Heather trzymała się Brenny. Leciała tuż nad nią, aby nie zgubić swojej partnerki. W tym całym zamieszaniu brakowało tylko tego, żeby się rozdzieliły. Wiedziała, że nie może na to pozwolić. Nia patrzyła jednak tylko na wilka. Dostosowała dosyć szybko swoje tempo do tego zwierzęcia, po czym zaczęła rozglądać się wokół. Musiały znaleźć Apolla, przecież nie wrócą bez niego do biura.
Drzewa, które znajdowały się obok były dziwne. Większość z nich, nie tylko te dwa z którymi miały wątpliwą przyjemność zapoznać się bliżej. Na pewno nie da jej to spokoju, widziała w końcu w pniu twarz swojego wuja. Nie miała pojęcia dlaczego, czy umysł jej płatał figle, czy to były halucynacje, czy jakieś czarnomagiczne zaklęcie? Zastanowi się nad tym później, kiedy dotrą do bezpiecznego miejsca. Wiedziała, że lepiej będzie dla nich jeśli szybko opuszczą to miejsce.
Wreszcie udało jej się dostrzec drzewo, o bardzo grubym pniu, które najwyraźniej zainteresowało się ich towarzyszem. Próbowało go bardzo mocno przytulić. Wood miała wrażenie, że to przytulenie mogło się skończyć uduszeniem. Przyspieszyła lot, żeby dostać się tam najszybciej i zatrzymała się tuż przed Apollem. Zeskoczyła w locie z miotły. Machnęła jeszcze w powietrzu różdzką, aby wyczarować zaklęcie, strumień magii, który przetnie gałęzie. Chciała uwolnić blondyna, miała nadzieję, że rzuciła zaklęcie na tyle precyzyjnie, że nie skrzywdzi go przy tym.
Rzuciła się mu na pomoc i próbowała go odciągnąć od tego krwiożerczego drzewa.