Nawet nie zauważyła kiedy w sali zrobiło się tak luźno, że większość uczniów już porozchodziła się do swoich dormitoriów zmęczona kolejnym intensywnym dniem. Nefret nie czuła tego zmęczenia, była zafiksowana najpierw na wypracowaniu, potem na grze w kartach. Tak już miała – kiedy sobie coś umyśliła i na czymś skupiła, lubiła doprowadzić sprawy do końca, a kiedy ktoś przyniósł kości… To wiadome było że reszta jest nieważna. Trzeba było grać tak długo, aż wygra, bo inaczej nie wytrzyma. Przegrana wiązała się z tym paskudnym uczuciem w sercu, z takim ciągnięciem zupełnie nieznośnym. Aż zostali prawie sami.
– Bo są. To straszni nudziarze – nie odpowiedziała od razu, mając buzię zajętą cukierkami, które podjadała Jamilowi. Była kilka razy w Anglii, miała okazję trochę obserwować co tam się dzieje i jak zachowują się ludzie. Z początku to było dla niej tak cholernie dziwne… takie… egzotyczne. Jak na przykład to jak można się nie targować w sklepie o cenę? Przecież to element interakcji z drugim człowiekiem. A tam nie. Sprzedawca podaje cenę, wszystkim to pasuje, zero interakcji. To był dla niej za pierwszym razem szok i już miała to komentować, ale ojciec kazał jej się wtedy nie odzywać. Więc grzecznie siedziała cicho dopóki nie wyszli ze sklepu, wtedy zasypała go pytaniami. – Wystarczy, że coś troszeczkę odbiega od normy i już zaczynają się wielkie dyskusje, że ale jak to, tak nie wolno – przy słowie „troszeczkę” nawet zmrużyła oczy i bardzo zbliżyła do siebie kciuk i palec wskazujący lewej ręki, żeby pokazać jak niewielka była to odległość.
Anwar w końcu się ulitował i przysunął do niej miseczkę, co przyjęła z wdzięcznością. Nie, nie została tutaj z nim tylko dla słodkości, po prostu straciła poczucie czasu… Ale słodycze też miały jakiś swój udział w tym wszystkim.
– Tata mówi, że co jakiś czas ktoś podnosił ten temat na Sympozjum, że może dzieciaki nie powinno się zachęcać do nauki animagii, bo to przecież zbyt trudne i jeszcze zrobimy sobie krzywdę. I że bardzo się zdziwili jak zespół od nas przyjechał i im pokazał gdzie sobie mogą wsadzić te swoje obawy – powiedziała rozbawiona, również przechodząc na arabski. – Chciałabym to zobaczyć. Te ich miny. Pewnie ten cały Turkey czy jak mu tam zobaczył przed oczami te wszystkie swoje błędy i stąd ten wybuch złości – niektórzy nie potrafili się przyznawać do błędów. A jeszcze inni… Nie potrafili przegrywać. Przyganiał kocioł garnkowi. – Nieee no co ty. Nie zawieszą, bo musieliby we wszystkich szkołach zakazać uczyć transmutacji. Dopiero zrobiłby się szum – nie bardzo się martwiła, że coś takiego się stanie. A nawet jeśli… to co z tego? Zakażą animagom przemieniać się w zwierzęta? Sami się zaorają. Uagadou było największą i najstarszą szkołą magii, wywodziło się stąd wielu wybitnych czarodziejów i przez ogrom lat nikt nie zakazał nauczania tutaj zmiennokształtności. Miałoby się to zmienić przez jakiegoś frustrata, któremu pokazano, ze guzik się zna?
– Bo w tym ich kraju jest za mało słońca. Ciagle tylko deszcz, deszcz, chmury, zimno, to nie dziwne, że są tak mało wyluzowani – stwierdziła, ale uszu sobie nie zasłoniła. Jamil mógł przy niej przeklinać ile chciał. Natomiast jej zatroskana mina wskazywała na niewypowiedziane pytanie, które brzmiało „wszystko w porządku?”.