Gdy dziewczyna podjęła rozmowę poczuła ulgę, której nawet nie była w stanie ukryć. Dzisiejszy dzień był mocno wyczerpujący, ale prawie jak każdy. Avelina nie brała praktycznie wolnego w pracy, pracowała od poniedziałku do niedzieli – nawet jeśli apteka w niedziele była zamknięta przychodziła tam, aby robić eliksiry, aby je uzupełniać. Podjęła się nawet zadania ogarniania dokumentacji związanej z prowadzeniem działalności, aby odciążyć swojego szefa, który spodziewał się pierwszego dziecka. Mówił jej, że żona źle się czuje i ciągle się o nią martwił, więc dziewczyna bez zastanowienia podjęła się próby ogarnięcia tego miejsca na własną rękę. Avelina dopiła swojego grzańca i zamówiła dla siebie piwo, domówiła również słone paluszki, aby miała czym zagryźć napój. Guinevere mogła bez problemu częstować się zamówioną przekąską.
– To fakt – zgadzała się z Ginny, że spora ilość osób lubiła, gdy się o nich mówiło, ale czuła, że nie o to chodziło Ministrowi. Był rewolucjonistą i działał przeciwko tym, którzy nieprzychylnie patrzyli na mugolaków. – Nie, moim zdaniem trafił na nieodpowiedni moment – odpowiedziała krótko wracając do bycia Aveliną Paxton. – Też tak myślę. Polityka przypomina trochę wojnę i to dosyć brutalną, bo nie ma tam nawet zasad moralnych i często ludzie wyciągają brudy innych, które nie mają wpływu na ich funkcje – zauważyła. Na słowa o tym, że dziewczyna chętnie z nią porozmawia uśmiechnęła się niepewnie, ale ciepło. Miała nadzieję, że się nie zbłaźniła.
– Wzajemnie. Chyba nie jesteś stąd, nie? – zapytała niepewnie mrużąc przy tym oczy i przyglądając się jej uważnie. Słyszała w jej głosie nuty innego akcentu, ale teraz strzelała w ciemno.