Wood wiedziała. Od razu przewidywała, że wizyta w Lesie Wisielców skończy się źle, tyle, że na razie się po prostu źle zaczęła. Pamiętać trzeba o tym, że zawsze, zawsze może być gorzej i tego się trzymała. Ich kolega zniknął, przepadł, kto wie co się z nim stało, ale miały siebie. Najważniejsze, że nie straciła w tej mgle Longbottom, bo to ona dla Heather była cenniejsza.
Wzruszyła ramionami. Widziała tego całego Apolla pierwszy raz i nie znała jego zwyczajów. Ludzie różnie reagowali w sytuacji zagrożenia, stąd ta myśl. Tyle, czy właściwie faktycznie było tu jakieś zagrożenie, czy to tylko gdybanie. Teraz trochę bardziej skłaniała się ku temu, że jednak było, skoro jej partnerka powiedziała, że nie uciekłby bez słowa. To by oznaczało, że coś go porwało, albo wpadł w jakąś dziurę, chociaż gdyby w coś wpadł, to pewnie by krzyczał, chyba, że uderzyłby głową o jakiś kamień i stracił przytomność. Opcji było naprawdę wiele, Ruda nie do końca wiedziała, która była prawdziwa. Będą musiały go znaleźć, przecież nie wrócą do ministerstwa bez niego.
- Jako wilczyca? Czyli zostanę tutaj sama, jako potencjalna ofiara? - Wiedziała, że Brenna może więcej wywęszyć dzięki swojej umiejętności animagii, jednak wolałaby nie być jedynym człowiekiem w okolicy nawet na moment. Kto wie kto lub co siedziało w tym lesie. Wolałaby sama tego nie sprawdzać.
Heather zbliżyła się również do linii drzew. Przyglądała się temu, na którym jej towarzyszka zrobiła znak, przeraziło ją to, jak ta roślina zaczęła upodabniać się do człowieka. Przesunęła się w bok, do kolejnego drzewa, zastanawiała się, czy ma omamy, czy może faktycznie to jest prawda. Nie widziała jeszcze w swoim życiu czegoś podobnego. Miała wrażenie, że mgła robi się coraz gęstsza, że niedługo znikną w jej głębi. Nie wróżyło to niczego dobrego. Nie mogła oderwać spojrzenia od drzewa przed którym się znalazła. Zupełnie zapomniała o Apollu, który gdzieś tu przepadł.
!magicznedrzewa