18.09.2023, 00:10 ✶
Samo dostanie się do ruin było ekscytujące, ale Cathala faktycznie w pierwszej kolejności fascynowało coś innego. Nawet nie skarby, lecz szansa na znalezienie odpowiedzi na pytania, dotyczące tej wioski. Początkowo Shafiq spodziewał się, że będzie tutaj… nie nudno, ale też na pewno nie tak intrygująco, jak w Irlandii, Peru czy w Egipcie. Tymczasem okazywało, że walijska wioska skrywała równie wiele, jeżeli nie więcej zagadek niż podziemia egipskich piramid.
A Cathal kochał rozwiązywać zagadki.
– Ostatecznie inny również może udzielić nam odpowiedzi… przynajmniej niektórych. O ile uda się kogokolwiek wywołać – powiedział Shafiq. Chodziło w końcu o kogoś nie żyjącego od bardzo dawna, o kim nie wiedzieli wiele. Czy ktokolwiek się pojawi? Czy udzieli odpowiedzi na ich pytania, czy nie zechce współpracować?
– Te zwoje? – spytał, odrywając spojrzenie od mapy nieba i przenosząc je na Guinevere. – Nie znam języka, w którym je zapisano – wyrzucił z siebie, z odrobiną frustracji. Bo to nie były przecież nawet żadne języki starożytne, więc dlaczego on, który od małego równie dobrze rozumiał angielski, co rosyjski, chiński czy plemienne języki z małych wysepek, nie miał pojęcia, co tam napisano? Miał wrażenie, że może to był jakiś kod, ale nie widział w nim wzoru. Chciał zerknąć na te papiery, nawet jeżeli powinny trafić do Londynu, a nie zostawać tutaj, ze względu na ich stan.
Tymczasem przed oczyma kobiety litery zaczynały układać się w słowa.
W zdania.
Cathal nie rozumiał, za to Guinevere… owszem. Chociaż głowa bolała ją, ilekroć spoglądała na zwój, gdy bardzo się skupiła, była w stanie je odczytać. A może nie odczytać? Tylko pojąć znaczenie zapisanych słów?
A Cathal kochał rozwiązywać zagadki.
– Ostatecznie inny również może udzielić nam odpowiedzi… przynajmniej niektórych. O ile uda się kogokolwiek wywołać – powiedział Shafiq. Chodziło w końcu o kogoś nie żyjącego od bardzo dawna, o kim nie wiedzieli wiele. Czy ktokolwiek się pojawi? Czy udzieli odpowiedzi na ich pytania, czy nie zechce współpracować?
– Te zwoje? – spytał, odrywając spojrzenie od mapy nieba i przenosząc je na Guinevere. – Nie znam języka, w którym je zapisano – wyrzucił z siebie, z odrobiną frustracji. Bo to nie były przecież nawet żadne języki starożytne, więc dlaczego on, który od małego równie dobrze rozumiał angielski, co rosyjski, chiński czy plemienne języki z małych wysepek, nie miał pojęcia, co tam napisano? Miał wrażenie, że może to był jakiś kod, ale nie widział w nim wzoru. Chciał zerknąć na te papiery, nawet jeżeli powinny trafić do Londynu, a nie zostawać tutaj, ze względu na ich stan.
Tymczasem przed oczyma kobiety litery zaczynały układać się w słowa.
W zdania.
Cathal nie rozumiał, za to Guinevere… owszem. Chociaż głowa bolała ją, ilekroć spoglądała na zwój, gdy bardzo się skupiła, była w stanie je odczytać. A może nie odczytać? Tylko pojąć znaczenie zapisanych słów?