16.09.2023, 23:08 ✶
Ogród przy posiadłości Rookwoodów
Szósty czerwca był specjalną datą w naszym małżeństwie i niech Merlin mnie jeden broni, jeśli śmiem kiedykolwiek zapomnieć o urodzinach Imogen. Zdarzyło się raz, bezpośrednio po naszym ślubie... I może drugi... Sam już nie pamiętałem, ale postanowiłem jej wtedy tak wynagrodzić zaniedbanie, że stało się to moją... właściwie naszą tradycją.
Już z samego rana, chociaż położyliśmy się późno spać, dało się czuć w pokoju silny zapach żywych róż. Co prawda, perfumy, których używała moja małżonka, same w sobie były naturalnie niemożliwe, aczkolwiek również było tyle różnych odmian róż, że niebawem miały mieszać się wzajemnie w naszej sypialni i łazience. Jedynie nie miało ich być w pozostałej części domu, bo Ojciec niechybnie by mnie zatłukł, szczególnie gdyby ich woń dotarła do Lorda Voldemorta.
A dziś miałem dodatkowe motywacje, by wynagradzać Imogen swoje słodkie zapomnienie przy Avelinie, więc już miałem z tyłu głowy przygotowanie jej kąpieli z płatkami róż, z płatkami róż rozsypanymi wszędzie po podłodze, z płatkami unoszącymi się leniwie w powietrzu i poruszającymi się jedynie wtedy, kiedy śmiemy obok nich przemknąć, poruszając przy tym otulające je powietrze. O tak.
Po powrocie z pracy, małżonkę zastałem w ogrodzie, więc wydałem odpowiednie instrukcje skrzatowi. Wręczyłem mu również dwa dodatkowe bukiety, które miał zabrać do naszego pokoju, a trzeci zabrałem ze sobą, zmierzając ku solenizantce. Wśród niej panował niemały chaos, gdyż przebywała na zewnątrz z dziećmi. Ramses biegał z miotłą, Conven za nim jak ten wariat coś wykrzykując, a mała Beatrice spoczywała spokojnie w zdobionym wózku. Imogen, cóż, zapewne wyglądała zniewalająco jak zwykle. Bywała perfekcjonistką, jeśli chodziło o wygląd. To nas zdecydowanie łączyło. Przykładaliśmy dużą uwagę do odpowiedniej prezencji.
- Jak się miewa najpiękniejsza kobieta na świecie? - zapytałem, podchodząc do niej z bukietem trzymanym za plecami. Objąłem ją wolną ręką i złożyłem przelotne trzy całusy na jej ustach, ten trzeci już był nieco dłuższy i lekko zadziorny. Uśmiechnąłem się do niej szerzej, wspominając wczorajszą noc, po czym odsunąłem co nieco by wręczyć jej kwiaty. - Jeszcze raz, wszystkiego najlepszego, kochanie - szepnąłem do niej i cmoknąłem ją po raz czwarty już w policzek.