13.09.2023, 19:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2023, 20:24 przez Atreus Bulstrode.)
Posłał jej nieco zniecierpliwione spojrzenie, zanim poklepał się po ostatniej kieszeni, w której wreszcie znalazł poszukiwane papierosy. Wyciągnął paczkę i puknął w nią, łapiąc w palce papierosa i zaraz odpalając. Zaciągnął się głęboko i obejrzał jeszcze przez ramię za odchodzącą kobietą, uważnie przyglądając się nie jej, a temu co otaczało jej sylwetkę.
Atreus zmarszczył brwi, przez moment stojąc tak, jednak zamiast zobaczyć błysk kolorów składających się na okalającą ją aurę, obraz nagle rozmył się, tracąc ostrość. Mężczyzna zmemłał jakieś przekleństwo pod nosem, stłumione jeszcze bardziej przez trzymanego między zębami papierosa i pochylił głowę, zaciskając mocno powieki. Nienawidził tego uczucia z całego serca, nawet jeśli nie było aż tak nieznośne jak to, którego dostarczały mu zabawy Brenny po godzinach.
Spojrzał na siostrę, albo raczej spróbował, zwyczajnie odwracając się w jej stronę. Wiedziała jak to jest, doskonale o tym wiedział, nie zmieniało to jednak faktu, że absolutnie nie przepadał za momentami kiedy wydawało się, że nie panował nad swoimi umiejętnościami. Ale czy to w ogóle była jego wina?
- Przeklęta, czy co? - sapnął zirytowany, podnosząc dłonie i palcami przecierając zaciekle oczy, jakby to one były winne, a on liczył na to, że cokolwiek to miało pomóc. Cóż - nie pomogło, bo kiedy otworzył powieki i zamrugał nimi, świat wciąż wyglądał jak bezkształtna masa pełna kolorowych plam. - Daj mi chwilę, bo jak tylko zrobię krok to rozkwaszę sobie twarz o najbliższą latarnię - spojrzał na nią ponownie, a przynajmniej na miejsce, gdzie plamy kolorów sugerowały, że się znajdowała.
Nie słyszał już rozwrzeszczanego ptaszyska, całe szczęście z resztą, ale nie znaczyło to, że ulica na której się znajdowali utonęła w ciszy. Miasteczko mogło być ponure, a nawet odrobinę szalone, ale jego mieszkańcy wciąż żyli swoim własnym życiem. Zatrzymali się przy prześwicie między budynkami. Skrytej, ale nawet szerokiej alejce, gdzie podrostki bawiły się czymkolwiek w niej znalazły i w sposób raczej wątpliwy. Dzieciaki krzyczały co jakiś czas rozbawione, biegając z miejsca w miejsce i Atreus pewnie w ogóle nie zwróciłby na nie uwagi, gdyby ich rozrywki nie dotknęły go bezpośrednio. Bardzo bezpośrednio.
Dzieci rzucały się cegłówkami; niektórymi pokruszonymi, niektórymi całymi - co komu udało się złapać w ręce i miotnąć. Byle dalej, byle wyżej. Ktokolwiek się zamachnął, zrobił to całkiem efektownie, bo pocisk wyleciał z alejki i uderzył oślepionego chwilowo aurora prosto w potylicę.
Bulstrode zachwiał się, a spomiędzy jego ust wydobył się cichy, boleściwy jęk, zanim sięgnął dłonią do głowy i poczuł, że zaczyna się chwiać i tracić równowagę. Rozmazane kolory zlały się nagle w jedną, ciemną masę. Teraz nie widział już nic, tylko ciemność.
Atreus zmarszczył brwi, przez moment stojąc tak, jednak zamiast zobaczyć błysk kolorów składających się na okalającą ją aurę, obraz nagle rozmył się, tracąc ostrość. Mężczyzna zmemłał jakieś przekleństwo pod nosem, stłumione jeszcze bardziej przez trzymanego między zębami papierosa i pochylił głowę, zaciskając mocno powieki. Nienawidził tego uczucia z całego serca, nawet jeśli nie było aż tak nieznośne jak to, którego dostarczały mu zabawy Brenny po godzinach.
Spojrzał na siostrę, albo raczej spróbował, zwyczajnie odwracając się w jej stronę. Wiedziała jak to jest, doskonale o tym wiedział, nie zmieniało to jednak faktu, że absolutnie nie przepadał za momentami kiedy wydawało się, że nie panował nad swoimi umiejętnościami. Ale czy to w ogóle była jego wina?
- Przeklęta, czy co? - sapnął zirytowany, podnosząc dłonie i palcami przecierając zaciekle oczy, jakby to one były winne, a on liczył na to, że cokolwiek to miało pomóc. Cóż - nie pomogło, bo kiedy otworzył powieki i zamrugał nimi, świat wciąż wyglądał jak bezkształtna masa pełna kolorowych plam. - Daj mi chwilę, bo jak tylko zrobię krok to rozkwaszę sobie twarz o najbliższą latarnię - spojrzał na nią ponownie, a przynajmniej na miejsce, gdzie plamy kolorów sugerowały, że się znajdowała.
Nie słyszał już rozwrzeszczanego ptaszyska, całe szczęście z resztą, ale nie znaczyło to, że ulica na której się znajdowali utonęła w ciszy. Miasteczko mogło być ponure, a nawet odrobinę szalone, ale jego mieszkańcy wciąż żyli swoim własnym życiem. Zatrzymali się przy prześwicie między budynkami. Skrytej, ale nawet szerokiej alejce, gdzie podrostki bawiły się czymkolwiek w niej znalazły i w sposób raczej wątpliwy. Dzieciaki krzyczały co jakiś czas rozbawione, biegając z miejsca w miejsce i Atreus pewnie w ogóle nie zwróciłby na nie uwagi, gdyby ich rozrywki nie dotknęły go bezpośrednio. Bardzo bezpośrednio.
Dzieci rzucały się cegłówkami; niektórymi pokruszonymi, niektórymi całymi - co komu udało się złapać w ręce i miotnąć. Byle dalej, byle wyżej. Ktokolwiek się zamachnął, zrobił to całkiem efektownie, bo pocisk wyleciał z alejki i uderzył oślepionego chwilowo aurora prosto w potylicę.
Bulstrode zachwiał się, a spomiędzy jego ust wydobył się cichy, boleściwy jęk, zanim sięgnął dłonią do głowy i poczuł, że zaczyna się chwiać i tracić równowagę. Rozmazane kolory zlały się nagle w jedną, ciemną masę. Teraz nie widział już nic, tylko ciemność.
Rzut N 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana