Trixie nie mogła przegapić tego wydarzenia. Szczególnie, że kuzyn wysłał jej zaproszenie pocztą, nie wypadało nawet się nie pojawić. Lubiła czasem zjawić się tam, gdzie przebywały tłumy. Dzisiaj nadarzyła się okazja, aby znowu mogła patrzeć na innych z góry. Zaproszenie do specjalnej loży wiązało się z wieloma udogodnieniami, a ona naprawdę ceniła sobie to, że była traktowana lepiej od pospólstwa.
Przybyła na miejsce chwilę przed czasem. Nie lubiła się spóźniać. Weszła tym specjalnie przygotowanym wejściem. Bawiło ją to, jak wiele osób stoi w kolejce, którą mijała chwilę wcześniej. Nie wszyscy byli godni, aby zostać potratowani tak wyjątkowo, jak ona. Nie mogła zrozumieć, jak bardzo zabijają się o to, aby znaleźć się w środku. Przecież Lou nawet by na nich nie spojrzał.
Ubrana była schludnie, jak zawsze. Dzisiaj postanowiła założyć na siebie burgundowy garnitur i czarny gorset, który bardzo mocno ściskał jej klatkę piersiową, ledwo mogła oddychać, jednak czego się nie robi, aby pięknie wyglądać. Na szyi miała kolię w kształcie węża. Włosy dzisiaj rozpuściła, czarne loki opadały jej za ramiona.
Szybko znalazła się w loży, szukała wzrokiem swojego kuzyna. Chciała mu życzyć powodzenia, chociaż wiedziała, że nie będzie mu potrzebne. Na pewno zmiecie tego klauna. Pozostawało obstawić, jak szybko uda mu się to zrobić. Była pewna jego umiejętności, Lou potrafił machać różdżką.
Uśmiech wpełznął jej na usta, kiedy usłyszała głos, który zabrzmiał jej tuż nad uchem. Odwróciła się, chociaż wiedziała kogo tam zastanie. - Jak dobrze mnie znasz. - Spojrzała na niego spod swoich ciężkich, opadająch powiek.
- Nie zawsze to ja muszę być gwiazdą Rabastanie. - Wiele by dała, żeby teraz to wszyscy na nią patrzyli. Musiała się jednak pogodzić z tym, że to nie jest jej dzień. To jej kuzyn miał lśnić podczas tego pojedynku.
Sięgnęła po kieliszek, który podał jej Lestrange. Upiła z niego niewielki łyk. Nie wypadało aby się tutaj upijała, kiedy obok było tylu szanowanych, czystorwistych czarodziejów. Nie chciała, aby nieodpowiednie informacje dotarły do jej rodziców.
- To musi być naprawdę wielkie wydarzenie, skoro skłoniło cię do opuszczenia swojej jaskini. - Znała go na tyle, aby wiedzieć, że o tej porze można go spotkać w domu. Nie dziwiła mu się wcale, bo nocami przecież pracował, musiał kiedyś to odespać. - Cieszę się, że cię widzę. - Dodała jeszcze zupełnie szczerze. Trixie naprawdę lubiła jego towarzystwo i była zadowolona, że spędzą ten czas razem, bo Rabastan już nie miał odwrotu. Nie zamierzała go opuścić. Mimo, że dostała od kuzyna dwa zaproszenia, to pojawiła się tutaj sama.