08.11.2022, 23:25 ✶
Wspomnienie o Cedricu wytrąciło go z zadumy o tym jak dobrym leczeniem było dmuchanie na palec. Cedric, Cedric... no tak, brat Camerona! Przed oczyma stanął mu kitel, w którym zazwyczaj widywał drugiego Lupina, ale w jakiejś bardzo kusej wersji. Zamrugał pare razy, aby pozbyć się tej wizji, bo aktualnie miał większe problemy na głowie niż fantazje seksualne na temat starszego brata swojego przyjaciela.
- Możemy sobie wyprawić wesele, wtedy szybko się zagoi. Heather ubierze kieckę. My będziemy kapłanami. Znaczy Panami. Tymi tam, młodymi, ale kapłanami też możemy być, udzielimy sobie ślubu. - cały ten pomysł wydawał mu się genialny, zero wad i przeszkód. Przecież jakby wzięli ślub to nawet podatki by mniejsze płacili, mogliby mieszkać w jednym miejscu, więc płaciliby mniej za czynsz... mieliby trzy osoby w domu i ktoś mógłby gotować albo przynosić kebaby. Rozmarzył się na chwilę.
- Nie 'auauj' mi tutaj, przecież lubisz jak trochę boli. - rzucił beztrosko. W prawdzie nie potrafił aż tak dobrze celować, zwłaszcza w tym stanie, ale przyglądanie się pośladkom było dla niego kwestią podstawową, wbudowaną w jego oprogramowanie dawno temu, więc nikt nie powinien się dziwić, że trafił dokładnie tam, gdzie trafić chciał. Jeżeli chodzi o krągłe tyłki to mógł mieć oczy dookoła głowy.
Panna Wood wydawała się być w swoim żywiole, walcząc w obronie dumy swoich dwóch pajaców. Charlie pożałował przez chwilę, że nie mógł tego obserwować z daleka, z jakichś trybun, bo w tym momencie był pewien, że Heather gołymi rękoma powaliłaby nawet smoka Walijskiego czy jakiego innego z Rumunii. Zresztą, jej pomarańczowe kędziory przypominały swoim kolorem ogień, więc wszystko to jakoś tak mu się zwizualizowało w głowie... zamrugał znowu, chyba zaczynał wchodzić w ten stan, gdy wszystko dzieje się w jego głowie, a ciało wiotczeje, odmawia posłuszeństwa - przynajmniej tak mu się wydawało do pewnego momentu.
Opierzone monstrum zagęgało zranione kopniakiem Rookwooda i dzięki temu nie zdołało zaatakować swoimi ostrymi jak brzytwy zębami skaczącej nań Gryfonki. Gęś wydała z siebie przeraźliwie głośny skowyt, gdy brygadzistka postanowiła jej dosiąść. Niestety, przerośnięte kaczki nigdy nie były zbudowane do tego, aby zostać wierzchowcami, nawet jeżeli jeździec miał metr sześćdziesiąt w kapeluszu.
- Widuje cię rano całkiem często, a jak jesteś niewyspana to zioniesz nienawiścią, więc wiem co to potwory - poskarżył się tylko, ale zaraz też wyrzucił z siebie okrzyk radości, gdy gęś została złapana w objęcia przyjaciółki. Spojrzał przelotnie na Camerona.
- Uważaj może na ten palec, nie było jeszcze wesela, ale ten, czekaj, bo! - uznał, że trzeba było Heather pomóc, ale nie potrafił się też odpowiednio wysłowić w tym momencie. Spróbował wstać i rzucić się na groźnego predatora.
- Gęsina to prawie jak baranina! - jego okrzyk bojowy był całkiem adekwatny do stanu, w którym się znajdował.
Rzut na całkowite unieruchomienie gęsi.
- Możemy sobie wyprawić wesele, wtedy szybko się zagoi. Heather ubierze kieckę. My będziemy kapłanami. Znaczy Panami. Tymi tam, młodymi, ale kapłanami też możemy być, udzielimy sobie ślubu. - cały ten pomysł wydawał mu się genialny, zero wad i przeszkód. Przecież jakby wzięli ślub to nawet podatki by mniejsze płacili, mogliby mieszkać w jednym miejscu, więc płaciliby mniej za czynsz... mieliby trzy osoby w domu i ktoś mógłby gotować albo przynosić kebaby. Rozmarzył się na chwilę.
- Nie 'auauj' mi tutaj, przecież lubisz jak trochę boli. - rzucił beztrosko. W prawdzie nie potrafił aż tak dobrze celować, zwłaszcza w tym stanie, ale przyglądanie się pośladkom było dla niego kwestią podstawową, wbudowaną w jego oprogramowanie dawno temu, więc nikt nie powinien się dziwić, że trafił dokładnie tam, gdzie trafić chciał. Jeżeli chodzi o krągłe tyłki to mógł mieć oczy dookoła głowy.
Panna Wood wydawała się być w swoim żywiole, walcząc w obronie dumy swoich dwóch pajaców. Charlie pożałował przez chwilę, że nie mógł tego obserwować z daleka, z jakichś trybun, bo w tym momencie był pewien, że Heather gołymi rękoma powaliłaby nawet smoka Walijskiego czy jakiego innego z Rumunii. Zresztą, jej pomarańczowe kędziory przypominały swoim kolorem ogień, więc wszystko to jakoś tak mu się zwizualizowało w głowie... zamrugał znowu, chyba zaczynał wchodzić w ten stan, gdy wszystko dzieje się w jego głowie, a ciało wiotczeje, odmawia posłuszeństwa - przynajmniej tak mu się wydawało do pewnego momentu.
Opierzone monstrum zagęgało zranione kopniakiem Rookwooda i dzięki temu nie zdołało zaatakować swoimi ostrymi jak brzytwy zębami skaczącej nań Gryfonki. Gęś wydała z siebie przeraźliwie głośny skowyt, gdy brygadzistka postanowiła jej dosiąść. Niestety, przerośnięte kaczki nigdy nie były zbudowane do tego, aby zostać wierzchowcami, nawet jeżeli jeździec miał metr sześćdziesiąt w kapeluszu.
- Widuje cię rano całkiem często, a jak jesteś niewyspana to zioniesz nienawiścią, więc wiem co to potwory - poskarżył się tylko, ale zaraz też wyrzucił z siebie okrzyk radości, gdy gęś została złapana w objęcia przyjaciółki. Spojrzał przelotnie na Camerona.
- Uważaj może na ten palec, nie było jeszcze wesela, ale ten, czekaj, bo! - uznał, że trzeba było Heather pomóc, ale nie potrafił się też odpowiednio wysłowić w tym momencie. Spróbował wstać i rzucić się na groźnego predatora.
- Gęsina to prawie jak baranina! - jego okrzyk bojowy był całkiem adekwatny do stanu, w którym się znajdował.
Rzut na całkowite unieruchomienie gęsi.
Rzut N 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you