14.09.2023, 16:31 ✶
- Brzmisz zupełnie jak matka – powiedziała Florence. Ciężko było stwierdzić, czy to komplement, obelga czy proste stwierdzenie faktu, bo jej ton niewiele zdradzał. Na pewno w każdym razie nie było w nim potępienia, bo obcowała z rodziną ze strony matki dostatecznie często, by do pewnych rzeczy przywyknąć. – Naprawdę? Przypomnij sobie samego siebie… – wytknęła, teraz, kiedy wyglądało na to, że Atreus doszedł do siebie – i wymagał już tylko paru godzin w łóżku oraz zmycia krwi z włosów – już uspokojona. Och, jej brat zapewne w nikogo nigdy nie rzucał kamieniami, ale była pewna, że niekoniecznie zawsze postępował tak, jak powinien grzeczny chłopiec, a przecież to nie tak, że jego rodzice się nim nie przejmowali. Zwłaszcza ojciec.
Gdy wyciągnął ku niej rękę, podstawiła mu przedramię, by mógł się na niej choć trochę podeprzeć. W takich chwilach niechętnie uświadamiała sobie, że prawdopodobnie powinna posłuchać tych rad, które zwykle dawała pacjentom – czyli zacząć się więcej ruszać. Na przykład chodzić na spaceru. Na całe szczęście najmłodszy Bulstrode był już w stanie, który pozwalał mu wstać, z zaledwie drobną asystą. Nie skomentowała nijak tego, że potrzebował pomocy, bo jeszcze wtedy byłby gotów choćby zacząć się czołgać, byle nie zdawać się na nią.
– Kilka godzin w łóżku dobrze ci zrobi – przyznała, oglądając się na jeden z domów, na którego podwórko czmychnęło chyba jedno z dzieci. Zrezygnowała jednak z pomysłu urządzenia tam domownikom jesieni średniowiecza – doprowadzenia Atreusa z powrotem do domu było znacznie ważniejsze. – Rozumiem, że to jedna z rzeczy, o których nie mówimy Orionowi?
Rodzeństwo ruszyło powoli chodnikiem, kierując się w stronę najbliższego punktu Fiuu. Florence jednak wciąż rozmyślała o tej przedziwnej kobiecie, ptaku w jej klatce i wspomnieniu Szeptuchy…
Gdy wyciągnął ku niej rękę, podstawiła mu przedramię, by mógł się na niej choć trochę podeprzeć. W takich chwilach niechętnie uświadamiała sobie, że prawdopodobnie powinna posłuchać tych rad, które zwykle dawała pacjentom – czyli zacząć się więcej ruszać. Na przykład chodzić na spaceru. Na całe szczęście najmłodszy Bulstrode był już w stanie, który pozwalał mu wstać, z zaledwie drobną asystą. Nie skomentowała nijak tego, że potrzebował pomocy, bo jeszcze wtedy byłby gotów choćby zacząć się czołgać, byle nie zdawać się na nią.
– Kilka godzin w łóżku dobrze ci zrobi – przyznała, oglądając się na jeden z domów, na którego podwórko czmychnęło chyba jedno z dzieci. Zrezygnowała jednak z pomysłu urządzenia tam domownikom jesieni średniowiecza – doprowadzenia Atreusa z powrotem do domu było znacznie ważniejsze. – Rozumiem, że to jedna z rzeczy, o których nie mówimy Orionowi?
Rodzeństwo ruszyło powoli chodnikiem, kierując się w stronę najbliższego punktu Fiuu. Florence jednak wciąż rozmyślała o tej przedziwnej kobiecie, ptaku w jej klatce i wspomnieniu Szeptuchy…
Koniec sesji