08.11.2022, 16:15 ✶
Zamarł. Nigdy nie znajdował się tak blisko żadnego drapieżnika... no może poza Cameronem, kiedy ten był naprawdę głodny. Zrobiło mu się niesamowicie ciepło, trochę czuł jakby zapadał się w chodnik, może był tak gorący, że aż go topił? Raczej nie, ale można mieć marzenia.
- Jak to nie chce? Widzę pragnienie w jej oczach. Ale nie pragnie niczego, czego ja też mógłbym pragnąć, to jest krwiożercza bestia. - łapał oddechy pomiędzy słowami, przez co wypowiedź brzmiała jeszcze bardziej patetycznie, trochę jakby próbował bardzo mocno wysilić umysł na zajęciach z wróżbiarstwa, tak mocno, że prawie przekonał całą klasę, że to, co widzi w fusach zaskakująco przypomina członka (wcale nie żadnego klubu).
Twarz Lupina pojawiła się obok jego niczym blask, promienie słoneczne zaraz po brzasku, był przez chwilę jego bohaterem. Najpierw przez tak dosadne pokazanie ławce kto tu rządzi, a teraz tak śmiałe, bohaterskie grożenie tej paskudnej gęsi! Charlie wzruszył się i przejął faktem do tego stopnia, że chciał drugiego chłopaka przytulić - pokazać mu jak bardzo go ceni. Stracił przez to na dobrą chwilę rozumienie i kontakt ze światem.
Krzyki powinny były przebudzić jego zmysły, może odrobinę ocucić, ale nic z tych rzeczy się nie stało, zamiast tego złapał swojego towarzysza niedoli za rękę i zaczął dmuchać mu na palec, jakby to miało w czymś pomóc.
- Do wesela się zagoi! - powiedział pewnie, jakby to nie Cameron był stażystą na uzdrowiciela, a on sam. Nie mógł jednak kontynuować swojego leczenia, z którego, mimo warunków w jakich przyszło mu je przeprowadzać, był całkiem dumny, bo okropne rozwrzeszczane ptaszysko miało dosyć ich towarzystwa. Zaczęło machać groźnie skrzydłami i skrzeczeć jak stara kanapa, na której odbyło się zbyt wiele zbereźnych figur i to wcale nie przy grze w Twistera.
Rzucił Heather kamykiem, który znalazł przy wodzie, a ten trafił ją w pośladek - przecież nie chciał, aby go zdeptała, prawda?
- Tutaj! Ta okropna, opierzona raszpla próbuje nas zdominować! - poskarżył się przyjaciółce - Jestem pewien, ze to nie jest kaczka to jest jakiś potwór z emm Wezuwiusza albo tego, nie Wezuwiusz to wulkan, mi o Loch Ness chodziło. - już chciał parsknąć pod nosem, ale kaczka/gęś/potwór z Loch Ness zaczął na nich szarżować. Nie puszczając Lupina, a ściskając go mocno, przerażony co zaraz nastąpi, chciał wycelować kopniakiem w rzucające się na nich monstrum.
- Heath, albo pomóż mi ją utopić albo! Uciekaj! Jest groźna, co jak jakaś wściekła??? - ostrzegł rudą, bo siłą rzeczy nie mógł do niej dosięgnąć.
Rzut na percepcję, bo chodzi o to czy trafię w ogóle w tego ptaka w tym stanie, a nie czy potrafi kopać
- Jak to nie chce? Widzę pragnienie w jej oczach. Ale nie pragnie niczego, czego ja też mógłbym pragnąć, to jest krwiożercza bestia. - łapał oddechy pomiędzy słowami, przez co wypowiedź brzmiała jeszcze bardziej patetycznie, trochę jakby próbował bardzo mocno wysilić umysł na zajęciach z wróżbiarstwa, tak mocno, że prawie przekonał całą klasę, że to, co widzi w fusach zaskakująco przypomina członka (wcale nie żadnego klubu).
Twarz Lupina pojawiła się obok jego niczym blask, promienie słoneczne zaraz po brzasku, był przez chwilę jego bohaterem. Najpierw przez tak dosadne pokazanie ławce kto tu rządzi, a teraz tak śmiałe, bohaterskie grożenie tej paskudnej gęsi! Charlie wzruszył się i przejął faktem do tego stopnia, że chciał drugiego chłopaka przytulić - pokazać mu jak bardzo go ceni. Stracił przez to na dobrą chwilę rozumienie i kontakt ze światem.
Krzyki powinny były przebudzić jego zmysły, może odrobinę ocucić, ale nic z tych rzeczy się nie stało, zamiast tego złapał swojego towarzysza niedoli za rękę i zaczął dmuchać mu na palec, jakby to miało w czymś pomóc.
- Do wesela się zagoi! - powiedział pewnie, jakby to nie Cameron był stażystą na uzdrowiciela, a on sam. Nie mógł jednak kontynuować swojego leczenia, z którego, mimo warunków w jakich przyszło mu je przeprowadzać, był całkiem dumny, bo okropne rozwrzeszczane ptaszysko miało dosyć ich towarzystwa. Zaczęło machać groźnie skrzydłami i skrzeczeć jak stara kanapa, na której odbyło się zbyt wiele zbereźnych figur i to wcale nie przy grze w Twistera.
Rzucił Heather kamykiem, który znalazł przy wodzie, a ten trafił ją w pośladek - przecież nie chciał, aby go zdeptała, prawda?
- Tutaj! Ta okropna, opierzona raszpla próbuje nas zdominować! - poskarżył się przyjaciółce - Jestem pewien, ze to nie jest kaczka to jest jakiś potwór z emm Wezuwiusza albo tego, nie Wezuwiusz to wulkan, mi o Loch Ness chodziło. - już chciał parsknąć pod nosem, ale kaczka/gęś/potwór z Loch Ness zaczął na nich szarżować. Nie puszczając Lupina, a ściskając go mocno, przerażony co zaraz nastąpi, chciał wycelować kopniakiem w rzucające się na nich monstrum.
- Heath, albo pomóż mi ją utopić albo! Uciekaj! Jest groźna, co jak jakaś wściekła??? - ostrzegł rudą, bo siłą rzeczy nie mógł do niej dosięgnąć.
Rzut na percepcję, bo chodzi o to czy trafię w ogóle w tego ptaka w tym stanie, a nie czy potrafi kopać
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you