17.09.2023, 23:19 ✶
– To pańska decyzja. Rezultatów w takim wypadku jestem jednak pewna na osiemdziesiąt procent – odparła, tym samym, rzeczowym tonem co wcześniej. Teraz, po kilku próbach, w przypadku łamaniu rytuału dla obu osób była już pewna swego na tyle, że szanse oceniała na dziewięćdziesiąt dziewięć procent, ten jeden pozostawiając na pewien pierwiastek chaosu, który niekiedy wkradał się w takie sytuacje. Słowa Notta jednak tylko potwierdzały to, o czym pomyślała: on i jego „partnerka” nie byli w dobrych stosunkach. – Rozumiem, że to przypadek rytuału nieudanego? – dodała jeszcze dla porządku. Nie, nie interesowały jej jego prywatne sprawy. Bo istotnie, Florence wobec obcych była surowa, zdystansowana i nie miała ochoty dowiadywać się o nich więcej niż potrzeba. Ale w przypadku łamania rytuału miało to znaczenie, nawet jeżeli stosunkowo niewielkie.
Przeszła wzdłuż koła, które ustawił, a potem machnięciem różdżki przestawiła jedną ze świec. Jego ustawienie też by zadziałało, ale ot, oko Florence szybko wyłapywało jakiekolwiek nierówności. Krąg to krąg, powinien wyglądać idealnie.
– Proszę usiąść w środku. Nie odzywać się, jeżeli nie będzie działo się coś niepokojącego. Na skutek wdychania dymu może wystąpił odurzenie, a jeśli rytuał był nieudany, także uczucie przygnębienia. To naturalne. Nienaturalne będą bóle głowy, żołądka oraz silne mdłości. Je proszę zgłaszać – wyrecytowała kobieta, wskazując różdżką Nottowi, gdzie dokładnie ma siąść. – Może się pan ruszać, ale proszę nie wychodzić z kręgu, nie wystawiać z niego rąk. Wszystko potrwa około kilkunastu minut – wyrecytowała kolejne informacje, woląc uniknąć zbędnych pytań i podobnych pogawędek.
Poczekała aż Philip usiądzie w środku kręgu. A potem rozpoczęła niemal dokładnie tę samą procedurą, jaką zastosowała przy Geraldine, również samodzielnie łamiącej więź. Początkowo zresztą zgodną z tym, co robiła i w innych przypadkach – zaczęła odpalać świece, przemieszczając się w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara, a pomieszczenie powoli wypełniał dym…
Przeszła wzdłuż koła, które ustawił, a potem machnięciem różdżki przestawiła jedną ze świec. Jego ustawienie też by zadziałało, ale ot, oko Florence szybko wyłapywało jakiekolwiek nierówności. Krąg to krąg, powinien wyglądać idealnie.
– Proszę usiąść w środku. Nie odzywać się, jeżeli nie będzie działo się coś niepokojącego. Na skutek wdychania dymu może wystąpił odurzenie, a jeśli rytuał był nieudany, także uczucie przygnębienia. To naturalne. Nienaturalne będą bóle głowy, żołądka oraz silne mdłości. Je proszę zgłaszać – wyrecytowała kobieta, wskazując różdżką Nottowi, gdzie dokładnie ma siąść. – Może się pan ruszać, ale proszę nie wychodzić z kręgu, nie wystawiać z niego rąk. Wszystko potrwa około kilkunastu minut – wyrecytowała kolejne informacje, woląc uniknąć zbędnych pytań i podobnych pogawędek.
Poczekała aż Philip usiądzie w środku kręgu. A potem rozpoczęła niemal dokładnie tę samą procedurą, jaką zastosowała przy Geraldine, również samodzielnie łamiącej więź. Początkowo zresztą zgodną z tym, co robiła i w innych przypadkach – zaczęła odpalać świece, przemieszczając się w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara, a pomieszczenie powoli wypełniał dym…