Może i nie powinno być różnić i kategoryzowania każdego, pod względem pochodzenia i czystości krwi. Kto od jakiego ojca pochodził, jakie posiadał umiejętności. Mogli wszyscy żyć w zgodzie i sobie pomagać. Ale nie mogło być aż tak barwnie i kolorowo. Ten świat potrzebował zmian. Ideologia głoszona przez Lorda Voldemorta miała na celu pokazać, oddzielić obie społeczności. Mugoli i Czarodzieji. Kto zna przeszłość ludzkości z dawnych lat średniowiecza, to pamięta zapewne z lekcji historii mugolskich szkół, czy na czarodziejskie zajęcia z mugoloznawstwa, że mugole karali za magię. Dlaczego miałoby być inaczej? Nawet już nie ze względu na przeszłość, ale i na teraźniejszość. Wchodzili butami do ich świata. Szkolili się i pracowali w tych samych miejscach. Posiadali wynalazki, które przecież mogła pomóc zastąpić im je magia. Po co mieszać?
Nicholas był zdania, że mugole a nawet mugolacy, powinni pozostać w swoim rejonie. Już samo ogłoszenie Ministrem Magii mugolaka, było hańbą, ośmieszeniem naszego kraju.
„Czyli cała odpowiedzialność za powodzenie misji spadnie na mnie. Perfekcyjnie.” – skomentował sobie w myślach. Jeżeli ta tarcza zawiedzie, bo będzie ciężko. Choć nie powinno, zważając na to, że mają za cel tylko mugolaków. Takiego Pardusa może wystarczy tylko wpuścić do pomieszczenia i niech sam posprząta? Zabezpieczenie trzeba mieć jednak, na wypadek gdyby coś poszło nie tak.
- Za cel mamy mugolaków. Pracują w Ministerstwie. Mamy ich po prostu sprzątnąć. To ma być ostrzeżenie i zastraszenie, aby nie podejmowali pracy w Ministerstwie z takim statusem krwi.
Papilio stwierdził, że dobrze jest przedstawić sprawę, co mają zrobić, jeżeli towarzysz nie był wtajemniczony w misję. Znajdowali się w bezpiecznym miejscu, gdzie raczej nikt by ich nie usłyszał.
Jeżeli dotarło do uszu Pardusa, Nicholas ruszył w kierunku wejścia następnej kamienicy, pochylając głowę, aby kaptur zakrył większość jego twarzy. Starał się także unikać wejścia w oświetlone miejsca, aby nikt nie dostrzegł ich cienia. Gdy weszli, do budynku, Papilio odszukał drzwi do mieszkania państwa „Marley”. Skoro kolega chciał pukać, Nicholas odstąpił mu drzwi.
- Po cichu. Niech mają niespodziankę.
Dodał zanim towarzysz cokolwiek zacznie robić. Yaxley nie chciał już na starcie robić rabanu. Maska miała chronić jego tożsamość. Nie planował prowadzić z lokatorami tego mieszkania jakiejś dłuższej konwersacji.