14.09.2023, 20:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2023, 20:51 przez Anthony Ian Borgin.)
- W wodę Stasiu. I ten mój pseudo brat też. - wyjaśnił mu, rozkładając ręce, wbijając w niego wzrok. Wyglądał na odrobinę zaskoczonego, ale nie panikował już przynajmniej, że lampowy morderca chce zabić i tak pół martwą Marianne. Stasiek zdawał się pogrążyć we własnych myślach, a na to chyba nie mieli czasu. Raz jeszcze spojrzał na dziewczynę, mruknął pod nosem, że mu przykro, a potem już przecinał skórę podniesionym szkłem z rozbitej karafki czy innego badziewia.
- Nic się nie przejmuj Laurencik, naprawdę. Będziemy się świetnie bawić, umierając. Prawda, mój Drogi bracie? - Antek puścił oczko Stanleyowi, chcąc pocieszyć Prewetta, zaniepokojony chyba jego bladą twarzą i przerażeniem w oczach. Wiele złego można było o Borginie juniorze powiedzieć, ale nie był tchórzem, a co z tym idzie, nie bał się po prostu, nawet jeśli faktycznie się wykrwawi, a jego niedoszła (?) kochanka wyssie z nich całą energię, przeciągając swoją klątwę czy cokolwiek się tutaj działo
Anthony nie był zadowolony z faktu, że skończyli niczym niestabilne emocjonalnie nastolatki, które z rozpaczy podcięły sobie żyły. Z początku pomysł Laurenta wydawał mu się niedorzeczny i niegodny, ale skoro Marianna nie reagowała i nie miał, jak sprawdzić, czy zadziałałaby na nią jakakolwiek hipnoza — nie mieli wyboru. Nie chciał umrzeć ze świadomością, że Stasiek, Brenna i Atreus, a nawet Laurencik — poszliby na dno razem z nim. Wydawało się to Tośkowi jakieś niegodne, a dodatkowo, bardzo chciał zapalić. Każdy powinien zrozumieć, nałóg i rozchwianie emocjonalnie, był w końcu świeży w klubie młodych samobójców. Przyglądał się w milczeniu krwi, która kapała z ręki na spodnie, czując, jak uginają mu się nogi, a świat zaczyna trochę wirować.
- Czasem najgłupsze rozwiązania są najlepsze Stasiu.
Jak nie zapali ostatniego papierosa, a faktycznie umrze, to dopiero się Anthony wkurwi.
Nie wiedział, ile czasu był nieprzytomny, czy to był tylko sen, czy teraz to był sen? Bolała go głowa, na pewno będzie miał guza, bo mruknął z niezadowoleniem, przeciągając się na cuchnących, wilgotnych deskach nawiedzonego statku. Jego dłoń powędrowała do góry, zmierzwił sobie włosy, macając chłodnymi palcami skórę i skrzywił się, unosząc oczy. Omiótł spojrzeniem otoczenie, usiadł i spojrzał na swoją rękę.
- No kurwa, to tak zostanie? Trzeba będzie się tego pozbyć..- mruknął pod nosem, zasłaniając bliznę rękawem i spojrzał najpierw na Stanleya, a potem na Laurenta, chcąc się upewnić, że żaden z nich nie został kałużą lub nie umarł naprawdę. Gdy się przyjrzał, dostrzegając identyczne znamiona, parsknął z rozbawieniem, nieco może blady na policzkach. - Trzech braci samobójców, panny w życiu na to nie pójdą, a już na pewno nie Longbottom. Hmm? - ściągnął brwi, grzebiąc po kieszeniach. Wyjął papierosa, wetknął sobie do ust i zapalił, zaciągając się dymem. Kurwa, jak dobrze. - Jakie głosy? Laurent, uderzyłeś się też w głowę? - zapytał bez złośliwości, szczerze zaniepokojony, bo halucynacje słowne czy dźwiękowe były chyba objawami wstrząsu mózgu, czy innego, niepokojącego obrażenia? - Skoro mówią, żeby je rozbić, a miałeś rację z samobójstwem, to trzeba je znaleźć i rozpierdolić. Marianne.. Dobre pytanie. - przesunął palcami po szyi, a potem z mruknięciem wstał, przeciągnął się i złapał głębszy wdech, przyglądając się znikającemu w wilgotnym powietrzu żarowi. A może spalić to w pizdu? Przymknął oczy, zaciągając się dymem raz jeszcze. Nie byli już we śnie, mieli swoje ciała i magie, a także inne zdolności. Mógł teraz skupić się na znalezieniu swojej ślicznej kuzynki, przyjaciela, nieszczęsnej Brenny i upewnieniem się, że Stasiek będzie bezpieczny. Prewetta też było mu szkoda, był taki kruchy i delikatny, a do tego ta obita głowa. Wyjątkowo, ten raz, mógł być też jego rycerzem, już chuj.
- Też pójdę poszukać. - zakomunikował, prawie tupiąc na to, że Borgin starszy kazał mu zostać na miejscu. Nie ma mowy, nie był może taki zdolny, jak kuzyn bojowo, ale umiał sobie radzić. Co, jeśli ktoś z osób dla niego istotnych, potrzebował pomocy? Spojrzał na Laurenta. - Masz trzy możliwości — jak masz kolejny genialny pomysł, daj mi go i zostań tu, nie umierając. Druga opcja, idź z którymś z nas, a trzecia opcja, idź w jeszcze inny korytarz. - poklepał go po ramieniu, podobnie jak kuzyn, przyglądając się chwilę. Ostatecznie, to on wymyślił sposób na to, aby się wybudzić, to może miał inne pomysły. Na Merlina, Krakena tu jeszcze brakowało. I ta głupia czarownica, po cholerę on się tak martwi, skoro ona go nawet nie lubi i ma Atreusa? Jęknął na siebie z dezaprobatą, potem rzucił papierosa na deski, gasząc go butem. I również ruszył żwawo przed siebie, podążając w głąb statku, zapewne w inną stronę, niż Stasiek, chociaż korciło go, aby pójść za nim.
- Nic się nie przejmuj Laurencik, naprawdę. Będziemy się świetnie bawić, umierając. Prawda, mój Drogi bracie? - Antek puścił oczko Stanleyowi, chcąc pocieszyć Prewetta, zaniepokojony chyba jego bladą twarzą i przerażeniem w oczach. Wiele złego można było o Borginie juniorze powiedzieć, ale nie był tchórzem, a co z tym idzie, nie bał się po prostu, nawet jeśli faktycznie się wykrwawi, a jego niedoszła (?) kochanka wyssie z nich całą energię, przeciągając swoją klątwę czy cokolwiek się tutaj działo
Anthony nie był zadowolony z faktu, że skończyli niczym niestabilne emocjonalnie nastolatki, które z rozpaczy podcięły sobie żyły. Z początku pomysł Laurenta wydawał mu się niedorzeczny i niegodny, ale skoro Marianna nie reagowała i nie miał, jak sprawdzić, czy zadziałałaby na nią jakakolwiek hipnoza — nie mieli wyboru. Nie chciał umrzeć ze świadomością, że Stasiek, Brenna i Atreus, a nawet Laurencik — poszliby na dno razem z nim. Wydawało się to Tośkowi jakieś niegodne, a dodatkowo, bardzo chciał zapalić. Każdy powinien zrozumieć, nałóg i rozchwianie emocjonalnie, był w końcu świeży w klubie młodych samobójców. Przyglądał się w milczeniu krwi, która kapała z ręki na spodnie, czując, jak uginają mu się nogi, a świat zaczyna trochę wirować.
- Czasem najgłupsze rozwiązania są najlepsze Stasiu.
Jak nie zapali ostatniego papierosa, a faktycznie umrze, to dopiero się Anthony wkurwi.
Nie wiedział, ile czasu był nieprzytomny, czy to był tylko sen, czy teraz to był sen? Bolała go głowa, na pewno będzie miał guza, bo mruknął z niezadowoleniem, przeciągając się na cuchnących, wilgotnych deskach nawiedzonego statku. Jego dłoń powędrowała do góry, zmierzwił sobie włosy, macając chłodnymi palcami skórę i skrzywił się, unosząc oczy. Omiótł spojrzeniem otoczenie, usiadł i spojrzał na swoją rękę.
- No kurwa, to tak zostanie? Trzeba będzie się tego pozbyć..- mruknął pod nosem, zasłaniając bliznę rękawem i spojrzał najpierw na Stanleya, a potem na Laurenta, chcąc się upewnić, że żaden z nich nie został kałużą lub nie umarł naprawdę. Gdy się przyjrzał, dostrzegając identyczne znamiona, parsknął z rozbawieniem, nieco może blady na policzkach. - Trzech braci samobójców, panny w życiu na to nie pójdą, a już na pewno nie Longbottom. Hmm? - ściągnął brwi, grzebiąc po kieszeniach. Wyjął papierosa, wetknął sobie do ust i zapalił, zaciągając się dymem. Kurwa, jak dobrze. - Jakie głosy? Laurent, uderzyłeś się też w głowę? - zapytał bez złośliwości, szczerze zaniepokojony, bo halucynacje słowne czy dźwiękowe były chyba objawami wstrząsu mózgu, czy innego, niepokojącego obrażenia? - Skoro mówią, żeby je rozbić, a miałeś rację z samobójstwem, to trzeba je znaleźć i rozpierdolić. Marianne.. Dobre pytanie. - przesunął palcami po szyi, a potem z mruknięciem wstał, przeciągnął się i złapał głębszy wdech, przyglądając się znikającemu w wilgotnym powietrzu żarowi. A może spalić to w pizdu? Przymknął oczy, zaciągając się dymem raz jeszcze. Nie byli już we śnie, mieli swoje ciała i magie, a także inne zdolności. Mógł teraz skupić się na znalezieniu swojej ślicznej kuzynki, przyjaciela, nieszczęsnej Brenny i upewnieniem się, że Stasiek będzie bezpieczny. Prewetta też było mu szkoda, był taki kruchy i delikatny, a do tego ta obita głowa. Wyjątkowo, ten raz, mógł być też jego rycerzem, już chuj.
- Też pójdę poszukać. - zakomunikował, prawie tupiąc na to, że Borgin starszy kazał mu zostać na miejscu. Nie ma mowy, nie był może taki zdolny, jak kuzyn bojowo, ale umiał sobie radzić. Co, jeśli ktoś z osób dla niego istotnych, potrzebował pomocy? Spojrzał na Laurenta. - Masz trzy możliwości — jak masz kolejny genialny pomysł, daj mi go i zostań tu, nie umierając. Druga opcja, idź z którymś z nas, a trzecia opcja, idź w jeszcze inny korytarz. - poklepał go po ramieniu, podobnie jak kuzyn, przyglądając się chwilę. Ostatecznie, to on wymyślił sposób na to, aby się wybudzić, to może miał inne pomysły. Na Merlina, Krakena tu jeszcze brakowało. I ta głupia czarownica, po cholerę on się tak martwi, skoro ona go nawet nie lubi i ma Atreusa? Jęknął na siebie z dezaprobatą, potem rzucił papierosa na deski, gasząc go butem. I również ruszył żwawo przed siebie, podążając w głąb statku, zapewne w inną stronę, niż Stasiek, chociaż korciło go, aby pójść za nim.
Koniec sesji