08.11.2022, 22:51 ✶
Nie ma się co dziwić, że mózg Ururu się przegrzewał skoro był tyle lat nie używany, skoro Heather ledwie nadążała za tym wszystkim, a i słowo nadążała było lekką przesadą. Zgubiła się już na samym początku i nie potrafiła w tym wszystkim odnaleźć. Choć miała wrażenie, że idzie im wcale nie tak najgorzej, zaczęli przecież szukać jakiejś przyczyny i dochodzili do różnych wniosków, a nuż któryś okaże się tym właściwym.
- To fakt- czyli jednak nie trafiła. - Nie jestem super specjalistką jeśli chodzi o stworzenia magiczne, wiesz.- Postanowiła się do tego przyznać, żeby nie było. Powinien wiedzieć z kim ma do czynienia. - Jako wampir to słońce chyba powinno cię już dawno zabić?- zadała na głos pytanie, które przeszło jej przez myśl. - Nie wiem, czy martwą, bo chyba żyjesz? Czy martwi też żyją?- nie miała zielonego pojęcia, jak to wygląda. - Może sprawdzę, czy Twoje serce bije?- Wydawało się jej to być najprostszym rozwiązaniem, zbliżyła się do chłopaka, chcąc przyłożyć mu ucho do klatki piersiowej, zatrzymała się jednak tuż przed nim. Przypomniało jej się, że musiał przeżyć sporą traumę, nie chciała mu dokładać. - Mogę?
- Powinniśmy załatwić ci buty, jakieś ubrania?- rzekła jeszcze, kiedy weszli na ulicę Pokątną. Nie miała zamiaru go zostawić w takim stanie na ulicy. - Tak właściwie, to masz co ze sobą zrobić? Potrzebujesz miejsca, żeby się zatrzymać? Myślę, że możesz pójść ze mną.- na pewno jakoś uda jej się wytłumaczyć to wszystko rodzicom, nie wątpiła w to nawet sekundę. Była jedynaczką, nigdy nie pytała o to, czy może, po prostu oznajmiała, że podjęła pewne decyzje, a jej rodzice musieli się do tego dostosować.
W ręce chłopaka wpadł Prorok. Spoglądała na niego, gdy czytał zawartość. Reakcja na Voldemorta, cóż, gdyby ona sama obudziła się po 50 latach i przeczytała coś takiego pewnie też by to wyśmiała. - Ostatnio robi się niebezpiecznie, Voldemort - ten typ ze zdjęcia dąży do tego, żeby wybijać mugolaków.- Jakoś tak to wszystko skróciła, chyba miało to trochę sensu?
- To fakt- czyli jednak nie trafiła. - Nie jestem super specjalistką jeśli chodzi o stworzenia magiczne, wiesz.- Postanowiła się do tego przyznać, żeby nie było. Powinien wiedzieć z kim ma do czynienia. - Jako wampir to słońce chyba powinno cię już dawno zabić?- zadała na głos pytanie, które przeszło jej przez myśl. - Nie wiem, czy martwą, bo chyba żyjesz? Czy martwi też żyją?- nie miała zielonego pojęcia, jak to wygląda. - Może sprawdzę, czy Twoje serce bije?- Wydawało się jej to być najprostszym rozwiązaniem, zbliżyła się do chłopaka, chcąc przyłożyć mu ucho do klatki piersiowej, zatrzymała się jednak tuż przed nim. Przypomniało jej się, że musiał przeżyć sporą traumę, nie chciała mu dokładać. - Mogę?
- Powinniśmy załatwić ci buty, jakieś ubrania?- rzekła jeszcze, kiedy weszli na ulicę Pokątną. Nie miała zamiaru go zostawić w takim stanie na ulicy. - Tak właściwie, to masz co ze sobą zrobić? Potrzebujesz miejsca, żeby się zatrzymać? Myślę, że możesz pójść ze mną.- na pewno jakoś uda jej się wytłumaczyć to wszystko rodzicom, nie wątpiła w to nawet sekundę. Była jedynaczką, nigdy nie pytała o to, czy może, po prostu oznajmiała, że podjęła pewne decyzje, a jej rodzice musieli się do tego dostosować.
W ręce chłopaka wpadł Prorok. Spoglądała na niego, gdy czytał zawartość. Reakcja na Voldemorta, cóż, gdyby ona sama obudziła się po 50 latach i przeczytała coś takiego pewnie też by to wyśmiała. - Ostatnio robi się niebezpiecznie, Voldemort - ten typ ze zdjęcia dąży do tego, żeby wybijać mugolaków.- Jakoś tak to wszystko skróciła, chyba miało to trochę sensu?