Sama Heather była okropnie rozczarowana tym, co wydarzyło się podczas Beltane. Rozumiała wszystko, jednak nigdy w życiu nie spodziewała się, że jej własna miotła uderzy ją w łeb. To był ogromny cios. Nie spowodowało w niej to jednak lęku - nie mogła się doczekać, kiedy ponownie wzbije się w powietrze i pofrunie do nieba. Brakowało jej ogromnie latania, w końcu robiła to prawie codziennie, a minął już prawie tydzień od kiedy ostatni raz trzymała miotłę w rękach. Zapewne wsiądzie na nią już za kilka dni, gdy tylko wyjdzie ze szpitala. Musiała spróbować, wierzyła też, że będzie to pomocne podczas rehabilitacji.
- Nigdy dotąd. To pierwszy raz, kiedy nie była mi posłuszna. - Miała wiele mioteł, jednak nigdy, przenigdy nie zdarzyło się, aby któraś jej nie słuchała. Jej ojciec tworzył je specjalnie dla niej, były inne niż wszystkie. Nigdy się na nich nie zawiodła i te ogólnie dostępne nie mogły im dorównać, tyle, że podczas Beltane coś poszło nie tak. - Tata pewnie zrobi mi nową, zwrócę mu uwagę na to, że powinien popracować nad nią porządnie i zdam relację z tego, co się przydarzyło. Czuję, że będzie mocno rozczarowany. - Wiedziała, że ojciec był naprawdę dumny ze swoich dzieł, najwyraźniej nie były jednak wcale takie doskonałe, jak mu się wydawało.
- Masakra, nie brzmi to kolorowo, chociaż szałas, w lesie, w wybornym towarzystwie? - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. - Wiem, co czujesz, też jestem na najniższej pozycji, chociaż Brenna nie jest taka straszna jak ta twoja Bulstrode. Na początku się jej trochę bałam, wiesz, jest starsza i w ogóle, ale teraz naprawdę doceniam to, że na nią trafiłam. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej partnerki, można się przy niej sporo nauczyć, czasem nawet nagina zasady! - Dodała jeszcze. Rozumiała to, że Cameron musi przejść długą drogę, żeby zostać ordynatorem w Mungu, prędzej, czy później na pewno obejmie to stanowisko. Z jego zapałem to było możliwe.
- Pewnie tak. Przydałyby nam się chociaż krótkie wakacje. Może wybierzemy się na jakiś weekend do tego domku mojej matki? - Sama myśl o jasnobłękitnej wodzie i słońcu powodowała u niej bardzo przyjemne uczucie. Dobrze by było zrelaksować się chociaż na chwilę, z dala od ludzi, odpocząć i zająć się sobą.
- Ma manię wielkości, na pewno jest zaburzony. - Dodała jeszcze, kiedy Cameron się odezwał. - Nie wiem ile w tym prawdy, ale wiesz, Beltane to dobra okazja, żeby skorzystać z innych sił, które wtedy są najbardziej aktywne. Mistycyzm i cała reszta, wydaje mi się, że chciał zaczerpnąć stamtąd jakąś energię, nie wiem, czy mu się udało. Patrząc na to, co się wydarzyło to pewnie tak. - Śmierciożercy wygrali to starcie, tak się jej wydawało. Może jakichś złapali, zresztą ona z Erikiem i Charlsem sami to zrobili, jednak reszta nadal biegała sobie po Wielkiej Brytanii gotowa pojawić się na wezwanie Czarnego Dzbana.
- Myślisz, że potrzebuję trenera? - Zamyśliła się na moment. Może to faktycznie był jakiś pomysł, tylko średnio wiedziała, kto byłby w stanie się tym zająć. - Sądziłam, że sama sobie poradzę, ale możesz mieć rację. - Będzie musiała wrócić do tego tematu, kiedy wydobrzeje. - Możemy się wspinać na pale, naprawdę świetnie ci poszło! Nie musiałeś tego dla mnie robić. - Uważała, że to naprawdę miłe, że ze swoim lękiem wysokości wspinał się dla niej na ten pal trzy razy i trzy razy spadł, co pewnie było bardziej bolesne od samej wspinaczki.
Nie uważała tego za żadną ujmę, nie wszyscy w końcu byli jakoś świetnie wysportowani, sam Cameron miał wiele innych atutów, za które ceniła go Ruda. Nie musiał się dla niej wspinać na żadne pale, bo już dawno zajmował miejsce w jej sercu. Miała wrażenie, że ostatnio patrzy na niego trochę inaczej. Nie wiedziała dlaczego, ale bardzo za nim tęskniła, kiedy nie było go obok i gdzieś w tym wszystkim zaczęła gubić Charlesa, a przecież zawsze byli w tym we trójkę. Ostatnio jakby Cameron wysunął się na pierwszy plan. Nie sądziła, że będzie to się kiedyś wydarzy, nie wiedziała dlaczego teraz i o co jej samej chodziło.
- W duperelę? Obraziłabym się za to. Obiecaj mi, że jeśli kiedyś to zrobisz, to nie będzie żadna duperela, tylko coś fajnego! - Zaśmiała się w głos, bo cały ten pomysł był tak okropnie abstrakcyjny, że mogła uwierzyć, iż dokładnie to mógłby zrobić Lupin z jego wyobraźnią.