16.09.2023, 22:46 ✶
Miałem wrażenie, że na powrót stawałem się tym butnym młodzieńcem, co to pobierał lata temu nauki w Hogwarcie. Siedziałem naprzeciwko Aveliny, dorosłej Aveliny, aczkolwiek miałem wizje okropne, kuszące ku temu by zmazać jej ten cwaniacki uśmiech z twarzy. Robiła to specjalnie, robiła to nie zgodnie ze sobą czy też przeciwko sobie, ale przeciwko mnie. Nie miałem pojęcia, co jej takiego zrobiłem, ale najwyraźniej dalej chodziło o to, że byłem czystej krwi Ślizgonem, a ona półkrwi smarkulą. No, i teraz miałem żonę, co mi wypomniała parę razy.
A jednak dalej igrała ze mną, bawiąc się w swoją grę. Przeklinałem siebie, że powoliłem sobie na zbyt długie zapatrzenie się w jej nogi, bo teraz wykorzystywała sytuację, moją słabość. Wyłapała to. Cwana. Nie bez powodu pochyliła się w ten sposób, ukazując w większej okazałości swoje piersi. Robiła to specjalnie i tego, cóż, również bym się po niej nie spodziewał. I wygrywała, bo właśnie zastanawiałem się, jakby to było je ścisnąć, poczuć ich miękkość i ciepło... Ale i nie to było w tym wszystkim najgorsze. Najgorsze było jednakże to, że nie mogłem jej samej zostawić na tej szalonej drodze, bo najwyraźniej oszalała, chcąc mi udowodnić jeden czort wie co.
- Jaka to się nagle silna i niezależna zrobiłaś... Przyznaj, że po prostu chcesz mi utrzeć nosa - odparłem, odchrząkując wpierw i poprawiając się na swoim miejscu. Nie chciałem się przypadkiem za bardzo podniecić, szczególnie że przebywaliśmy w pociągu, a ja nie zamierzałem dawać Avelinie dodatkowej satysfakcji poprzez własną porażkę. Przetarłem palcem wskazującym lewej dłoni dolną wargę, po czym westchnąłem ciężko. Trafiłem między młot a kowadło. Na własne życzenie.
- Uważaj sobie, Paxton, bo jak tak dalej będziesz pogrywać, to wyjdzie ze mnie ten Ślizgon, co to go miałaś okazję poznać wśród murów Hogwartu. I wtedy faktycznie będę pieprzoną zagadką, gdyż oszustem... Cóż, oszustem to ja jestem od zawsze na zawsze. Taka krew - odparłem udawanie pewny siebie, lekko zadziorny. Uśmiechnąłem się do niej zjadliwie, śmiejąc się niej pod nosem. Nie na długo, bo zaraz zaśmiałem się bardziej. - Bardzo mi schlebia, że tak intensywnie o mnie myślisz, że w końcu potrzebujesz od tego wytchnienia - dodałem by przypadkiem nie uciekło nigdzie to spostrzeżenie. Postanowiłem nieco jej dokuczyć, więc przebrałem paluszkami w górze, udając wedle teatralnych sztuk, że coś czaruję dłońmi. Nie było to potrzebne dla efektu, ale robiłem sobie właśnie żarty, więc czemu by nie pobawić się w podrzędnego aktora? Postanowiłem nieco przesunąć lewą połę kurtki mojej towarzyszki, by nieco odsłonić jej obojczyk.
Jeśli się udało, uśmiechnąłem się jeszcze szerzej ze złośliwością i pewnie diabelskim błyskiem w oku, i zapewne rzuciłem coś w stylu, że tak lepiej nowej Avelinie.
Rzucam sobie rekreacyjnie na transmutowanie ułożenia jednego z połów kurtki Aveliny
A jednak dalej igrała ze mną, bawiąc się w swoją grę. Przeklinałem siebie, że powoliłem sobie na zbyt długie zapatrzenie się w jej nogi, bo teraz wykorzystywała sytuację, moją słabość. Wyłapała to. Cwana. Nie bez powodu pochyliła się w ten sposób, ukazując w większej okazałości swoje piersi. Robiła to specjalnie i tego, cóż, również bym się po niej nie spodziewał. I wygrywała, bo właśnie zastanawiałem się, jakby to było je ścisnąć, poczuć ich miękkość i ciepło... Ale i nie to było w tym wszystkim najgorsze. Najgorsze było jednakże to, że nie mogłem jej samej zostawić na tej szalonej drodze, bo najwyraźniej oszalała, chcąc mi udowodnić jeden czort wie co.
- Jaka to się nagle silna i niezależna zrobiłaś... Przyznaj, że po prostu chcesz mi utrzeć nosa - odparłem, odchrząkując wpierw i poprawiając się na swoim miejscu. Nie chciałem się przypadkiem za bardzo podniecić, szczególnie że przebywaliśmy w pociągu, a ja nie zamierzałem dawać Avelinie dodatkowej satysfakcji poprzez własną porażkę. Przetarłem palcem wskazującym lewej dłoni dolną wargę, po czym westchnąłem ciężko. Trafiłem między młot a kowadło. Na własne życzenie.
- Uważaj sobie, Paxton, bo jak tak dalej będziesz pogrywać, to wyjdzie ze mnie ten Ślizgon, co to go miałaś okazję poznać wśród murów Hogwartu. I wtedy faktycznie będę pieprzoną zagadką, gdyż oszustem... Cóż, oszustem to ja jestem od zawsze na zawsze. Taka krew - odparłem udawanie pewny siebie, lekko zadziorny. Uśmiechnąłem się do niej zjadliwie, śmiejąc się niej pod nosem. Nie na długo, bo zaraz zaśmiałem się bardziej. - Bardzo mi schlebia, że tak intensywnie o mnie myślisz, że w końcu potrzebujesz od tego wytchnienia - dodałem by przypadkiem nie uciekło nigdzie to spostrzeżenie. Postanowiłem nieco jej dokuczyć, więc przebrałem paluszkami w górze, udając wedle teatralnych sztuk, że coś czaruję dłońmi. Nie było to potrzebne dla efektu, ale robiłem sobie właśnie żarty, więc czemu by nie pobawić się w podrzędnego aktora? Postanowiłem nieco przesunąć lewą połę kurtki mojej towarzyszki, by nieco odsłonić jej obojczyk.
Jeśli się udało, uśmiechnąłem się jeszcze szerzej ze złośliwością i pewnie diabelskim błyskiem w oku, i zapewne rzuciłem coś w stylu, że tak lepiej nowej Avelinie.
Rzucam sobie rekreacyjnie na transmutowanie ułożenia jednego z połów kurtki Aveliny
Rzut T 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Rzut T 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!