Dla Aveliny nie była to pomyłka. Zrobiłaby to nawet jeśli on by tupnął nóżką i powiedział, że nie jedzie. Potrzebowała wyrwać się z Londynu, potrzebowała zniknąć z tamtego świata, potrzebowała wolnego. Nawet jeśli wysiądzie po drodze na nieplanowanej stacji to nie będzie narzekać. Po prostu pójdzie zwiedzać inną okolicę, nie będzie na niego czekać, a podejrzewała, że Augustus przekroczy granicę i mocno zajdzie jej dzisiaj za skórę. Chciała, aby chociaż raz wyluzował, aby chociaż raz odpuścił jej tych swoich oczekiwań wobec niej. Chciała być dzisiaj kimś innym. Nie chciała być Aveliną Paxton. Chciała być bezimienną dziewczyną, która mogła cieszyć się dobrą pogodą, przygodą i podróżą w nieznane. Chciała być swoimi rodzicami, którzy nie bali się robić takich rzeczy, którzy podróżowali po świecie nie oczekując od siebie niczego.
Przewróciła oczami na jego słowa. Co miała mu powiedzieć? Jak miała się zachować? Wkurzało ją to, że był taki na nie, aby zaraz zacząć ją dręczyć. Nie potrafiła go zrozumieć. W jednej chwili proponuje jej przyjaźń, aby w następnej ją całować i się do niej dobierać. Wiedziała, że jest podły, że odreagowuje swoje stresy związane z życiem w społeczeństwie oczekiwań, ale czemu musiał robić to na niej? Czemu nie mógł być wobec niej po prostu Rookwoodem? Gadatliwym, emocjonalnym, wkurzającym, ale ciepłym. Pamiętała, że był ciepły.
– To po co tak uparcie próbujesz spędzać ze mną czas? – zapytała patrząc na niego zagadkowo. Nie ruszyła się ze swojego miejsca, gdy on wstał i zasłonił widok na korytarz. Zmarszczyła brwi, ale nie spięła się. Potrafiła się w razie potrzeby bronić, mogła w każdym momencie zmienić swoją postać i podrapać mu tą bezwstydną twarz. Ukarać go za to, że próbuje traktować ją w ten sposób. Jeśli chciał mieć w niej przyjaciółkę powinien się jeszcze dwa razy zastanowić nim posunie się za daleko. Nie spuszczała z niego wzroku swoich czekoladowych oczu. Uniosła brwi ku górze, gdy się przed nią skłonił. Nim zdążył zareagować złapała jego koszulkę w swoją pięść i przyciągnęła do swojej twarzy.
– Słuchaj Rookwood nie igraj sobie ze mną. Chciałeś się ze mną spotkać, więc nie udawaj wielce skrzywdzonego i oszukanego. Zgodziłeś się na moje warunki więc wyluzuj i zacznij się dobrze bawić. Nie jestem twoją żoną, nie jestem twoim ojcem, ani siostrą. Chciałeś, abym była twoją przyjaciółką, więc mi zaufaj i wyluzuj, bo nie będę cię oceniać. Jestem ostatnią osobą, która mogłaby ci zrobić krzywdę, więc przestań się bronić – podniosła się i popchnęła go na kanapę pociągu – Idę zamówić kawę. Masz na coś ochotę? – oparła swoją dłoń o zagłówek kanapy i uśmiechnęła się złośliwie pochylając nad nim. W następnej chwili odsunęła się od niego i stanęła bliżej wyjścia.