Kiedy nie patrzyła na te zwoje, a więc nic nie wirowało, nie skakało, nie tańczyło i nie próbowało dostać się do jej głowy, to było jakoś lepiej. Łatwiej. Chociaż wciąż lekko wirowało jej w głowie. Okropne uczucie kiedy masz wrażenie, że cały świat faluje, nawet wtedy, kiedy zamykasz oczy… Guinevere musiała złapać się jedną ręką stołu, a drugą Cathala.
Niezbyt mówiła o jasnowidzeniu, bo nie było o czym. Nie ćwiczony zmysł Trzeciego Oka był dla niej bezużyteczny, nie potrafiła przepowiadać przyszłości na zawołanie, nie potrafiła w nią wejrzeć. Ale czasami… Czasami zdarzyło jej się coś przepowiedzieć, tylko potem nawet tego nie pamiętała. Pamiętali za to ludzie, którzy to widzieli – podobno przeżycie niezapomniane.
- Moja matka… moja matka jest jasnowidzem – odpowiedziała po chwili. - Ja… czasami mi się zdarza. Nigdy intencjonalnie. Nigdy nie ćwiczyłam – natomiast zdecydowanie była wrażliwa na znaki. Dostrzegała ich ruchy, czasami była wręcz pewna że tam jest coś więcej… nie potrafiła sięgnąć po to i zajrzeć w przyszłość. - Nie wieszczyłam. Nie teraz. Słowa… wciskają mi się do głowy jakby chciały zostać przeczytane. Tańczą po pergaminie. Nie widzisz tego? – wzięła głęboki oddech, mając nadzieję, że w ten sposób jej się polepszy. - Chciałam przekazać treść, zanim mi ucieknie – dodała jeszcze, jakby się tłumacząc ze swojego zachowania. To nie była przepowiednia, a przynajmniej… nie teraz. Po prostu odczytała słowa zapisane na pergaminie. Pewnie były przepowiednią kiedyś. I pewnie się spełniła, inaczej nie odkopywaliby wioski. - Dzięki za komplement – zawsze miło było usłyszeć od mężczyzny że wygląda się okropnie. - Po prostu kręci mi się w głowie – oparła się o stół, odwrócona teraz plecami do zwojów. Miała ochotę na nie jeszcze spojrzeć… wołały do niej. Ale może lepiej nie bez medyka… kto wie co było tam ukryte? - Z-zawołaj Nell. Spojrzę na nie jeszcze jak przyjdzie – sama była ciekawa co tam było ukryte. I dlaczego w tak zmyślny sposób?