17.09.2023, 14:03 ✶
Nie trzeba opanowywać teorii kolorów, by wiedzieć, że połączenie czerwieni i złota było najprzytulniejszym spośród wszystkich barw domów Hogwartu. A promienie słońca wdzierające się przez wąskie okna wieży od południa aż do zachodu tylko wzmagały ten efekt kojarzący się z miękkimi kanapami w salonie babci. Nie zmieniało to jednak faktu, że Jane często brakowało szumu morza i zapachu morskiej bryzy, których szkolne jezioro nie potrafiło zastąpić. Skulona w jednym z foteli przy niskim stoliku, na którym Conan rozłożył swoją pracę domową, śledziła tekst książki. Spoglądający na nią z boku uczniowie mogli zachodzić w głowę, jakim cudem Zaawansowana Transmutacja mogła tak bardzo zaaferować Potterównę. Prawda jednak rozbawiłaby ich do łez. Bowiem Gryfonka podkradła jedną z książek leżących pod łóżkiem Brenny i zaczytywała się teraz w baśń o piratach i zagubionych w magicznej krainie dzieciach, których największym pragnieniem była zabawa i latanie. Infantylna do granic możliwości, ale przypominająca jedną z tych bajek, które Marion Delacour opowiadała swoim pociechom do snu.
- Bren! - niemal pisnęła Jane, podskakując w fotelu i natychmiast zatrzasnęła książkę, by panna Longbottom nie zorientowała się, że znów została pozbawiona jednej ze swoich własności. Nim w ogóle sięgnęłaby po swoją kolekcję mugolskich powieści, szatynka odłożyłaby ją na miejsce. - Ploteczki - klasnęła w dłonie, upuszczając książkę na kolana i pochyliła się do przodu, by lepiej widzieć dopiero co przybyłą dziewczynę. Jako prefekt Brenna zawsze miała najlepsze informacje, a tak przynajmniej zdawało się Jane. Bo czego mogła się dowiedzieć Potterówna podczas zaplatania warkoczy roztargnionym pierwszoklasistkom?
- Obstawiam Idę albo Theseusa. Nigdy nie byli zbyt lotni w transmutacji - przyznała, a zaraz po tym zerknęła na Conana, który tak bardzo zapatrzył się w swój referat, że chyba nie dosłyszał słów Brenny. - Ziemia do Wrighta! - zawołała, pstrykając mu przed oczami palcami, żeby w końcu oderwał się od różnic między zaklęciami wpływającymi na barwę.
- Bren, mój ojciec znowu eksperymentuje nad perfumami z Amortencją. Nawdychałam się jej już tyle, że zemdli mnie na sam widok nafaszerowanych nią czekoladek. Zresztą, niech ktokolwiek spróbuje nam coś takiego podrzucić, a jego głowa skończy jako macka ośmiornicy - odpowiedziała kuzynce, uśmiechając się nieco zadziornie, bo choć zazwyczaj stroniła od kłopotów, to jednak nie potrafiła odmówić dobrym zaklęciom transmutacyjnym. - Możemy obstawiać, kto znowu oberwie klątwą od Lestrange za próbę wyciągnięcia jej do Puddifoot.
Aż się wzdrygnęła na samą myśl o tej okropnej, różowej herbaciarni, do której wyciągnął ją kiedyś Diggory, a ona się zgodziła, byle tylko koleżanki dały jej spokój w kwestiach swatania z kimkolwiek.
- Con, uważaj, to podstęp. Do dzisiaj pamiętam, jak odkryła siostry Brontë i męczyła mnie książką o jakiejś Jane. Przeczytałaś ją w ogóle? - powiedziała, najpierw zwracając się do chłopaka, by po chwili odwrócić wzrok na Longbottom.
- Bren! - niemal pisnęła Jane, podskakując w fotelu i natychmiast zatrzasnęła książkę, by panna Longbottom nie zorientowała się, że znów została pozbawiona jednej ze swoich własności. Nim w ogóle sięgnęłaby po swoją kolekcję mugolskich powieści, szatynka odłożyłaby ją na miejsce. - Ploteczki - klasnęła w dłonie, upuszczając książkę na kolana i pochyliła się do przodu, by lepiej widzieć dopiero co przybyłą dziewczynę. Jako prefekt Brenna zawsze miała najlepsze informacje, a tak przynajmniej zdawało się Jane. Bo czego mogła się dowiedzieć Potterówna podczas zaplatania warkoczy roztargnionym pierwszoklasistkom?
- Obstawiam Idę albo Theseusa. Nigdy nie byli zbyt lotni w transmutacji - przyznała, a zaraz po tym zerknęła na Conana, który tak bardzo zapatrzył się w swój referat, że chyba nie dosłyszał słów Brenny. - Ziemia do Wrighta! - zawołała, pstrykając mu przed oczami palcami, żeby w końcu oderwał się od różnic między zaklęciami wpływającymi na barwę.
- Bren, mój ojciec znowu eksperymentuje nad perfumami z Amortencją. Nawdychałam się jej już tyle, że zemdli mnie na sam widok nafaszerowanych nią czekoladek. Zresztą, niech ktokolwiek spróbuje nam coś takiego podrzucić, a jego głowa skończy jako macka ośmiornicy - odpowiedziała kuzynce, uśmiechając się nieco zadziornie, bo choć zazwyczaj stroniła od kłopotów, to jednak nie potrafiła odmówić dobrym zaklęciom transmutacyjnym. - Możemy obstawiać, kto znowu oberwie klątwą od Lestrange za próbę wyciągnięcia jej do Puddifoot.
Aż się wzdrygnęła na samą myśl o tej okropnej, różowej herbaciarni, do której wyciągnął ją kiedyś Diggory, a ona się zgodziła, byle tylko koleżanki dały jej spokój w kwestiach swatania z kimkolwiek.
- Con, uważaj, to podstęp. Do dzisiaj pamiętam, jak odkryła siostry Brontë i męczyła mnie książką o jakiejś Jane. Przeczytałaś ją w ogóle? - powiedziała, najpierw zwracając się do chłopaka, by po chwili odwrócić wzrok na Longbottom.