Moment, w którym dostajesz się do środka ruin zawsze był ekscytujący. Ale prawdziwe emocje przychodziły wtedy, kiedy okazywało się, że nie są puste. Że na ścianach ostały się malowidła, że przy ścianach stoją skrzynie pełne… niekoniecznie złota, nie. Pełne przeróżnych przyrządów, ale co najważniejsze – pergaminów. To z tekstów dowiadywali się zazwyczaj najwięcej, więc wydobycie ich stamtąd i zabezpieczenie wydawało się być priorytetowe – bo jak stracą te zapiski, to… cóż. Przyjdzie im kluczyć bardzo po omacku.
Guinevere nie siedziała z resztą ekipy, nie przeglądała tych papierów, które tam trafiły do wstępnego obejrzenia. Na starożytnych ruchach znała się niezbyt, jej obecność tam była więc całkowicie zbędna. Gdyby trafili na coś, czego wstępnie przetłumaczyć nie potrafią, to na pewno ją poinformują, była o tym przekonana. A tymczasem… przyglądała się z uwagą Shafiqowi, który chyba bardziej niż samą treścią kawałka papieru interesował się jego wykonaniu, jakości.
– Podejrzewam, że wystarczy. Pytanie czy to będzie ten duch, o którego chodzi – ona też się znała na wywoływaniu duchów, przynajmniej jeśli chodzi o teorię, w Uagadou stawiali nacisk na tego typu wiedzę. Wywoływać co prawda nie potrafiła, ale w porównaniu do gówniarzy z Hogwartu – przynajmniej była w zakresie tej wiedzy przeszkolona znacznie bardziej. A Anwara widziała w akcji nie raz.
Po chwili jednak straciła zainteresowanie przyglądaniu się Cathalowi i z założonymi rękoma nachyliła się nad ławą, zerkając na pozostawione tam papiery. Coś o zbiorach, jakaś dziwna lista z jeszcze dziwniejszymi znaczkami, kartka z pamiętnika… a może list – w każdym razie coś o jakimś zmarłym. Wstępne oględziny mówiły o dość fascynującym odkryciu, udokumentowanie tego wszystkiego, spisanie – na pewno będzie bardzo ważne. Czy przełomowe? Może. McGonagall wyprostowała się i wtedy jej wzrok padł na pozostawiona z boku rulony. W dość nienajlepszym stanie.
– Cathal? Czemu to tu jest? Nie powinniśmy tego… – wysłać do Londynu? – chciała dokończyć, ale urwała i uniosła dłoń, masując sobie skroń. Brwi miała zmarszczone, jasnobrązowe oczy wpatrywały się w zwoje. Litery przesuwały się po pergaminie. Zmieniały miejsce, obracały się… – Ughh – mruknęła i zmarszczyła się jeszcze mocniej. Miała wrażenie, że coś napiera na jej umysł. Aż przymknęła oczy, starając się oczyścić umysł ze zbędnych myśli. Czy powinna coś zobaczyć? To było takie dziwne wrażenie…