Nie zamierzała odpuścić. Temat był dla niej dosyć delikatny, bo chodziło o jedną z najbardziej osobistych rzeczy, które posiadała. Znicza - zrobił specjalnie dla niej jej ojciec, który poświęcał tym miotłom naprawdę dużo uwagi. Nigdy by nie pomyślała, że tak szybko zostanie złamana. Nie można było lekceważyć umiejętności śmierciożerćów - tego była pewna.
- Mam wrażenie, że na łonie natury bym się rehabilitowała zdecydowanie szybciej. Te mury strasznie przybijają. - Miała na myśli oczywiście szpital, w którym nie czuła się dobrze, jakby została tu zamknięta za karę. Taka chatka w lesie w oczach Wood brzmiała zdecydowanie lepiej.
- Wiesz co, nie tylko to. Ona się mną zainteresowała i chce mnie nauczyć wszystkiego, co potrafi. Naprawdę nie spodziewałam się, że ktoś się mną tak zaopiekuje w pracy. - Miała pewne obawy, gdy zaczęła pracę w ministerstwie, jednak wszystkie zostały rozwiane już na samym początku. Jej partnerka okazała się wcale nie być taka straszna, jaką ją malują i złapały wspólny język. Heath czuła, że nie mogła lepiej trafić, patrzyła na Longbottom z ogromnym podziwem i wierzyła, że może się od niej naprawdę wiele nauczyć, a to było istotne - nie znosiła stagnacji.
- Tak, ale czy miłość nie jest silniejsza od magii? - Zdaniem Wood miłość właśnie była najsilniejszą i najczystszą postacią magii. W końcu przychodziła zupełnie naturalnie, łączyła ludzi jeśli dobrze trafili na całe życia, jakby byli sobie przeznaczeni. Nic nie mogło być trwalsze, nawet jeśli rzuciło się na to jakieś zaklęcie, bo zaklęcia przecież można było złamać. Może Voldemort chciał skorzystać z tej pradawnej siły? - Nawet nie chciałby, a wykorzystał i nas. - W końcu i oni brali udział w rytuale, może im trochę nie wyszło, no ale próbowali.
- Cameron, nie dopuściłabym do tego, żeby ktoś inny zrobił to za ciebie. Kiedy wreszcie to zrozumiesz? - Powiedziała dosyć stanowczo. Miała wrażenie, że nadal do niego nie dociera, że ona sama wybrała właśnie jego, nie musiał jej nic udowadniać, ani nikomu innemu, bo Wood wiedziała swoje.
Nie miała pojęcia, że aż tak się bał, że ktoś może się nią zainteresować, może powinna bardziej okazywać, że jej na nim zależy? Wpatrywała się w niego teraz bardzo uważnie, nie mówiąc ani słowa. Powinna zmienić swoje zachowanie, skoro czuł się tak niepewnie. Może robiła coś nie tak i właśnie przez to nie do końca się to wszystko układało. Po tym Beltane czuła, że chce czegoś więcej, że zawsze jej tego brakowało w życiu.
- Rubinowe zdobienia pasują do moich włosów. - Uśmiechnęła się, bo pomysł nawet jej się spodobał. - Może bardziej jakiś pierścień, mógłbyś mnie nosić zawsze na palcu i miał pewność, że mnie nie zgubiłeś po drodze. - Pierścionek był mniejszy od szkatułki i łatwiejszy w przenoszeniu. - Jako miotła? Musiałbyś mnie ciągle trzymać w ręku, bo ty przecież nie latasz, to byłoby zabawne. - Sama nie wiedziała, czy chciałaby być miotłą, jednak pomysł na pewno nie był wcale taki najgorszy.