18.09.2023, 14:34 ✶
- Eh, to pewnie przez jazdę. Trochę śpieszyłem i mogło je faktycznie rozwiać - odpowiedział na krytykę Eden, spoglądając nieco zawiedzony na zebrany przez siebie bukiet. Z drugiej jednak strony, nie wydawał się w żaden inny sposób przejęty jej komentarzem, na koniec nawet odwzajemniając jej życzliwy uśmiech.
- Można - odpowiedział szybko na wzmiankę o stodole, upijając łyk kawy - Niestety, ostatnie dwa dni były pracowite. Najpierw opanowywanie największych strat, potem przeszukiwanie Kniei. Sama stodoła zeszła nieco na dalszy plan. Nie kosztuje to dużo, ale preferuję rzetelną pracę własnych rąk, przynajmniej jeśli chodzi o moje własne gospodarstwo - wytłumaczył jej cierpliwie. Miała rację, jeśli miałby zatrudnić kogoś do tego, to wcale nie zauważyłby poniesionych kosztów.
- Tak, jestem pewien, że... - zaczął odpowiadać Mavelle, ale zamilkł nagle, marszcząc przy tym brwi w konsternacji, kiedy doszło do niego co powiedział Alastor. Zaczął liczyć, przesuwając kciukiem po paliczkach dłoni i bezgłośnie poruszając wargami. W końcu nabrał gwałtownie powietrze w płuca, łapiąc się za głowę. - Grażynka! Nie znalazłem Grażynki! - oznajmił trwożnym głosem, garbiąc się zaraz na krześle przybity, sącząc przez moment swoją kawę.
- To nie było zabawne. Myślałem że umrę - burknął w stronę Alastora Bertie, ściągając przy tym usta, jakby nieco rozczarowany. Kiedy się wywrócił, życie mu niemal przeleciało przed oczami i jeszcze niezbyt przeszedł nad tym do porządku dziennego. Był rzemieślnikiem, a nie potężnym, zaprawionym w boju wojownikiem jak Alastor i fizycznie, to mógł sobie poradzić co najwyżej z widłami pełnymi gnoju, albo żeliwnym kociołkiem. Walczenie z prawdziwym niebezpieczeństwem nie leżało w jego naturze.
- Można - odpowiedział szybko na wzmiankę o stodole, upijając łyk kawy - Niestety, ostatnie dwa dni były pracowite. Najpierw opanowywanie największych strat, potem przeszukiwanie Kniei. Sama stodoła zeszła nieco na dalszy plan. Nie kosztuje to dużo, ale preferuję rzetelną pracę własnych rąk, przynajmniej jeśli chodzi o moje własne gospodarstwo - wytłumaczył jej cierpliwie. Miała rację, jeśli miałby zatrudnić kogoś do tego, to wcale nie zauważyłby poniesionych kosztów.
- Tak, jestem pewien, że... - zaczął odpowiadać Mavelle, ale zamilkł nagle, marszcząc przy tym brwi w konsternacji, kiedy doszło do niego co powiedział Alastor. Zaczął liczyć, przesuwając kciukiem po paliczkach dłoni i bezgłośnie poruszając wargami. W końcu nabrał gwałtownie powietrze w płuca, łapiąc się za głowę. - Grażynka! Nie znalazłem Grażynki! - oznajmił trwożnym głosem, garbiąc się zaraz na krześle przybity, sącząc przez moment swoją kawę.
- To nie było zabawne. Myślałem że umrę - burknął w stronę Alastora Bertie, ściągając przy tym usta, jakby nieco rozczarowany. Kiedy się wywrócił, życie mu niemal przeleciało przed oczami i jeszcze niezbyt przeszedł nad tym do porządku dziennego. Był rzemieślnikiem, a nie potężnym, zaprawionym w boju wojownikiem jak Alastor i fizycznie, to mógł sobie poradzić co najwyżej z widłami pełnymi gnoju, albo żeliwnym kociołkiem. Walczenie z prawdziwym niebezpieczeństwem nie leżało w jego naturze.