Niektóre panienki to były właśnie takie sztywniary, ubrudzić sobie w czymś rączki, zobaczyć szarańcze albo innego robala i od razu pisk. Ale nie Nef, nie. Ona nie miała problemu z wsadzeniem łapsk w ziemię, z brudem pod paznokciami (który przecież zaraz wyczyści), z tym, że opowie jakiś żart (nawet trochę nieprzystojący…). Nadal była damą i potrafiła nosić głowę wysoko, lepiej było o tym nie zapominać, ale zwyczajnie lubiła popsocić, pobawić się. Zdecydowanie nie była jak siostry Jamila.
– Jeszcze tego nie sprawdzałam, ale całkiem możliwe. Na szczęście nie wszyscy się do tego stosują – jej tata na przykład nie był takim sztywniakiem. Nie mógł być, bo matka by na niego przecież wtedy nie spojrzała… prawda? – Ale większość… Żebyś ty widział te damulki na salonach. Ciocia Esme mi kiedyś opowiadała i pokazywała zdjęcia. Zgrooza – Guinevere naprawdę była momentami przerażona zwyczajami jakie panowały w Wielkiej Brytanii pomiędzy magiczną społecznością (bo mugole to mało ją obchodzili i zupełnie się nimi nie interesowała). Podział czarodziejów ze względu na tych „czystej krwi”, „półkrwi” i „mugolaków”, choć oczywisty, ale tak surowo przestrzegany, niemal jeżył włos na głowie a przede wszystkim sprawiał, że McGonagall zastanawiała się „ale po co?”. Czarodziej to czarodziej.
– Bo ja wiem… Może ma rację ten twój tatko – może coś w tym było, przecież i ona i Jamil opanowali dwa języki, a mieli dopiero trzynaście lat, a to już więcej niż niektórzy dorośli czarodzieje przez całe swoje życie. Co do animagii trudno jej się było wypowiedzieć – bo to było bardzo dużo pracy, kiedy już wybrało się swoje zwierzę i obserwowało je i próbowało przemienić… I próbowało i próbowało i próbowało. Nefret cała ta iluminacja przychodziła nad wyraz łatwo, ale jej ojciec mówił jej, że i on bardzo szybko był w stanie się przemienić. Coś było w ich genach. Wzięła do rąk podsuniętą jej gazetę i przez moment w ciszy przyglądała się przemianie jednego z uczniów w gazelę, ale najcenniejsze były miny widowi. Ginevra aż parsknęła w głos, nie mogąc się opanować. – Przecież nikomu nie dzieje się tutaj krzywda od setek lat! – żachnęła się. – Lepiej niech się cieszą, bo i badania nad transmutacją są u nas na dużo wyższym poziomie, i mogą z tego korzystać – złożyła i odłożyła gazetę, ruchomą fotografią do góry. No co, tak jakby nigdy animaga nie widzieli? Na Sympozjum Animagów?
– Ty – odpowiedziała mu po prostu, najpewniej całkowicie niepotrzebnie. – To nic ciekawego. Zimno, biało i wieje – wyjaśniła mu, bo ona była w Anglii w okresie Yule. Tata chciał czasami spędzać czas z rodziną, której nie widywał na co dzień. – Wiem co to jest – więc po co miała się pytać? Zdawało się to być stratą czasu. – Obchodzi się to? U ciebie w domu? – zapytała jednak bo jedno to wiedzieć co to, a drugie to brać udział.
– Następnym razem trzeba się z nim o coś założyć – stwierdziła po prostu, zapatrzywszy się w korytarz prowadzący na klakę schodową do sypialni. – Może wtedy się tak łatwo nie wywinie, bo się wystraszy, że straci twarz.