Nie było niczym złym by docenić walory drugiej osoby. Można było być facetem, spojrzeć na innego i stwierdzić, że jest przystojny, że się podoba. Można było być kobietą, spojrzeć na drugą, i potrafić wypunktować te wszystkie cechy, które sprawiały, że chciało się westchnąć. Niekoniecznie musiało to oznaczać, że było się zainteresowanym płcią przeciwną, a nawet jeśli tak… to co z tego? Guinevere była bardzo daleka od oceniania ludzi za ich preferencje, może to było bardzo progresywne podejście w obecnych czasach, ale akceptowała wszystkich ludzi, bo patrzyła na to jacy są, co sobą przedstawiają i wnoszą do jej życia i otaczającego świata; to kogo lubili a kogo nie lubili, nie miało żadnego znaczenia. McGonagall uśmiechnęła się do dziewczyny zachęcająco, kiedy ta przygryzła wargę – miała nadzieję, że jej nie speszyła. Z jakiegoś powodu ludzie czasami odbierali ją jako kogoś onieśmielającego, jej mocny charakter przebijał się na wierzch i niektórych przytłaczał… a ona nie chciała dla nikogo źle, nie chciała nikogo przyćmić. Najwyraźniej jednak posiadanie utrwalonych w głowie przekonań niektórzy odbierali za nieco… agresywne – nawet jeśli wcale nie próbowało się przekonać innych do swojego zdania i podejścia. Coś w tym musiało się odbijać na zewnątrz.
– Nie ważne co, ważne że mówią – odpowiedziała Ginny i upiła łyk piwa. – A przynajmniej niektórzy zdają się wyznawać taką zasadę, byle być na językach ludzi. Zdaje mi się jednak, że pan Minister wcale nie o to zabiega, a to jego przeciwnicy rozsiewają plotki? – kontynuowała, chcąc zachęcić swoją towarzyszkę do lekkiego otworzenia się i spojrzenia na sytuację nieco inaczej. W końcu powiedziała, że nie wie co odpowiadać ludziom. A Ginny… Ach. Ginny nie potrafiła przejść obojętnie obok kogoś, kto ewidentnie potrzebował pomocy. – Sama znam sytuację jedynie z opowieści ciotki. Ale wydaje mi się, że tego wszystkiego nie mogła zrobić jedna osoba, a co kolejna informacje jest bardziej absurdalna od drugiej. Nim został Ministrem chyba nie było słychać takich głosów? – zapytała i uśmiechnęła się znowu. – Nic nie szkodzi, ja mimo wszystko chętnie porozmawiam. Każde miejsce jest dobre, żeby kogoś poznać – puściła do Aveliny oczko i uśmiechnęła się słodko. – Ginevra, ale możesz mówić do mnie Ginny. Miło cię poznać – to i tak była skrócona wersja jej pełnego imienia: staroangielskiego Guinevere. Uważała, że jest piękne, ale nie zawsze nadawało się do kontaktów towarzyskich.