniosła spojrzenie na świecie, które powoli dogasały. Naprawdę spędziła w tym kręgu tyle czasu, żeby zdążyły się całe wypalić? Nie spodziewała się, że tyle już to trwało. Florence otworzyła okna, dzięki czemu dotarło tutaj świeże powietrze. Trochę kręciło jej się w głowie przez ten duszący zapach.
- Już po wszystkim? Czy mogę wyjść? - Upewniła się jeszcze, żeby nic nie popsuć. - Dobrze się czuję, myślisz, że zadziałało? - Pomyślała o Jonathanie i nie poczuła już nic. Znaczy dalej robiło się jej ciepło, gdy o nim myślała, ale nie w ten sposób, w który jeszcze przed chwilą. Wróciła do wersji w której traktowała go jak swojego brata.