Pokiwał głową. Odezwanie się do Wooda wydawało mu się dobrym pomysłem. Skoro magię miotły już raz udało się komuś przełamać, to mogło się to stać po raz drugi. Lepiej było się dodatkowo ubezpieczyć poprzez zdobycie nowego sprzętu. Lupin na własne oczy widział, jak bardzo zmotywowana jest Heather, toteż podejrzewał, że miotełka dosyć szybko zostanie sprawdzona pod wieloma kątami.
— O-o jak uroczo. Komuś tutaj marzy się rehabilitacji na łonie natury! — Uśmiechnął się szeroko, czerwieniąc się lekko na tę sugestię. — I to właśnie to naginanie zasad pozwoliło wam znaleźć wspólny język?
Uniósł rozbawiony brwi. Mimowolnie zaczął się zastanawiać, co pozwoliłoby mu na nawiązanie podobnej więzi z Florence. W ich przypadku kobieta była jeszcze starsza od niego, poza tym miała zamiłowanie do robienia wszystkiego od linijki. Cameron potrafił się dostosować do jej wymagań, jednak dalej pozostawał w tym nieco chaotyczny, dając sobie całkiem spory margines błędu, dalej będąc niepewnym swych umiejętności. Czy ta sytuacja ulegnie zmianie w miarę rozwoju jego kariery w gronie stażystów? Na to chyba nawet Florence Bulstrode nie znała odpowiedzi, co więc mógł myśleć Cameron?
— Beltane bardziej mi się kojarzy z miłością i fizycznością — przyznał przyciszonym głosem. Niby miłość była utożsamiana z najczystszymi uczuciami, jednak czy taka magia mogłaby się poddać komuś, kto nazywa się Czarnym Panem? Jeśli tak, to „dobro” było w cholernie nieciekawej sytuacji. No, chyba że niczym pradawne bóstwo czekało, aż ktoś je ocali przed niegodziwością czarnoksiężników. — Ugh... To się wydaje takie dziwaczne, gdy pomyślę, że chciał jakoś wykorzystać uczucia tych wszystkich zakochańców, co tam byli. To prawie tak, jakby wykorzystywał nas.
Cameron szczerze wątpił, aby specjaliści obsługujący stricte Brygadę Uderzeniową i Biuro Aurorów mogli w stu procentach zadbać o to, aby Heather miała odpowiednie warunki do ćwiczeń. Bądź co bądź, jeśli pracownicy departamentu przechodzili jakiś trening, to raczej chodziło w nim o podciągnięcie danej jednostki do ich standardów, niż dopasowywanie do pracowników. A trener sportowy? Wynajęty za prywatne pieniądze? Jeśli nie trafią na kogoś o agresywnej naturze, to mogło to przynieść same korzyści. O ile będzie profesjonalny.
— Oczywiście, że musiałem! — Uniósł obie dłonie na wysokość twarzy, wpatrując się w Heather takim wzrokiem, jakby oznajmiła mu, że wcale nie jest człowiekiem, a wróżką z księżyca. — A co innego miałem zrobić? T-t-to w końcu tradycja! I... I jeszcze ktoś m-mógłby się w-wtrącić i z-z-zrobić to za mnie!
Może i nie miał nic przeciwko temu, aby go wyręczać w większości obowiązków, jednak gdyby ktoś o d b i ł mu Heather w kluczowym momencie obchodów Beltane, to prawdopodobnie zapadłby się pod ziemią. A potem, w zależności od tego, czy w zasięgu wzroku znalazłby się Charles albo zacząłby wyzywać pomocy lub zaczął tworzyć pierwszy podziemny tunel na trasie Dolina Godryka – Londyn. Innych opcji nie było. Chociaż z drugiej strony... Płacz i próba wzięcia Rudej na litość, też by mogła coś zdziałać w takiej sytuacji.
— No okej, to inaczej... Bardzo kurde eee kosztowny drobiazg? — Przekrzywił głowę w bok, nie wiedząc, czy odpowiednio się określił. — Wyglądałabyś w chuj gustownie jako złota szkatułka czy z rubinowymi zdobieniami albo... Miotła? — Oczy mu na moment rozbłysły. Przecież to było genialne w swej prostocie. — Wyobrażasz sobie przeszmuglować kogoś za granicę w formie miotły?! Byłabyś sławna! To znaczy... Teraz też jesteś. Ale wtedy byś była jeszcze bardziej.