Jeżeli istniało pomiędzy kobietami jakieś pokrewieństwo, to było możliwe chyba tylko od strony jej ojca, a i tak to byłoby bardzo naciągane – przynajmniej z tymi informacjami, które posiadali obecnie. Było możliwe, oczywiście, ale bardzo mało prawdopodobne. Guinevere nauczyła się już jednak, że słowo "niemożliwe" brzmiało jak wyzwanie dla kolei losu i za każdym razem kiedy ktoś je wypowiadał, opatrzność brała za punkt honoru udowodnić, że a jednak! Bycie obdarzonym Okiem Horusa, nawet nie wyćwiczonym i do jasnowidzenia bezużytecznym, mogło być jedynym solidnym tropem.
Wychowała się pod okiem jasnowidza – kto jak nie ona doskonale wiedziała jakie to potrafi być uciążliwe dla otoczenia, kiedy na przykład własną matką wie, że właśnie jesteś na randce z jakimś mężczyzną i przewiduje do czego może na niej dojść… jako dziecko tak na to rzecz jasna nie patrzyła, ale gdy dorosła, to tym bardziej cieszyła się, że obrała inną drogę, że co inne ją zainteresowało i zajęło cenny czas nauki i ćwiczeń, bo wiedzieć co mają w planach otaczający ją ludzie… na Matkę. Naprawdę, lepiej nie wiedzieć. Czuła się z tym lepiej i zdecydowanie swobodniej.
- Tak – oczywiście, że była pewna. Gdyby nie była, to nie mówiłaby tego na głos. W takich sprawach pryskał jej psotliwy humor i stawała się niemal śmiertelnie poważna. - Po prostu się pospiesz – to nie tak, że chciała mi wydawać komendy. Nie powiedziała mu tego, ale ciągnęło ją do spojrzenia w pergaminy. Teraz umiała się powstrzymać, ale jak długo będzie potrafiła?
Guinevere i Nell były swoim kompletnym przeciwieństwem, przynajmniej jeśli chodzi o aparycję. Bagshotówna niska, o blond włosach, i Ginny – wysoka, opalona, ciemnowłosa. W charakterze były nieco bardziej zbieżne, obie potrafiły być zgryźliwe i sarkastyczne, chociaż McGonagall miała w sobie też zadziwiająco dużo miękkości.
- O duchach i opętaniach uczymy się w Uagadou od pierwszego roku. Obawiam się że to nie wpływ Jamila – odezwała się kiedy już przyszli. Nefret cały czas stała tyłem do papierów, prowadząc ze sobą walkę – a nie lubiła i nie potrafiła przegrywać. Zwłaszcza nie z samą sobą. - Spróbuję jeszcze raz spojrzeć na te zwoje. Poprzednio bardzo bolała mnie głowa… – rzuciła, chociaż była pewna, że Cathal już wszystko Nell wyjaśnił. Ginevra odwróciła się i złapała rogu blatu dłońmi i wzięła głęboki oddech. Dopiero po tym skierowała spojrzenie jasnobrązowych oczu na zwoje, w miarę możliwości rozwijając jeden z nich.