Heather wróciła do pracy. Miała wrażenie, że odkąd tylko się w niej pojawiła działo się COŚ. Nie miała zbyt wiele czasu, aby ponownie się odnaleźć. Od razu została rzucona na głęboką wodę. Może to i lepiej, przynajmniej bardzo szybko wpadła w wir pracy. Czuła, że jest w ciągłym biegu, bo tyle było naglących spraw, a gdzie czas na życie towarzyskie?
Little Hangleton nie kojarzyło się jej najlepiej. To tutaj wraz z Patrickiem, Mavelle i oczywiście Brenną znaleźli ogromną ilość ciał w sadzawce. Pierwszy raz w życiu widziała trupy, nadal wracał do niej ten obraz. Miała wrażenie, że wydarzyło się to bardzo dawno temu, a przecież minęły ledwie dwa miesiące. W między czasie działo się tyle, że te wspomnienia wydawały się być bardziej odległe. Spotkały też w okolicy żywe trupy, i inne dziwne stwory, Heather uważała, że to miejsce jest przeklęte, ale nie mówiła tego na głos. Kiedy dowiedziała się, że przybędą tutaj dzisiaj z Brenną wiedziała, że powinna szykować się na najgorsze.
Oczywiście, że wzięła miotłę, miała ją zawieszoną na specjalnym, skórzanym pasku na plecach. Okazało się, że bardzo często była przydatnym narzędziem podczas pracy brygadzistów, ale też ekspresowym środkiem na ewentualny odwrót. Nie znosiła teleportacji. Nigdy nie ukończyła kursu, zawsze gdy przemieszczała się w ten sposób z Charliem kończyło się to wymiotami. Taka już była jej natura, nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Unikała więc jej jak ognia (może nie do końca, bo przecież ogień ją dosięgnął w Beltane).
Była nieco zaskoczona, że nie idą w las we dwie, tylko mają towarzystwo. Nie skomentowała jednak tego w żaden sposób. Może potrzebowały wsparcia? Wszystko wyjaśniło się, gdy szli w głąb lasu. Najwyraźniej ten chłopak, swoją drogą wyglądający jak cud, który stąpał po ziemi znał drogę. Szła więc za Brenną w milczeniu, rozglądając się przy tym uważnie. Nie znosiła tego lasu. Zagrożenie mogło wyłonić się zza krzaka w każdym momencie.
Apollo pilnował tyłów, tyle, że właśnie. Coś się nie zgadzało. Przestał się odzywać, gdy Longbottom zadała pytanie. Wood odwróciła się gwałtownie i cóż, zniknął. - Chyba mamy prbolem Brenn... - Jakby ta jeszcze sobie tego nie uzmysłowiła.
Spoglądała na podłoże, ślady faktycznie po prostu się urywały. - Może się stąd teleportował, czegoś się przestraszył? - Próbowała podejść do tego pozytywnie, przecież nie mógł zapaść się pod ziemię.
Popatrzyła dłużej na Brennę. Jej wzrok sugerował co myśli. Naprawdę? Nie zamierzała jednak dyskutować, tylko przysunęła się bliżej niej, aby ta mogła złapać ją za nadgarstek. W dłoni trzymała różdżkę, gotowa do ewentualnego ataku, bo niebezpieczeństwo mogło pojawić się w każdym momencie.