18.09.2023, 22:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2023, 22:37 przez Cathal Shafiq.)
- Wolałbym, aby sobie poradził, nawet jeżeli nie jest mu to pisanie - powiedział Cathal. Jego sceptycyzm co do przeznaczenia, spełniających się wróżb i przepowiedni nie był niczym nowym. Niby ich nie lekceważył, nie twierdził, że to bajki, a jednak wykazywał się... ogromnym dystansem.
Spojrzał znad mapy na kobietę i zmarszczył jasne brwi.
- Guinevere? - spytał. Złożył zwój, odruchowo ostrożnie, bo nawet kiedy wyłapał, że coś jest nie tak, w jej minie, gestach, tonie, wciąż gdzieś w jego głowie tkwiła myśl, że nie traktuje się z małą uwagą papierów, które miały przynajmniej kilkaset lat i niosły ze sobą nieocenioną wiedzę. Umieścił pergamin z powrotem w tubie i ułożył ją na stole, po czym pochylił się, podpierając o blat, spoglądając na McGongall. - Dobrze się czujesz? Czy mam zawołać Nell?
Ona również była wyszkoloną magomedyczką, ale to nie oznaczało, że sama nigdy nie potrzebowała pomocy. I kiedy z jej ust wydobył się dźwięk, świadczący o… bólu? Zaskoczeniu? Shafiq spojrzał na wszystko rozłożone na stole, tknięty nagłą myślą, że może Alethea przegapiła jednak jakąś klątwę. Tylko czy w takim wypadku on nie miałby jakichś objawów, skoro przyglądał się temu wszystkiemu, zanim do środka weszła Ginny?
Kobieta nie była pewna, czy faktycznie widzi, jak słowa układają się na papierze. Może ich obraz przesączał się bezpośrednio do jej umysłu? Pojmowała jednak ich znaczenie.
Śmierć nadejdzie o zmierzchu i nikt nie uwierzy w moje słowa, jak kiedyś nie uwierzono tej, której imię noszę.
I chociaż tego nie przeczytała na pewno, Guinevere wiedziała: notatki sporządziła kobieta, nosząca imię Cassandra. Przez moment owionął ją zapach, kojarzący się z tym, jakie czuło się o zmierzchu na wrzosowiskach. Widziała kobietę, stojącą pośród wrzosów, ciemne włosy, którymi bawił się wiatr...
Mrugnięcie.
Wszystko znikło.
Kolejne litery, tworzące słowa...
Chcąc zdobyć boskość, Augustus sprowadzi na nas zgubę.
– Ginny? – powtórzył Cathal, sięgając ku jej twarzy, chcąc zmusić, aby oderwała spojrzenie od notatek, bo dotarło chyba do niego wreszcie, że to one były powodem dziwnego zachowania kobiety.
Spojrzał znad mapy na kobietę i zmarszczył jasne brwi.
- Guinevere? - spytał. Złożył zwój, odruchowo ostrożnie, bo nawet kiedy wyłapał, że coś jest nie tak, w jej minie, gestach, tonie, wciąż gdzieś w jego głowie tkwiła myśl, że nie traktuje się z małą uwagą papierów, które miały przynajmniej kilkaset lat i niosły ze sobą nieocenioną wiedzę. Umieścił pergamin z powrotem w tubie i ułożył ją na stole, po czym pochylił się, podpierając o blat, spoglądając na McGongall. - Dobrze się czujesz? Czy mam zawołać Nell?
Ona również była wyszkoloną magomedyczką, ale to nie oznaczało, że sama nigdy nie potrzebowała pomocy. I kiedy z jej ust wydobył się dźwięk, świadczący o… bólu? Zaskoczeniu? Shafiq spojrzał na wszystko rozłożone na stole, tknięty nagłą myślą, że może Alethea przegapiła jednak jakąś klątwę. Tylko czy w takim wypadku on nie miałby jakichś objawów, skoro przyglądał się temu wszystkiemu, zanim do środka weszła Ginny?
Kobieta nie była pewna, czy faktycznie widzi, jak słowa układają się na papierze. Może ich obraz przesączał się bezpośrednio do jej umysłu? Pojmowała jednak ich znaczenie.
Śmierć nadejdzie o zmierzchu i nikt nie uwierzy w moje słowa, jak kiedyś nie uwierzono tej, której imię noszę.
I chociaż tego nie przeczytała na pewno, Guinevere wiedziała: notatki sporządziła kobieta, nosząca imię Cassandra. Przez moment owionął ją zapach, kojarzący się z tym, jakie czuło się o zmierzchu na wrzosowiskach. Widziała kobietę, stojącą pośród wrzosów, ciemne włosy, którymi bawił się wiatr...
Mrugnięcie.
Wszystko znikło.
Kolejne litery, tworzące słowa...
Chcąc zdobyć boskość, Augustus sprowadzi na nas zgubę.
– Ginny? – powtórzył Cathal, sięgając ku jej twarzy, chcąc zmusić, aby oderwała spojrzenie od notatek, bo dotarło chyba do niego wreszcie, że to one były powodem dziwnego zachowania kobiety.