08.11.2022, 21:18 ✶
-Auaaaaa- jękneła, kiedy dostała kamykiem w zadek. Nie sądziła, że Charlie potrafi tak celnie rzucać. Nadal potrafił ją zaskoczyć. Teraz udało się jej nawet zlokalizować jego pozycję, musiała tylko się skupić, aby o tym pamiętać, że gdzieś tam leży
Nie chciała przecież go zdeptać.
- Ty chyba nigdy potwora nie widziałeś, potwór to wiesz, jakaś chimera, czy buchorożec. - zaczęła rękoma pokazywać swoją wizualizację tych stworzeń, o których wspomniała. Skakała przy tym do góry, żeby dotarło do nich jakie są wielkie. - To, to jakaś kaczka, albo podróba kaczki. Jakaś popierdółka. Nie znam się na ptakach, przynajmniej takich... - odparła zgodnie z prawdą. Raczej średnio interesowały ją zwierzęta, czego nie dało się nie zauważyć, jej wiedza w tym temacie była bardzo uboga. Obserwacji i osądu, wcale nie ułatwiał fakt, że była pod wpływem różnych substancji, do tego było ciemno. Warunki zdecydowanie nie sprzyjały zabawie w ornitologa. Cały świat przeciwko jej.
- Chcesz mnie oddać w ofierze kaczce?! Wiesz Ty co, Cami, po każdym bym się tego spodziewała, ale nie po Tobie! - krzyknęła oburzona. Te jej dwa pajace zaczęły się do siebie przytulać. Czyli znowu cały problem na jej głowie. Oczywiście. To ona była siłą w tym ich cudownym trio. Zaraz weźmie sprawy w swoje ręce. Musiała tylko pomyśleć, co zrobić. - Dobra chłopaki, mam nadzieję, że będziemy mieli jutro z tego obiad. - nie widziała innej możliwości, musiało się jej udać. Z takim nastawieniem podeszła do zadania, które sobie wyznaczyła.
Nie będzie ich tu przecież terroryzować jakaś wyrośnięty kaczka. Heather zacisnęła zęby, wzięła sobie do serca słowa Camerona. - Taś, taś kurwiu... Chodź no tutaj! - powoli, bardzo powoli zaczynała zbliżać się do tego potężnego przeciwnika. Nie chciała jej spłoszyć musiała wygrać ten pojedynek. Traktowała to bardzo poważnie, nie mogła z nią wygrać kaczka, bo się zapłacze. Próbowała nawiązać kontakt wzrokowy z gęsią, w końcu to był poważny pojedynek. - Boisz się, co, no i słusznie, zaraz dowiesz się, gdzie jest twoje miejsce- rzekła bardzo spokojnym głosem. Była skupiona jakby od tego miało zależeć co najmniej ich życie.
- W imieniem brygady uderzeniowej zostaniesz wzięta do niewoli, za atakowanie tych oto moich dwóch najlepszych pajaców! Pamiętaj, możesz zachować milczenie... - rzekła jeszcze do dużej kaczki, predatora, potwora po czym rzuciła się w jej stronę. Chciała skoczyć na plecy zwierzęciu i przygwoździć je do ziemi. Biegła pewnie krzywo, była niezbyt trzeźwa, czy udało jej się trafić tak jak chciała, to się miało dopiero okazać.
Nie chciała przecież go zdeptać.
- Ty chyba nigdy potwora nie widziałeś, potwór to wiesz, jakaś chimera, czy buchorożec. - zaczęła rękoma pokazywać swoją wizualizację tych stworzeń, o których wspomniała. Skakała przy tym do góry, żeby dotarło do nich jakie są wielkie. - To, to jakaś kaczka, albo podróba kaczki. Jakaś popierdółka. Nie znam się na ptakach, przynajmniej takich... - odparła zgodnie z prawdą. Raczej średnio interesowały ją zwierzęta, czego nie dało się nie zauważyć, jej wiedza w tym temacie była bardzo uboga. Obserwacji i osądu, wcale nie ułatwiał fakt, że była pod wpływem różnych substancji, do tego było ciemno. Warunki zdecydowanie nie sprzyjały zabawie w ornitologa. Cały świat przeciwko jej.
- Chcesz mnie oddać w ofierze kaczce?! Wiesz Ty co, Cami, po każdym bym się tego spodziewała, ale nie po Tobie! - krzyknęła oburzona. Te jej dwa pajace zaczęły się do siebie przytulać. Czyli znowu cały problem na jej głowie. Oczywiście. To ona była siłą w tym ich cudownym trio. Zaraz weźmie sprawy w swoje ręce. Musiała tylko pomyśleć, co zrobić. - Dobra chłopaki, mam nadzieję, że będziemy mieli jutro z tego obiad. - nie widziała innej możliwości, musiało się jej udać. Z takim nastawieniem podeszła do zadania, które sobie wyznaczyła.
Nie będzie ich tu przecież terroryzować jakaś wyrośnięty kaczka. Heather zacisnęła zęby, wzięła sobie do serca słowa Camerona. - Taś, taś kurwiu... Chodź no tutaj! - powoli, bardzo powoli zaczynała zbliżać się do tego potężnego przeciwnika. Nie chciała jej spłoszyć musiała wygrać ten pojedynek. Traktowała to bardzo poważnie, nie mogła z nią wygrać kaczka, bo się zapłacze. Próbowała nawiązać kontakt wzrokowy z gęsią, w końcu to był poważny pojedynek. - Boisz się, co, no i słusznie, zaraz dowiesz się, gdzie jest twoje miejsce- rzekła bardzo spokojnym głosem. Była skupiona jakby od tego miało zależeć co najmniej ich życie.
- W imieniem brygady uderzeniowej zostaniesz wzięta do niewoli, za atakowanie tych oto moich dwóch najlepszych pajaców! Pamiętaj, możesz zachować milczenie... - rzekła jeszcze do dużej kaczki, predatora, potwora po czym rzuciła się w jej stronę. Chciała skoczyć na plecy zwierzęciu i przygwoździć je do ziemi. Biegła pewnie krzywo, była niezbyt trzeźwa, czy udało jej się trafić tak jak chciała, to się miało dopiero okazać.
Rzut Z 1d100 - 94
Sukces!
rzucam na aktywność fizyczną, Heath skacze na gęśSukces!