Nie zamierzał niczego przed nią ukrywać. Nie teraz, kiedy już za chwilę miały zostać oficjalnie ogłoszone ich zaręczyny. To co było wcześniej, chciał odciąć przy pomocy grubej kreski. Wyraźnie widocznej kreski. Oczywiście przepraszać jej nie zamierzał. Nie uważał tego za konieczne, a i samą reakcje blondynki miał za odrobinę... cóż, zabawną. Ostatecznie przecież przy ich poprzednim spotkaniu nie zrobił niczego, z czego musiałby się teraz tłumaczyć. Tak mu się przynajmniej wydawało.
- Nie wiem po co mielibyśmy wracać do tamtej sytuacji. - Pozwala sobie nawet dać jej wyraźnie do zrozumienia, co o tym myśli. Nieistotna bzdura. Tylko tyle.
Prowadząc dziewczynę do salonu, nie zwraca uwagi na to, że ta po drodze sięga po lampkę wina. Albo inaczej. Uwagę może i zwraca, ale z lekkim opóźnieniem udaje mu się połączyć fakty. Połapać się, co wpadło w ręce Séraphine Anne. Nie jest w stanie zareagować na czas. Zresztą... czy w innym przypadku zdecydowałby się to zrobić? Znając życie, co najwyżej zadbałby o to, aby alkohol trafił do kobiety nieco później. Może po polowaniu?
Teraz jednak nie ma czasu, żeby się nad tą kwestią niepotrzebnie rozwodzić.
Unosi ku górze jeden z kącików ust, kiedy z ust blondynki zaczynają wychodzić kolejne słowa. Nieco zniekształcone, wskazujące na to, że drobny psikus, na który zdecydowali się razem z Geraldine... cóż, po prostu zadziałał.
- Pozwolisz, że zajmę się... - Nie kończy. Wyjmuje z dłoni Séraphine kieliszek, odstawia na najbliższy stół, ewentualnie inny mebel. - Na razie wystarczy. - Dodaje, nie kryjąc się ze swoim rozbawieniem. Przy okazji zauważa zbliżających się w ich kierunku Logana i jego towarzyszkę. Oj, dziewczyna prezentuje się naprawdę interesująco. Ciężko było nie zwrócić uwagi na strój, w którym zdecydowała pojawić się na polowaniu. Zanim jednak dane jest mu zareagować, obok niego i Séraphine Anne, pojawiają się Gerard i Rene. Obydwaj panowie zdecydowali się wrócić, dołączyć do pozostałych gości.
Nie powstrzymuje się przed parsknięciem śmiechem w reakcji na słowa wypowiedziane przez ojca. Gdyby miał w tym momencie jakiś alkohol, albo nawet zwykły napój, Theon najpewniej by się nim opluł. Tyle szczęścia.
- Wszyscy wiemy jaki jest... - Również urywa wypowiedź. Nie wtrąca się w to, co do powiedzenia mają kolejno ojciec i Logan. Obserwuje. Słucha. Uśmiecha się, czasem zaśmieje. Normalne reakcje. Nic szczególnie niegrzecznego. Stara się przy okazji mieć oko na swoją towarzyszkę. Nie chciałby, żeby pod wpływem wina zrobiła coś, czego mogłaby później żałować. Czyżby jakieś resztki przyzwoitości?
Nawet jeśli, to te na pewno są chwilowe.
- Wiesz jak to się mówi. Każda okazja jest dobra do tego, żeby się napić. - Stwierdza, kiedy kuzyn wreszcie zwraca się do niego samego. Obydwoje dobrze wiedzą jak mają się sprawy. Gdyby tylko to zależało wyłącznie od Theona, nie byłoby mowy o żadnym ślubie. Ani teraz, ani w najbliższej przyszłości. Nie potrzebował kuli u nogi. Cenił sobie swoją wolność, niezależność. Ich utratę trzeba będzie porządnie opić, to pewne.
- Dobrze, że ją przynajmniej ostrzegłeś. - Tymi słowy Gerard reaguje na to, co do powiedzenia miał Logan. Następnie spogląda na towarzyszącą mu kobietę. - Dobrze, że masz na tyle rozumu, żeby go nie słuchać, Seraphino. Nic dobrego by z tego nie wyszło. - Śmieje się. Nie to, żeby Logana krytykował. Nic z tych rzeczy. Ulubieńcowi żony by tego nie zrobił.