18.09.2023, 22:08 ✶
Edge był gnidą. Był roześmianą, upierdliwą, zakochaną w sobie gnidą z oczyma pełnymi satysfakcji, że udało mu się ją sprowokować. Wycofał się tak, żeby nie dostać kopa w strategiczny punkt, ale pozwolił się kopnąć, żeby wszyscy to zobaczyli - wtedy właśnie jego żałosny uśmiech poszerzył się momentalnie, bo Layla przyniosła mu najlepszą z możliwych euforii.
Wybuchła.
A on to po prostu uwielbiał. To było jego życie - bycie przerażającym i wkurzającym na pokaz, zrażanie do siebie każdego, kto mu nie pasował. I jasne, nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, że to była jego maska, maska człowieka, który kupował tylko to, czego nie było żal stracić podczas następnej ucieczki, wiązał się tylko z tymi, o których pamięć nie bolała kiedy nie było ich już obok. Do niczego nie można było się przyzwyczajać, nic nigdy nie było i nie będzie na zawsze, żadne miejsce na świecie nie było i nie będzie jego prawdziwym domem, a jedyne prawdziwe emocje, jakie wzbudzał w ludziach, to ten gniew właśnie. I to go napędzało. Bo gniew był silny. Gniew był jak wulkan, gniew ukazywał wszystko to, co kryło się głęboko w sobie. Gniew pokazywał wreszcie innych takimi, jakimi byli, wcale nie różnymi od niego, chociaż uwielbiali traktować go jak wyrzutka.
- Dokończ to, młoda. Zdziel mnie z liścia - szepnął, korzystając z tej chwili bliskości i nadstawiając swój lewy policzek. - Od razu będzie ci lepiej, a ja zawsze chciałem mieć symetryczne limo.
W całym tym absurdzie to właśnie zbity za to co powiedział, czułby się jakby miał nad tym wszystkim całkowitą kontrolę.
Wybuchła.
A on to po prostu uwielbiał. To było jego życie - bycie przerażającym i wkurzającym na pokaz, zrażanie do siebie każdego, kto mu nie pasował. I jasne, nie trzeba było być geniuszem, żeby wiedzieć, że to była jego maska, maska człowieka, który kupował tylko to, czego nie było żal stracić podczas następnej ucieczki, wiązał się tylko z tymi, o których pamięć nie bolała kiedy nie było ich już obok. Do niczego nie można było się przyzwyczajać, nic nigdy nie było i nie będzie na zawsze, żadne miejsce na świecie nie było i nie będzie jego prawdziwym domem, a jedyne prawdziwe emocje, jakie wzbudzał w ludziach, to ten gniew właśnie. I to go napędzało. Bo gniew był silny. Gniew był jak wulkan, gniew ukazywał wszystko to, co kryło się głęboko w sobie. Gniew pokazywał wreszcie innych takimi, jakimi byli, wcale nie różnymi od niego, chociaż uwielbiali traktować go jak wyrzutka.
- Dokończ to, młoda. Zdziel mnie z liścia - szepnął, korzystając z tej chwili bliskości i nadstawiając swój lewy policzek. - Od razu będzie ci lepiej, a ja zawsze chciałem mieć symetryczne limo.
W całym tym absurdzie to właśnie zbity za to co powiedział, czułby się jakby miał nad tym wszystkim całkowitą kontrolę.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.