Przemieniający się w morską wodę mężczyźni, niezależnie od tego, czy żywi, czy zmarli, byli niespotykanym zjawiskiem. Nie oznaczało to, że złym, bowiem przestali stanowić dla nich zagrożenie. Jednocześnie mógł odczuwać pewien niedosyt, ponieważ nie poznał do końca historii tych pereł. Przybył na ten statek w poszukiwaniu skarbów i byłoby dobrze, gdyby wszedł w ich posiadanie. O ile ten statek faktycznie je skrywał w swoich ładowniach. Tych, z oczywistych względów, nie był w stanie przeszukać. Zapadł w sen, w którym wiódł życie innego człowieka, traktując obcych dla siebie ludzi jako swoją rodzinę.
To, że Howard nie zamienił się w wodę po tym jak został przez niego spętany, świadczyło, że jest czymś innym. Dostrzegając po raz kolejny kościotrupa w garniturze, z oczami płonącymi czarną magią, starał sobie przypomnieć czy już gdzieś coś takiego widział. I jeśli tak było to jak się tego pozbyć. Nie było to naturalne. Jedno było pewne - nie zamierzał się przekonać o tym, jak cicho i ciemno było na dnie morza. Zamierzał wyrwać się z tego snu, którego trwania był już świadomy i zamierzał opuścić ten przeklęty statek widmo.
Gdyby był tutaj to sięgnąłby po stary, sprawdzony sposób jakim było wymuszenie przemiany. Wymagało to dostatecznie silnych emocji, a sama należała do nad wyraz bolesnych transformacji. Jeśli po czymś takim nie wybudziłby się z tego koszmaru to uznałby, że to wszystko jest bardziej pojebane, niż początkowo sądził.
— Nie zdechnę na tym pieprzonym statku widmo. — Warknął nie zwracając się nawet do Rookwooda ani pozostałych osób, które im towarzyszyły. Był zdeterminowany i zamierzał zrobić wszystko, aby stąd się wydostać. Czekało na niego prawdziwe życie, prawdziwa rodzina, do której zamierzał wrócić. I to była dobra myśl, dobra motywacja aby się obudzić z tego koszmarnego snu... jednak mogła okazać się za słaba w obliczu czarnej magii, z którą mieli do czynienia.
— Nie zaszkodzi spróbować... — Nie zamierzał protestować. Stanowiło to całkiem bezpieczny pomysł choć trudno mówić o pewności co do jego skuteczności. Rozważał wszystkie za i przeciw ku temu aby spróbować zrobić to co on i rozproszyć magię tej wizji albo podjąć się czegoś znacznie bardziej ryzykownego, nie wiedząc jak to się skończy dla niego. Zawsze rozdzielanie się nie było dobrym pomysłem. Zrobienie tego, co rozważał było jeszcze gorszym. Zaryzykowałby właśnie to, czego chciał uniknąć. Nie chciał zdechnąć na tym statku. W domu czekała na niego rodzina i dlatego powinien się powstrzymać. Gdyby to było takie proste.
— Pójdę się rozejrzeć. Nie zajmie to długo. — Poinformował swoich towarzyszy, oddalając się zaraz od nich. Przeszuka tylko kawałek tego statku, nieco bardziej zabrnie w jego przeszłość i może znajdzie to, czego szuka i bynajmniej nie chodziło o skarby... choć tymi by nie pogardził. Zamierzał poświęcić kilka chwil na próbę znalezienia źródła klątwy, o której pomyślał na chwilę przed zapadnięciem w sen i która była wielce prawdopodobna w tamtej chwili. Zajście z Fawley zdawało się to potwierdzać. Musi mieć jeszcze trochę czasu w zapasie aby spróbować się wybudzić.