08.11.2022, 15:24 ✶
Każdy potrzebował trochę rozrywki... Szczególnie ta trójka dzieciaków, której przyszło już dorosnąć, przynajmniej pozornie. Nie tak dawno opuścili mury Hogwartu, jednak nie spowodowało to, że się od siebie oddalili. Mimo, że każde poszło swoją ścieżką, to nadal znajdowali czas, by spędzić wieczory właśnie w ten sposób. Upodlić się, zatracić, odetchnąć. Rodzice na pewno byli dumni.
Wypili dzisiaj sporo, palili też jakieś dziwne rzeczy, czy jadła grzyby? Czy tylko jej się wydawało, że to były grzyby? Czy mogły być trujące, czy właściwie powinna się tym przejmować skoro nie pamiętała, czy je jadła? Wiele myśli kłębiło się teraz w głowie panny Wood.
Charlie szedł gdzieś na przedzie i prowadził ich, ciekawe czy sam wiedział dokąd idzie? Heather już dawno się zgubiła, wcale jej to nie przeszkadzało. Przystanęła na moment, krótką chwilę, jakby się jej mogło wydawać i oglądała jednego z lwów. - Jaki niesamowity, przepiękny. Jak Ci mugole Cię właściwie zbudowali.- Miała ochotę się na niego wspiąć, jednak coś jej nie szło. Co chwilę osuwała się z rzeźby, próbowała chyba z dziesięć razy. Nieco rozczarowana stanęła przed nim ponownie. - Następnym razem, następnym razem cię dosiądę! Wtedy pożałujesz, zobaczysz kto jest prawdziwą królową.
Odwróciła się w poszukiwaniu swoich towarzyszy. Zmykała i otwierała oczy, jednak ich nie widziała. - Co jest kurwa, te dwa pajace mnie zostawiły, poszli sobie beze mnie.- Wtedy sobie przypomniała. - Park, to chyba tam?- nie zastanawiając się zbyt długo ruszyła przed siebie. - Chłopaaaaki, chłoopaaaki!- może ją usłyszą? - Nie róbcie mi tego, będę grzeczna.- Może ich czymś zezłościła? Chyba nie, przecież nie byli tacy.
Wtedy usłyszała głosy. Ruda, wredziocha, Heather - Tak miała na imię. To musieli być oni. Zaczęła biec przed siebie, musiała ich znaleźć. Tyle że ten bieg, nieco utrudniał jej stan w jakim się znajdowała, miała wrażenie, że lewituje nad chodnikiem. Jakoś jednak udało się jej do nich dotrzeć.
- Jestem już, coooooo toooooo?- Dostrzegła, że przyjaciele znaleźli towarzystwo. - KWAAAAAAAAA! KWAAAAAA! Co to za duża kaczka?- podeszła bliżej zwierzęcia zaciekawiona. - Cameron, prawie Ci ujebała rękę, co to za medyk bez ręki?- Poszukała wzrokiem Charliego, nie mogła go jednak dostrzec, nie wpadła na to, że leży na ziemi. - Chaaarlie, paskudo, gdzie jesteś?
Wypili dzisiaj sporo, palili też jakieś dziwne rzeczy, czy jadła grzyby? Czy tylko jej się wydawało, że to były grzyby? Czy mogły być trujące, czy właściwie powinna się tym przejmować skoro nie pamiętała, czy je jadła? Wiele myśli kłębiło się teraz w głowie panny Wood.
Charlie szedł gdzieś na przedzie i prowadził ich, ciekawe czy sam wiedział dokąd idzie? Heather już dawno się zgubiła, wcale jej to nie przeszkadzało. Przystanęła na moment, krótką chwilę, jakby się jej mogło wydawać i oglądała jednego z lwów. - Jaki niesamowity, przepiękny. Jak Ci mugole Cię właściwie zbudowali.- Miała ochotę się na niego wspiąć, jednak coś jej nie szło. Co chwilę osuwała się z rzeźby, próbowała chyba z dziesięć razy. Nieco rozczarowana stanęła przed nim ponownie. - Następnym razem, następnym razem cię dosiądę! Wtedy pożałujesz, zobaczysz kto jest prawdziwą królową.
Odwróciła się w poszukiwaniu swoich towarzyszy. Zmykała i otwierała oczy, jednak ich nie widziała. - Co jest kurwa, te dwa pajace mnie zostawiły, poszli sobie beze mnie.- Wtedy sobie przypomniała. - Park, to chyba tam?- nie zastanawiając się zbyt długo ruszyła przed siebie. - Chłopaaaaki, chłoopaaaki!- może ją usłyszą? - Nie róbcie mi tego, będę grzeczna.- Może ich czymś zezłościła? Chyba nie, przecież nie byli tacy.
Wtedy usłyszała głosy. Ruda, wredziocha, Heather - Tak miała na imię. To musieli być oni. Zaczęła biec przed siebie, musiała ich znaleźć. Tyle że ten bieg, nieco utrudniał jej stan w jakim się znajdowała, miała wrażenie, że lewituje nad chodnikiem. Jakoś jednak udało się jej do nich dotrzeć.
- Jestem już, coooooo toooooo?- Dostrzegła, że przyjaciele znaleźli towarzystwo. - KWAAAAAAAAA! KWAAAAAA! Co to za duża kaczka?- podeszła bliżej zwierzęcia zaciekawiona. - Cameron, prawie Ci ujebała rękę, co to za medyk bez ręki?- Poszukała wzrokiem Charliego, nie mogła go jednak dostrzec, nie wpadła na to, że leży na ziemi. - Chaaarlie, paskudo, gdzie jesteś?