17.09.2023, 20:24 ✶
Zamarłem na wspomnienie o mojej żonie i mój Ojcu, ale nie na długo, bo zaraz pozwoliłem sobie na to by Avelina popchnęła mnie na kanapę pociągu. Co prawda, nie spodziewałem się tego, ale byłem pewien, że byłbym w stanie utrzymać się na nogach, gdybym chciał. Chyba za bardzo byłem jej poddany, a może ciekawe, co chciała mi zaserwować? Z początku spodziewałem się spoliczkowania, ale nie... Teraz to ona górowała nade mną, a mnie owionął intensywny zapach lawendy. Zaciągnąłem się nim, kiedy Avelina już odstępowała ode mnie na krok, dwa, trzy...
Mruknąłem, sam nie wiem dokładnie co pod nosem. Chwilę potrwało, nim poukładałem sobie w głowie to, o co pytała.
- Ach, poproszę kawę. Chętnie napiję się kawy - stwierdziłem, leżąc sobie na tej kanapie. Nie miałem pojęcia w tej chwili, czy byłem szczęśliwy, czy raczej plułem sobie w brodę. Emocje mieszały się we mnie, a ja nie chciałem się do nich przyznawać. Udawałem, że jestem osobnym organizmem. Stałem obok całego tego szmelcu. Cuchnął dramatem.
- Za bardzo nie wiem, czego ode mnie oczekujesz... - odezwałem się jeszcze, zanim wyszła z przedziału. Chyba zaczynały przemawiać emocje. - Kiedy chcę być sobą, albo mnie obrażasz, albo każesz mi iść, albo wytykasz mi błędy, albo wywracasz mi plany do góry nogami. Ogólnie mnie odtrącasz. Na to wygląda, że nie ma dla nas złotego środka. Ani przyjaźń, ani nienawiść - podsumowałem, wzruszając ramionami i kładąc się na kanapie, kompletnie już tracąc ją sprzed moich oczu. Wpatrzyłem się na chmury przemykające za oknem pędzącego pociągu. Jechaliśmy w siną dal. Pójdziemy na rzeki Manchesteru. Jedna będzie dla mnie, druga dla Aveliny. Brzmiało fair. Nawet pozwolę jej wybrać pierwszej, żeby przypadkiem nasze drogi się nie połączyły. Szkoda by było tracićsiły na krzyki, skoro można było podziwiać bród zmieszany z błotem i mułem.
- Kawę z mlekiem, bez cukru - dodałem, bo przecież nie wiedziała, jaką kawę pijam. Nie mogla wiedzieć. Nie przyjaźniliśmy się... zbyt normalnie. - I może jakieś ciastko. Z kremem? - mruknąłem zamyślony. Pani skrzat szła po kawkę, a pan sobie zamierzał spać, hihi.
Mruknąłem, sam nie wiem dokładnie co pod nosem. Chwilę potrwało, nim poukładałem sobie w głowie to, o co pytała.
- Ach, poproszę kawę. Chętnie napiję się kawy - stwierdziłem, leżąc sobie na tej kanapie. Nie miałem pojęcia w tej chwili, czy byłem szczęśliwy, czy raczej plułem sobie w brodę. Emocje mieszały się we mnie, a ja nie chciałem się do nich przyznawać. Udawałem, że jestem osobnym organizmem. Stałem obok całego tego szmelcu. Cuchnął dramatem.
- Za bardzo nie wiem, czego ode mnie oczekujesz... - odezwałem się jeszcze, zanim wyszła z przedziału. Chyba zaczynały przemawiać emocje. - Kiedy chcę być sobą, albo mnie obrażasz, albo każesz mi iść, albo wytykasz mi błędy, albo wywracasz mi plany do góry nogami. Ogólnie mnie odtrącasz. Na to wygląda, że nie ma dla nas złotego środka. Ani przyjaźń, ani nienawiść - podsumowałem, wzruszając ramionami i kładąc się na kanapie, kompletnie już tracąc ją sprzed moich oczu. Wpatrzyłem się na chmury przemykające za oknem pędzącego pociągu. Jechaliśmy w siną dal. Pójdziemy na rzeki Manchesteru. Jedna będzie dla mnie, druga dla Aveliny. Brzmiało fair. Nawet pozwolę jej wybrać pierwszej, żeby przypadkiem nasze drogi się nie połączyły. Szkoda by było tracićsiły na krzyki, skoro można było podziwiać bród zmieszany z błotem i mułem.
- Kawę z mlekiem, bez cukru - dodałem, bo przecież nie wiedziała, jaką kawę pijam. Nie mogla wiedzieć. Nie przyjaźniliśmy się... zbyt normalnie. - I może jakieś ciastko. Z kremem? - mruknąłem zamyślony. Pani skrzat szła po kawkę, a pan sobie zamierzał spać, hihi.